„Poza zasadą przyjemności” – lekcja pokory i empatii w Zachęcie

Poszukujecie czegoś co poprawi Wam nastrój w słoneczny dzień? Doda otuchy w codziennych troskach, wywoła uśmiech, a następnie ciąg wesołych rozmyślań? Ta wystawa na pewno nie jest dla Was.

Poza zasadą przyjemność w warszawskiej Zachęcie to zbiór mocnych doznań, które towarzyszą nie tyle podczas oglądania wystawy, ale szczególnie po wyjściu z budynku. Jak mówią: co zostało ,,zobaczone”, już się nie ,,odzobaczy”. Materiały prasowe i wzmianki o tej wystawie słusznie uprzedzają, że należy zapoznać się z jej zawartością zanim zdecyduje się ją odwiedzić. Jest tu brutalizm, cierpienie, niepokój, seksualność, a przede wszystkim bolesna prawda. Prawda o człowieku pokazana odważnie, momentami nawet za bardzo.

Kuratorka wystawy Maria Brewińska mówi:

Zasada przyjemności to zasada, która nami zarządza. Chodzi o to, aby przede wszystkim doświadczać przyjemności, a kiedy pojawia się nieprzyjemne napięcie, trzeba je szybko rozładować. Z kolei afekt to kategoria, której nie należy mylić z emocją. Emocja to coś określonego, uświadomionego, afekt jest bardziej somatyczny, przejawia się w napięciu, drżeniu. Moim założeniem było dobrać na wystawę takie prace, które są silnymi bodźcami, bo żeby pojawił się afekt, musi być impuls. Im silniejszy bodziec, tym silniejsze przeżycie i wyrazistsze emocje.

Faktycznie, po zobaczeniu całości człowiek jest jakby bardziej zalękniony, dotknięty i odczuwa wędrujące od stóp do głów dreszcze niepokoju. Ja je czułam.

Co można obejrzeć w Zachęcie? Wiele. Już na samym wstępie wita nas nadzwyczajna gablota, w której belgijska autorka Berlinde de Bruyckere umieściła kobiece ciało (stworzone z wosku i żywicy), wyglądające jak martwe. To rozprute na brzuchu i odbycie, pozbawione głowy, jakby rozpuszczone zwłoki. Całość sina, od wewnątrz jakby przekrwiona, do złudzenia przypominająca prawdziwą denatkę.

Może nie jest to najważniejszy punkt wystawy, ale najdłużej przystanęłam właśnie przed telewizorem, na którym można obejrzeć i  wysłuchać krótkiego dokumentu o kontrowersyjnym rosyjskim performerze Piotrze Pavlenskym. Artysta zasłynął z takich działań jak zszycie warg czerwoną nicią przed Soborem Kazańskim w Petersburgu, dając wyraz swojemu protestowi wobec represjom dotyczącym działań Pussy Riot. Innym razem, w ramach akcji Tusza, leżał w złogach drutu kolczastego na chodniku przed siedzibą Zgromadzenia Ustawodawczego w Petersburgu. Performance, jak mówił, był metaforą represyjnego systemu prawnego, który rani ludzi psychicznie, wywołując ból i cierpienie. Kolejnym razem, również nago, siedział na murze Instytutu Psychiatrii Sądowej im. Serbskiego w Moskwie i na znak protestu przeciwko wykorzystywaniu psychiatrii w Rosji do zwalczania przeciwników politycznych, wielkim nożem kuchennym odciął sobie kawałek prawego ucha.

Największym echem medialnym odbiła się akcja Fiksacja, podczas której nagi, wychudzony Pavlensky przybił gwoździem swoją mosznę do bruku na Placu Czerwonym w Moskwie. Protestował w ten sposób przeciw zamianie Rosji w państwo policyjne (dokonał tego w Dzień Policji, 10 listopada) oraz przeciwko wprowadzeniu prawa zakazu propagowania homoseksualizmuWszystkie te akcje można obejrzeć dokładnie, na zbliżeniach w Zachęcie, a słuchawki skutecznie odcinają nas od świata realnego. Jesteśmy my i ta historia. W tle słychać język rosyjski, migawki telefonów przechodniów i koguty policyjne. Przejmujące i niewiarygodne.

Źródło: Politico.eu

Niezapomniana jest także ściana z serią kultowych już fotografii Artura Żmijewskiego Oko za oko, powstałych w 1998 roku. Widzimy tu nagich ludzi: niepełnosprawnych i zdrowych, którzy dopełniając się, tworzą wspólnie jedno ciało. Zdrowe kończyny uzupełniają braki u kalek. Niesamowita precyzja i fascynacja plastycznością ludzkiego ciała. Patrząc na każdą z fotografii, czuje się, że poprzez splatanie ciał (kalekich i zdrowych), dotykanie kikutów kończyn dolnych, górnych, aż wreszcie blizn po amputacjach, przełamywany jest wstyd i przekracza bariera intymności. 

Eksponatów jest sporo. Nie o wszystkich można napisać, wspomnieć, a niektóre nawet ciężko jest opisać słowami. Wystawę trzeba obejrzeć, przeżyć, a nie o niej opowiadać. Słowa kalekie, nawet w małym stopniu nie oddadzą tych doznań artystycznych. Dla ciekawych, mogę jeszcze na koniec zrobić małą wyliczankę tego,co zapamiętałam, a co i Wy powinniście koniecznie zobaczyć.

Krótkie video z Aleksandra Ską w roli głównej, która wiertłem dentystycznym rozwierca przednie zęby. Dla wrażliwców w sferze jamy ustnej i uzębienia – nie polecam. Tuż obok wiszą z kolei najróżniejsze narzędzia medyczne: ostrza, skalpele.

Niesłychany taniec nagiej kobiety do zmysłowej muzyki (kobieta typu hologram?!). Można wpaść w trans. Sama oglądałam ten pokaz dwukrotnie, w zastygnięciu i z wewnętrznym efektem niedowierzania.

Ściana pokryta na pozór zwykłymi obrazami, w rzeczywistości zaś, są to arkusze nasączone wodą z krwią, w której umyte były zwłoki.

Seria wstrząsających zdjęć mężczyzn i kobiet, przed i po operacjach (koszmarne deformacje). Pokazane są metody szycia ran i ich gojenia. Niesamowite, bolesne nawet dla widza. Widać ból w ich spojrzeniach.

Bałkańska Epopeja Erotyczna serbskiej artystki Mariny Abramović, przedstawiająca kobiety dokonujące bałkańskiego obrzędu przegnania deszczu (masujące piersi, odkrywające waginy, kierując się w stronę nieba) oraz mężczyznę kopulującego z glebą i masturbującego się na szczerym polu (to gest proszący o urodzaj i bogate plony).

Źródło: Światobrazu.pl

Poza zasadą przyjemności zmienia myślenie. O człowieku, o seksualności, cielesności, umyśle. To nadzwyczajna lekcja tolerancji na inność, uświadomienie sobie możliwości ludzkiego ciała (nieprawdopodobnym zjawiskom, które w nim zachodzą i możliwości regeneracji) i większa świadomość samego siebie.

Na co dzień każdy z nas gna za uczuciem spełnienia, spokoju i doznawaniem wszelakich przyjemności. Zachęta nakłania do zupełnie innej wędrówki; po niepokoju, uczuciu skrępowania, większej akceptacji i zrozumienia własnego ciała. Wystawę się ogląda, podczas niej przeżywa, ale intensywne myślenie o niej rozpoczyna się dopiero po wyjściu z budynku. Wyszłam z niego w środę o 20:00, a myślę do teraz.

Macie czas do 2 lipca. Warto!

Milena Fringee

Kojarzę słowa w pary - żongluję nimi, na pozór karłowate, scalam w finezyjne duety

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany