Kulturalni ulubieńcy maja (do góry nogami)

WYDARZENIE: Kino na granicy

źródło: archiwum własne

Spacery wzdłuż Olzy, niekończące się kursy od Teatru im. Adama Mickiewicza do Kina Central w Czeskim Cieszynie. Zimna Kofola i magnolie. Kino na granicy co roku rozpieszcza mnie repertuarem, Cieszyn zachwyca wiosennym pięknem, a wszystko raduje serce czechofila. Tegoroczną edycję Kina na granicy spędziłam w wersji slow. Bo też taka to impreza, że trudno się śpieszyć w tak urzekających okolicznościach. O majowych zachwytach Kinem między innymi świetną Nauczycielką i zaskakującym Pokotem pisałam obszerniej tutaj.

MIEJSCE: Warszawa

źródło: archiwum własne

Ostatnie lata zweryfikowały moje postrzeganie miast. Kto nie przeżył w swoim życiu fascynacji Krakowem? W liceum nie było dla mnie piękniejszego miejsca do życia niż on. Los rzucił mnie do Katowic, które uczą pokory i akceptacji zupełnie innego rodzaju piękna. Dziś, kiedy zdarza mi się odwiedzać Kraków, z trudem dostrzegam to, co idealizowałam kilka lat temu. Z Warszawą od zawsze miałam się trochę na bakier. A bo to szara, bo za głośna, zbyt tłoczna, nieuporządkowana. Dorastając do tego, że piękno to nie tylko brukowane uliczki i wąskie kamienice z pomarańczowymi dachami, w miarę odwiedzania Warszawy, zaczęłam ją lubić. Otworzyłam oczy na zieleń, pięknie zaadaptowaną Wisłę, której brzegi z jednej strony są imprezową mekką, a z drugiej wciąż można znaleźć dzikie plaże. Tętno miasta wyznaczają ludzie, a w Warszawie widać, że dzieje się dobrze. Obok hipsterskich kawiarni i instagramowych księgarni wciąż można odnaleźć maleńkie zakłady rzemieślnicze i antykwariaty, które są w posiadaniu jednej rodziny od lat. W maju byłam w Warszawie krótko, a pobyt był intensywny (związany zresztą z niespodziankami, jakie dla Was szykujemy!), zdążyłam jednak zachwycić się zapachem bzu na Pradze i pachnącym deszczem Powiślem. I wiecie co, wcale nie taka tłoczna i przytłaczająca ta Warszawa. Zaczytuję się w pięknie wydanej książce-przewodniku Klucz do Warszawy Autor Rooms i wyposażona w ołówek i mapę, snuję kolejne plany budowania moich relacji ze stolicą.

źródło: archiwum własne

NA EKRANIE/ZA KURTYNĄ: Hedda Gabler

Plakat promujący spektakl

Jedną z aktorek, których poczynania uważnie śledzę jest Ruth Wilson. Zakochałam się w niej jeszcze jako nastolatka, oglądając miniserial Jane Eyre produkcji BBC, eskalacja podziwu dla jej talentu nastąpiła wraz z premierą The Affair, w którym Ruth pokazała spektrum swoich możliwości. W żadnym wypadku nie jestem znawcą teatru, ba powiedziałabym nawet, że mam w tym temacie konkretne braki, ale nawet moje minimum wiedzy wystarcza, żeby wiedzieć, że rola Heddy Gabler w dramacie Henryka Ibsena jest dla aktorki czymś wielkim. Kiedy dowiedziałam się, że w spektaklu National Theater obsadzono Ruth, zobaczyłam pierwsze zajawki z minimalistyczną, w zasadzie pozbawioną koloru scenografią, wiedziałam, że muszę to zobaczyć. Niestety nie w Londynie, a na ekranie Kina Kosmos na Koszutce, a jednak muszę przyznać, że pomimo tego, że była to retransmisja z listopada, sposób realizacji w pełni oddał atmosferę napięcia, jaką odczuwa się w teatralnym foyer czy siedząc już przed spuszczoną kurtyną. Ruth jako Hedda jest obłędna. Wspaniale posługuje się swoim warsztatem i ciałem lawirując od kruchej, wołającej o pomoc kobiety po bezwzględną, tnącą przestrzeń ostrym spojrzeniem panią sytuacji. Wspaniale oddała zmienność i psychologiczną zawiłość postaci. Długo nie mogłam pozbierać myśli po tym, co zobaczyłam. Kiedy co jakiś czas rozbrzmiewało Blue Joni Mitchell miałam ciarki. Hedda Gabler National Theater połączyła moje dwie miłości – Wilson i Mitchell. Rozwiązanie scenograficzne to więcej niż geniusz. Przestrzeń przypomina postindustrialny loft z jedną tylko ścianą okien. Mają one zresztą niebagatelne znaczenie, są jedynym miejscem kontaktu Heddy ze światem. Kiedy bohaterka stoi przy oknie, na przemian zasłaniając i odsłaniając rolety, światło rzuca cienie na pomieszczenie, które wygląda jakby było umieszczone za kratami. To jedna z piękniejszych scen teatralnych jakie widziałam.


W NUTACH: Piosenki Agnieszki Osieckiej

źródło: Polskie Radio

Wraz z początkiem maja zupełnie przypadkowo, zagościła u mnie na długo Agnieszka Osiecka. Najpierw Iga napisała, że w maju do Och Teatru wraca Biała bluzka, następnie mama powiedziała mi, że ma bilety na recital piosenek Agnieszki Osieckiej w Teatrze Polskim w Bielsku-Białej. A jakby tego było mało, 20 maja premierę miała płyta NowOsiecka – zapis listopadowego koncertu w katowickim NOSPR-ze. W maju nasłuchałam się Osieckiej za wszystkie czasy. Biała bluzka, mimo wielkiego podziwu dla  aktorstwa Krystyny Jandy, której talent właśnie w monodramie jest szczególnie wyrazisty i imponujący, nie udźwignęła moich ogromnych oczekiwań. Tydzień później, w zupełnie innej konwencji słuchałam piosenek Agnieszki Osieckiej w wykonaniu Wiktorii Węgrzyn. Luźna forma wspomnień i piosenek nie umywa się do atmosfery, doświadczania czegoś ważnego, którą odczuwałam w Ochu, a jednak na moim wykresie emocji, to właśnie piosenki usytuowały bielski Teatr wyżej. Kiedy na scenę wyszła dziewczyna z włosami uniesionymi do góry jak Amy Winehouse czy Adele, nie wróżyłam temu wieczorowi sukcesu. Bałam się dziwnej fuzji klasyki Osieckiej z – nazwijmy to – mainstreamem. Wyszłam jednak pełna podziwu dla głosu wokalistki i jej interpretacji. Bawiącej do łez Mławy w jej wykonaniu zwłaszcza. Maj z Osiecką zakończyłam zabierając się wreszcie do seansu katowickiego koncertu. Piosenki Osieckiej w wykonaniu współczesnych polskich twórców od początku wzbudziła moje zainteresowanie. W rezultacie muszę przyznać, że nie wszystkie wersje udźwignęły trudność nadania piosence takiej formy, by nie przyćmiła ona najważniejszego – tekstu. Jednak Ach nie mnie jednej w wykonaniu The Dumplings powinno być utworem promującym całe wydarzenie. Aranżacja muzyczna nie powstała w oderwaniu od treści, zachowała balans i wrażliwość, a Justyna Święs brzmiała niezwykle wiarygodnie. Ta płyta to zdecydowanie jeden z piękniejszych ukłonów w stronę Agnieszki.

Kasia Siewko

Zakochana w Katowicach i brzydkiej architekturze. Zapytana o ulubioną poetkę od wielu lat odpowiada- Poświatowska.

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany