Miesiąc do innych niepodobny

Za kilka chwil znowu czerwiec. I znowu rozpocznie się czerwcowanie. W tym miesiącu, bardziej niż w jakimkolwiek innym, a wybierać jest z czego, włącza się we mnie chorobliwy popłoch, że ze wszystkim nie zdążę. Każdy dzień przynosi niespodzianki, nie wspominając o zadaniach wpisanych w kalendarz już co najmniej w listopadzie. Planując rok, wszystko co najlepsze wpisuję na czerwiec. Wyjazdy, spotkania, największe zmiany i nieoczekiwane zwroty akcji.

W tym miesiącu ludzie budzą się do życia, a zapachy jeszcze intensywniej łaskoczą nozdrza. Nad miastem unosi się miks wakacyjnych aromatów: waty cukrowej, owoców sprzedawanych na bazarach, świeżo posadzonych kwiatów, ale i słodkich antyperspirantów, nazbyt ciepłego piwa i spalonych trawników. Popularne dźwięki to piski rozszalałych dzieci, dzwonki rozpędzonych rowerów, uliczni grajkowie. Wszystko to tworzy jedyny w swoim rodzaju klimat. To czerwcowanie, a co za tym idzie, moje ulubione, ciepłe wieczory. Najbardziej magiczne.

Gasną dziennie reflektory, cichnie miejski gwar, a słońce powoli schodzi z tronu, ustępując miejsce wielmożnemu księżycowi. On przez całą noc, swym potężnym kryształem będzie spoglądał na nasze nocne włóczęgi, miejskie romanse, niespodziewane wypadki, niecne czyny i pijackie hece w ciasnych uliczkach. W czerwcu, pod osłoną nocy wszystko jest jakieś inne. Wyczekane, dotkliwsze.

Najcieplejsze czerwcowe wieczory to restauracja z nadzwyczaj bogatym menu. Każdy z nas znajdzie w nim coś smakowitego dla siebie. Czytam szeroki wachlarz możliwości. Mogę wyjść sama w celu przemierzania ulic, które doskonale znam w świetle dziennym, a po zmroku nabierają nowego, nieznanego wyrazu. Nawet znane z codziennych spacerów hydranty i latarnie rodzą się z bulwarów nieco inaczej, a omijanie chodnikowych złączeń staje się nie lada wyzwaniem. Mogę włóczyć się z bliskimi ludźmi i rozmawiać o byle czym, bo jak pisała Małgorzata Halber: Ważne są mini-cele. A zatem celem jest urządzanie z buzi nieszczelnego kranu, pozwalającego na wyciekanie głupich i zbyt banalnych mądrości, na które nikt z nas nie może pozwolić sobie w innych okolicznościach. Wieczorem można. Bliscy debatują o wysokich cenach papierosów i memach znalezionych w sieci, ja zaś o niespełnionych zimowych podróżach i potrzebie zmiany na jakiejkolwiek płaszczyźnie, nawet tej dotyczącej ubrań w szafie. Wreszcie wstęgi naszych rozmów splatają się, tworzą całość – rozmawiamy o życiu. Teraz już na poważnie. W towarzystwie własnym i księżyca odbywają się takie rozmowy, które po spotkaniu z promieniami słońca zniknęłyby w trymiga, a teraz – jak najbardziej – toczą się i rodzą niesłychane wnioski. Wszyscy jesteśmy odważniejsi, gdy twarze oświetlają tylko lampy samochodów i tabliczki z numerami autobusów. Bez słońca jakoś łatwiej się przyznać do pewnych spraw.

Czerwcowe popołudnia i wieczory to zachłanność na kulturalne doznania. Jak jeden mąż wybieramy się na darmowe, letnie wystawy, bo jakoś ich nagle więcej (albo czasu), chodzimy chętniej do kina, bo tak miło zakończyć ciepły dzień, a i do teatru zajść jest przyjemnie, gdy miejski beton oddaje ciepło, bo człowiek może skryć się w ciemnej sali i osiąść w zacienionym fotelu. Po powrocie z wędrówek z mini-celami, każdorazowo rozpoczyna się podsumowanie. Wieczory często budzą we mnie duży – ba! – kolosalny lęk. Notorycznie boję się, że z zesłanych na ziemski ląd atrakcji, porośniętych falbanami sukienek i niebotycznych szpilek, wykwintnych, egzotycznych potraw i drogich trunków, nie wezmę dla siebie nic. Boję się uczucia klęski, zmarnowanego czasu, którego cofnąć się nie da, a przecież tyle jest do wyboru. Sztaudynger w Piórkach pisał: Mimo najszybszych samolotów do wczoraj nie ma już powrotu. To tu pasuje. Staram się więc czerpać z czerwcowego menu garściami. Próbować i prosić o dużo więcej. To będzie trzydzieści wieczorów pełnych rozmów, zapomnienia i chwil, które pamięta potem już tylko pamiętnik. Warto zapisać w nim coś, do czego chętnie się potem wróci.

Nadchodzący czerwiec to dla mnie przede wszystkim cztery daty. Od początku – 4 czerwca, czyli premiera drugiego longplay’a Margaret – Monkey Business; 9 czerwca – dzień premiery piątego krążka Katy Perry Witness, zaś 16 – premiera drugiego albumu Lorde Melodrama. Najważniejsza data to 28 czerwca. Wtedy lecę do Anglii na jeden z czterech ostatnich koncertów Adele na londyńskim Wembley.

Drodzy, czerpcie z czerwca całymi garściami.

Milena Fringee

Kojarzę słowa w pary - żongluję nimi, na pozór karłowate, scalam w finezyjne duety

2 komentarze

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany