Człowiek, którego podziwiam: Halina Rasiakówna

Za każdym razem, kiedy staram się napisać tekst z cyklu Człowiek, którego podziwiam, jestem pewna, że dobór odpowiednich słów oraz tworzenie właściwych zdań zajmie mi mniej czasu, a pisanie odbędzie się bez ciągłego skreślania, poprawiania i usuwania. Otóż, po raz kolejny przekonuję się, że wcale nie będzie łatwiej, a wręcz przeciwnie – przelewanie emocji na klawisze klawiatury staje się coraz trudniejsze. Ciągle odnoszę wrażenie, że czego bym nie napisała i tak będzie to za mało lub po prostu wybrzmi niestosownie. Są tacy artyści, o których mogłabym nieustannie mówić, zachwycać się ich dorobkiem, a moja sympatia do nich wzrasta bez końca. Chciałabym móc napisać o nich tak wiele, ale za każdym razem przychodzi mi to z niezwykłym trudem.

W moim kulturalnym świecie – filmie, teatrze, muzyce, poezji czy malarstwie  – od zawsze dominuje płeć żeńska. W ciągu ostatnich lat pojawiły się trzy kobiety – trzy aktorki, o których bez zawahania mogę powiedzieć, że są moimi ukochanymi, a ich aktorstwo oraz emocjonalność ukształtowały, a właściwie nadal kształtują, moją wrażliwość. W październiku ubiegłego roku pisałam o Magdalenie Cieleckiej, w kwietniu o Danucie Stence, a w tym miesiącu nadszedł czas na kolejną aktorkę, której role teatralne cenię ponad wszystko. Kobieta, która przyciąga swoją osobowością, zachwyca talentem; człowiek, którego podziwiam – Halina Rasiakówna.

Pierwsze, co przychodzi mi do głowy, kiedy myślę o aktorce, to piękna fonetyka i perfekcyjna dykcja. Należę do osób, dla których sposób wymowy – szczególnie w teatrze – odgrywa niemal pierwszorzędną rolę. Irytuję się za każdym razem, kiedy siedząc na widowni, słyszę w jak niedbały sposób podawane są słowa przez niektórych aktorów. Gdy idę na spektakl z Haliną Rasiakówną, mam pewność, że czeka mnie kilkadziesiąt minut sztuki mówienia. Ostatnio, będąc po raz kolejny na Wszystko o mojej matce w reżyserii Michała Borczucha, zwróciłam uwagę na słowa, które wprowadziły mnie w stan egzaltacji. Nigdy wcześniej nie słyszałam, by ktoś w tak piękny sposób wypowiedział stół z powyłamywanymi nogami. Frazy, które słyszę z ust tej artystki, zyskują na znaczeniu, a także odzyskują sens, który już dawno dla mnie zatraciły. Będąc przy wcześniej wspomnianym przedstawieniu, warto zaznaczyć, że to ponad dwie godziny niesamowitego aktorstwa, pełnego emocji, melancholii oraz poczucia humoru. Obsada już na samym wstępie zyskuje uznanie – prócz Rasiakówny na scenie zobaczyć można między innymi Monikę Niemczyk, Krzysztofa Zarzeckiego, czy Iwonę Budner. Mimo tak dobrze dobranej obsady aktorskiej, to właśnie rola bohaterki mojego tekstu robi – przynajmniej na mnie oraz moich znajomych – największe wrażenie.  Już przy pierwszym wejściu aktorki na scenę, kiedy poznajemy Jej postać, pracownicę fabryki Miraculum – chodzącą od jednego do drugiego końca sceny – nie można oderwać od Niej wzroku. Z kobiety pracującej w fabryce przemysłowej, zamienia się w pełną kobiecego wdzięku Humę – postać niczym z filmów hiszpańskiego reżysera Pedro Almodovara. Każdy, nawet najmniejszy gest, zyskuje na znaczeniu, nie ma w tym aktorstwie nic wymuszonego, wszystko jest tak bardzo naturalne. Nawet w scenach, w których powinnam skupić się na innych postaciach, mój wzrok cały czas podąża za Rasiakówną. W Jej osobie jest tyle prawdy, doświadczenia oraz magnetyzmu, że naprawdę z trudem można oderwać od Niej wzrok.

Wszystko o mojej matce, Łaźnia Nowa

Bywają takie role teatralne, których nie sposób zapomnieć, które wywołują we mnie wzruszenie, a na samą myśl przez moje ciało przechodzą dreszcze. Właśnie do takich zaliczam interpretację postaci włoskiej dziennikarki i poetki, Oriany Fallaci, z kolejnego przedstawienia Michała Borczucha – Apokalipsa. Muszę przyznać, że bardzo długo czekałam aż aktorka pojawi się na scenie – nim ta chwila nadeszła, upłynęła ponad godzina. Kiedy nareszcie nadszedł tak długo wyczekiwany przeze mnie moment, usłyszawszy jedne z pierwszych słów: Czy ktoś z was chciałby być mną? Gdy otworzę oczy, czy zobaczę las podniesionych rąk? – wiedziałam już, że uczestniczę w spektaklu niezwykłym. Nie chcę pisać, że jestem zachwycona tą kreacją, bo w tym przypadku i tak są to słowa znikome. Nie pamiętam, kiedy ostatnio jakakolwiek interpretacja wstrząsnęła mną tak bardzo od środka. Gdybym została poproszona, by w jednym zdaniu powiedzieć o roli, odpowiedziałabym, że jest dla mnie definicją doskonałego aktorstwa i kwintesencją moich artystycznych poszukiwań. Dowodem na to, że aktor – by wzbudzić zachwyt wśród widowni – wcale nie musi krzyczeć, histerycznie płakać, czy wykonywać przedziwnych akrobacji. Czasem wystarczy nieruchomo stać i mówić. Przez pierwszy, sześciominutowy monolog, siedziałam zahipnotyzowana, każde słowo wywoływało dreszcze, nostalgię i przejęcie. Oriana Fallaci Haliny Rasiakówny to kobieta o wielkiej sile, temperamencie, a także ciętym języku. Pewna siebie, wiedząca doskonale dokąd i jak ma iść: Bo tak chodzi ktoś, kto wie, dokąd idzie i po co idzie. Ja chodzę jak zwierzę. Scena, w której bohaterowie spektaklu chodzą w tę i z powrotem za Fallaci, starając się naśladować jej perfekcyjne, zwierzęce kroki, jest cudowna. W jednej z ostatnich scen w łoska dziennikarka wypowiada słowa: Nie znaleźliśmy się tutaj przez przypadek. Słysząc je mam poczucie, że ja jako widz, my jako odbiorcy, nie przez przypadek jesteśmy uczestnikami Apokalipsy, a Halina Rasiakówna nie przez przypadek właśnie za tę rolę zdobyła nagrodę dla Najlepszej Aktorki pierwszoplanowej podczas 8. Międzynarodowego Festiwalu Boska Komedia.

Apokalipsa, Nowy Teatr

Choć można mnożyć stworzone przez Nią kreacje, nie sposób w jednym tekście odnieść się, czy opowiedzieć o wszystkich. Nie mogłabym jednak nie wspomnieć o jeszcze jednym przedstawieniu, od którego chyba powinnam zacząć mój tekst, bo tak naprawdę od niego rozpoczęła się cała moja kulturowa przygoda z kreacjami Haliny Rasiakówny. Mam na myśli Milionerkę z Immanuela Kanta w reżyserii Krystiana Lupy. Już nie pamiętam w jakich okolicznościach spotkałam się z tym spektaklem, ani czym dokładnie zostałam ujęta, ale do  dziś pamiętam pierwszą myśl, która przyszła mi do głowy po jego zakończeniu: Odnalazłam kolejną bliską mi aktorkę. Sama nie potrafiłam odpowiedzieć sobie na pytanie, skąd w tak krótkim czasie tyle sympatii względem aktorki, przecież widziałam Ją zaledwie w jednej odsłonie. Jednak dziś mogę napisać, że na samą o niej myśl, szerzej otwiera mi się serce. Na podstawie tej roli mogę stwierdzić jak bardzo od czasów licealnych, od tego pierwszego spotkania, poszerzyłam horyzonty teatralne i jak znacząco zmieniło się moje postrzeganie rzeczywistości. To dzięki Niej pokochałam prawdziwy teatr.

Pisząc ten tekst, uświadomiłam sobie, że niezwykłe aktorstwo oraz dziesiątki wybitnych kreacji, nie są jedynymi czynnikami, powodującymi, że Halina Rasiakówna, już od wielu lat zajmuje jedną z pierwszych pozycji na liście osób, które darzę szczególnym uznaniem, za którymi zawsze stoję murem i wspieram jak tylko mogę swoją obecnością. To osoba, która inspiruje mnie swoją charyzmą i piękną wrażliwością. Dzięki Jej wytrwałości, sile i odwadze – wierzę, że wszystko jest osiągalne.

Natalia Rieske

Zacznij chodzić do teatru. ☺️?

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany