Trudne relacje w rodzinie, czyli o „Szklanej menażerii” w rzeszowskiej Siemaszkowej

Teatr im. Wandy Siemaszkowej w Rzeszowie znany jest ze świetnych adaptacji klasycznych dzieł literatury. Czechow, Molier, Bałucki to tylko niektórzy z wielkich, których sztuki zostały wystawiane na rzeszowskiej scenie. Jednakże co jakiś czas teatr sięga także po bardziej współczesne teksty. Tak też było w przypadku jego ostatniej premiery – adaptacji Szklanej menażerii autorstwa Tennesseego Williamsa.

Wiktor: Tennesse Williams, jeden z najbardziej znaczących dramaturgów amerykańskich XX wieku, kojarzony jest głównie ze sztuki – Tramwaju zwanego pożądaniem. Liczne adaptacje teatralne oraz klasyczny już film z 1951 roku przyniosły mu uznanie, jak i światową rozpoznawalność. Jednakże to właśnie premiera Szklanej menażerii stanowiła przełomowy moment w jego karierze oraz zapewniła mu rozgłos. Choć mniej znana niż Kotka na gorącym blaszanym dachu czy wspomniany Tramwaj…, to sama sztuka doczekała się aż trzech hollywoodzkich ekranizacji. Nic więc dziwnego, że rzeszowski teatr zainteresował się tym tekstem i zdecydował się wystawić go na swoich deskach.

Julia: Dramat koncentruje się wokół samotnej matki z dwójką dorosłych już dzieci, nadal jednak pozostających pod jej silnymi wpływami. We troje, jak dowiadujemy się w pierwszych słowach sztuki, stanowią niebagatelnie toksyczny związek, który stoi na skraju rozpadu. Matka (w tej roli zjawiskowa Anna Demczuk), wyrafinowana dominatorka, przelewa w swoją kruchą jak lód córkę niespełnione za młodu ambicje oraz usilnie nakłania ją do małżeństwa. Wielokrotnie także powraca wspomnieniami do ojca młodych ludzi, który lata temu zniknął, co teraz wyraźnie odbija się w zachowaniu i osobowości syna.

Źródło: teatr-rzeszow.pl

Wiktor: Sztuka Williamsa silnie skupiona jest na psychologii postaci. Widzimy tu trójkę skrajnie różnych osobowości, między którymi panuje nieustanne napięcie. Miłość miesza się z nienawiścią, żal z tęsknotą, a zaufanie z rozczarowaniem. Konflikt charakterów, przekonań czy wartości, jakimi kierują się postacie, wychodzi na pierwszy plan. Przez niewielką liczbę bohaterów oraz kameralną scenerię, mamy możliwość wnikliwej obserwacji zachowań i emocji bohaterów, a dzięki świetnemu scenariuszowi możemy kreślić w głowie portrety psychologiczne każdego z nich. To w znaczącej mierze także zasługa aktorów – Anny Demczuk, Joanny Baran oraz Mateusza Marczydły – którzy całkowicie wchodząc w swoje role, stworzyli niezwykle wiarygodne kreacje, od których nie można odciągnąć wzroku. Szklana menażeria to silnie bazująca na uczuciach sztuka, w którą nie sposób nie zaangażować się emocjonalnie.

Julia: Nie tylko dobór sztuki, ale i forma jej przedstawienia odbiega od tego, do czego zostali przyzwyczajeni bywalcy Siemaszkowej. Zrezygnowano z tradycyjnego układu en face między aktorami i widzami na rzecz zupełnie nowej scenerii. Tym razem siadamy wokół sceny, niewielkiej, ciasnej, odległej na wyciągnięcie ręki. Mamy wrażenie, jakbyśmy siedzieli przy stole albo oglądali ryby w akwarium, z twarzą przy szybie. Dookoła sceny ustawionych zostało osiem krótkich rzędów, jest nas więc niewiele, dzięki czemu wkrótce można wręcz zapomnieć o obecności reszty i w pełni oddać się spektaklowi. Teatr jednak nie ograniczył się tylko do tego – za plecami widzów rozciąga się pewnego rodzaju antresola, również wykorzystywana przez aktorów, a na ścianach zostały zamontowane ekrany, na których wyświetlane są projekcje. Scenografia dopełnia całość i pozwala nam od razu wsiąknąć w świat przedstawiony, znakomicie komponując się z rozgrywającymi się wydarzeniami.

Źródło: rzeszow-teatr.pl

Wiktor: Forma spektaklu faktycznie odgrywa istotną rolę w jego odbiorze, sprawia, że poniekąd w nim uczestniczymy. Jesteśmy wnikliwymi obserwatorami relacji między matką, córką i synem oraz z bardzo bliskiej odległości możemy przyjrzeć się emocjom, które targają bohaterami. Ta niewielka przestrzeń wywołuje poczucie bliskości, ale jednocześnie pewnego rodzaju dyskomfortu. Zamknięci na scenie, gdzie ścierają się silne charaktery i gdzie co chwilę dochodzi do wybuchów emocji, czujemy się skrępowani i przytłoczeni. Ta forma wręcz idealnie nadaje się do sztuki Williamsa, gdzie właśnie klaustrofobiczna atmosfera, silne emocje i relacje między bohaterami są najważniejsze. Zaadaptowanie sceny w taki sposób nie tylko urozmaiciło całą sztukę, ale i w znaczący sposób wzmocniło jej wydźwięk. Muszę przyznać, że Szklana menażeria w zaskakujący sposób trafiła do mnie i zostawiła z kilkoma ciekawymi spostrzeżeniami. Czy w twoim przypadku było podobnie?

Julia: Bez wątpienia jest to sztuka, która zostawia widza ze sporą ilością przemyśleń. Może i nie szokuje, ani znacząco nie zmienia naszego myślenia, jednak w jakiś sposób zostaje w nas. Ciężko mi właściwie powiedzieć, co takiego jest w tej stosunkowo prostej historii o rodzinie, jednak przyznaję, że to sztuka, która wzbudziła we mnie emocje. Mimo że chwilami nierówna i w pewnych momentach przerysowana, to nie mogę odmówić jej szczerości i wrażliwości. Szklana menażeria intryguje nie tylko niecodzienną formą, ale przede wszystkim świetnym budowaniem napięcia, dramaturgią, przyciągającymi wzrok kreacjami aktorskimi oraz bogato zarysowanymi portretami psychologicznymi. To niezwykle intensywne doświadczenie, które wymaga od widza zaangażowania, a po zakończeniu nie daje o sobie zapomnieć.

Wiktor Bury

Umysł ścisły o kompletnie nieścisłych zainteresowaniach. Z biblioteki i księgarni odciągnąć go równie trudno, co z sali kinowej lub galerii sztuki. Nie śpi, bo czyta.

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany