Znaleźć odpowiedzi – wywiad z Pawłem Łozińskim

Krakowski Festiwal Filmowy – jedna z najstarszych imprez filmowych w Europie – właśnie dobiegł końca. Jury wręczyło nagrody, przedarte bilety walające się po torebkach przywołują wspomnienia obejrzanych historii, a emocje powoli opadają. Zanim miasto zaklei się kolejnymi plakatami huczącymi o następnych eventach i wydarzeniach, zdążyłam porozmawiać z Pawłem Łozińskim – jednym z czołowych przedstawicieli polskiego filmu dokumentalnego oraz przewodniczącym jury tegorocznego Konkursu Dokumentalnego.

Julia Smoleń: Finału 57. edycji Krakowskiego Festiwalu Filmoweg tuż-tuż, a za nami już setki pokazów dokumentów, krótkich metraży, czy retrospekcji filmowych. Jak ocenia Pan tegoroczną edycję? Jak trudne było szukanie tego najlepszego?

Paweł Łoziński: Szukanie najlepszego było właściwie proste. W naszym międzynarodowym jury byliśmy bardzo jednomyślni w tej sprawie, co zdarza się rzadko. Szybko osiągnęliśmy konsensus. Byłem jedynym Polakiem, reszta jury to ludzie z zagranicy, może dlatego nam się udało. To były po prostu dobre filmy. Głównie opowiadające o naszym uwikłaniu rodzinnym, emocjonalnym…

JS: Czy w takim razie temat rodziny był pewną powtarzającą się tendencją w dokumentach tegorocznej edycji?

PŁ: Tak. Pojawiło się zaskakująco dużo rodzinnych tematów. Poprzez rodzinę można właściwie zobaczyć wszystko, cały świat naszych konstelacji. Ale trzeba przyznać, że mieliśmy styczność z różnymi aspektami rodzinnego życia. Na przykład film Vitaly Mansky’ego, Bliscy, to dokument o tym jak problemy polityczne wpływają na rodzinne życie. Z kolei inny, bardzo ciekawy film, również skupiony wokół tematu rodziny to chillijski Pakt Adriany autorstwa Lissette Orozco. Reżyserka bardzo odważnie podąża za tropem pewnej tajemnicy rodzinnej. Pojawia się podejrzenie, że jej ciotka pracowała dla Augusto Pinocheta, chillijskiego dyktatora. Była jego agentką i być może nawet torturowała, zabijała ludzi. To jest opowieść o dochodzeniu do trudnej prawdy. Obserwujemy również przemianę reżyserki, co zawsze jest najciekawsze.

JS: Jeśli chodzi o przemiany, a może bardziej zmiany… Czy festiwale – KFF, czy jakikolwiek inny festiwal filmowy – są realną drogą ku pewnemu ugruntowaniu swojej pozycji w branży filmowej? Myśli Pan, że festiwale są bardziej dla twórców, czy publiczności?

PŁ: Wydaje mi się, że akurat Krakowski Festiwal Filmowy łączy te dwie strony. Jest zarówno branżowy i nastawiony na środowisko filmowe, ale oczywiście również otwarty na publiczność. A sama nagroda… Jasne, że zdobycie nagrody na festiwalu filmowym jest ważne, ponieważ, dosyć pragmatycznie, jest to możliwość robienia kolejnego projektu. A o tę dokumentalną trwałość i siłę działania walczymy.

JS: W takim razie – na polu dokumentalnym realizacja projektów, zdobywanie funduszy jest trudniejsze?

PŁ: Filmy dokumentalne to niewielkie poletko. Jesteśmy bardzo, bardzo zależni od finansowania naszych filmów. W Polsce na szczęście wciąż wspiera nas Polski Instytut Sztuki Filmowej, ale na przykład Telewizja Polska już niechętnie wchodzi w koprodukcję. W tym roku nie była patronem medialnym festiwalu… Powoli zaczynamy się zastanawiać i bać co będzie za rok. Obyśmy wciąż mogli się spotykać i oglądać ciekawe produkcje!

JS: Po kilku dokumentach, które zobaczyłam wychodziłam niespokojna lub zwyczajnie smutna. Zastanawiam się, czy to jest właśnie domena filmów dokumentalnych? Zauważać, pokazywać, że życie – posiłkując się banałem – nie jest filmem? Że czasem boli i że bywa trochę trudne?

PŁ: Hmm, ja bardzo lubię takie filmy, które jednak dają na końcu nadzieję. Zarówno dokumenty, jak i fabuły. Jak mam wyjść tylko z poczuciem niekomfortu, to jest to troszeczkę za mało. Chciałbym zobaczyć jakąś diagnozę, prawdę, ale też światełko, które gdzieś tam się pali. Zresztą, kilka takich filmów mieliśmy w konkursie. Takich, które pokazywały bohaterów w trudnych sytuacjach, ale zawsze z jakąś nadzieją, że może można znaleźć coś pozytywnego. W swoich filmach też staram się szukać jakichś dobrych rzeczy. Pokazywać ludziom, że jest brzydko i źle, to chyba jednak trochę za mało.

JS: A co jest Panu, jako odbiorcy, bliższe jest w dokumencie – codzienne wiwisekcje i zwyczajność, którą zresztą możemy zauważyć w Pana obrazach, czy może obrazy, w których stykamy się z wydarzeniem szerszym niż rozmowy przy stole lub w parku?

PŁ: Myślę, że przede wszystkim liczy się autorski punkt widzenia. Kiedy ciekawy człowiek stawia kamerę w ciekawym miejscu, to ja na pewno będę taki film chciał zobaczyć. Czy to będzie opowieść o rodzinie, czy ciężkiej pracy kobiet w kopalni, czy o dwóch starszych nauczycielach uczących w dosyć elitarnym gimnazjum w Irlandii… Nie ma to znaczenia. Pytanie co widz z tej historii będzie miał. Żeby nie było mu tylko smutno, tylko źle. Żeby to był taki smutek z nadzieją.

JS: A gdzie ten ciekawy dokumentalista ma miejsce na autorski komentarz? Podczas prowokowania do rozmowy, czy może zupełnie w innym miejscu?

PŁ: Może zabrzmi to dziwnie, ale – w montażowni. To tam tworzy się konstrukcja. Wszystkie znaczenia i sensy. Tam te filmy się faktycznie tworzy. Tak przynajmniej dzieje się w dokumencie – scenariusz scenariuszem, wiadomo, że na jego podstawie coś nakręcimy. Ale to w montażowni jest chyba najciekawiej.

JS: I na koniec, kim jest dokumentalista – bardziej skrybą, przepisującym życie, czy twórcą, który próbuje je wyjaśnić?

PŁ: W tym przypadku mogę mówić za siebie. Staram się wyjaśniać życie najpierw sobie, a potem widzom. Bardzo często jest tak, że stawiam gdzieś kamerę, bo z czymś nie mogę sobie poradzić. Nie znajduje odpowiedzi w życiu na różne pytania, więc próbuje zrobić film, licząc, że dzięki temu te odpowiedzi znajdę.

 

Obrazek wyróżniający pochodzi ze strony polskaswiatloczula.pl.

Julia Smoleń

Kiedy nie ma czasu, żeby pójść do kina czuje się zaniepokojona. Chciałaby spotkać Jima Jarmuscha i wypić z nim kawę. Życie ma zaplanowane na najbliższe pięć lat.

1 Komentarz
  1. Ubolewam, że dostęp filmów dokumentalnych dla szerszej publiczności jest bardzo ograniczony. Szansą obejrzenia ich najczęściej są festiwale i szperanie wyszukiwanie ich necie, szkoda … A są to filmy dużo wnoszące w nasze życie, zmuszające do wiwisekcji, zajrzenia w głąb siebie, spotkania z drugim człowiekiem, którego jesteśmy ciekawi. Gdzie mogę zobaczyć film Vitaly Mansky’ego, Bliscy, czy chillijski Pakt Adriany ? Panie Pawle, Julio, proszę o podpowiedź i pozdrawiam, życząc widzom i sobie samej większej dostępności dokumentów, które warto obejrzeć, które na długo zapadają w pamięci i wnoszą w nasze życie potrzebę myślenia, drążenia, zadawania pytań.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany