Zgubić się w cieszyńskich uliczkach – 19. edycja Kina na garnicy

Kasia: Spędziłyśmy w Cieszynie dwa dni. Było to moje piąte Kino na granicy, Twoje pierwsze, tym samym czuję się trochę na uprzywilejowanej pozycji. Każdego maja wracam do rodzinnego Cieszyna, pooglądać czeskie i polskie filmy, przejść się wąskimi uliczkami pod kwitnącymi magnoliami. Mam nadzieję, że sprostałam Twoim oczekiwaniom w roli przewodnika, a sam przegląd jak i miasto dobrze zapiszą się w Twojej pamięci. Kończę naszą wycieczkę do Cieszyna z bardzo dobrym bilansem sześciu filmów pełnometrażowych i czterech krótkometrażówek. Czuję, że krótki pobyt w Cieszynie wykorzystałyśmy właściwie. Poza filmami warto wspomnieć o kanapkach cieszyńskich i czeskich wycieczkach po czekoladę Studentską, ale właśnie… Co jako debiutantka na Kinie na granicy i turystka w Cieszynie wspominasz najlepiej?

Justyna: To bardzo trudne pytanie, ponieważ zachwyciło mnie praktycznie wszystko. Malownicze położenie Cieszyna na granicy dwóch państw robi ogromne wrażenie. Przechodzenie przez rzekę do Czech ma w sobie urok – wszyscy spacerują od kina do kina jak gdyby nigdy nic. Czesi z ochotą przyjmują Polaków, zapraszając ich do restauracji i sklepów, w każdej uliczce można spotkać festiwalowiczów z plakietkami i torbami. Istna sielanka. Bardzo się cieszę, że pokazywałaś mi wszystkie cieszyńskie zakamarki, jak choćby Kawiarnię Kornel i Przyjaciele, czy piekarnię Bethlehem, o których istnieniu wiedzą jedynie rodzimi mieszkańcy – to sprawiło, że nie czułam się do końca jak turystka. Doceniam również to, że nie mieszkałyśmy w centrum miasta, a poza jego granicami, dzięki czemu mogłam zobaczyć niesamowite krajobrazy. Naprawdę zazdroszczę Ci takiego miejsca zamieszkania.

Oprócz filmów, do których przejdziemy zapewne na końcu, najlepiej wspominam wycieczkę do Czech. W ofercie tamtejszych sklepów znalazły się słodycze, które pamiętam mgliście z dzieciństwa. Czekolada Studentska we wszystkich możliwych smakach, kocie języczki Orion, czy kultowe Lentilky. Niby można je kupić w Polsce, jednak po czeskiej granicy smakują znacznie lepiej i przywołują więcej wspomnień. Jeśli jesteśmy już przy jedzeniu, to trzeba wspomnieć o kanapkach cieszyńskich, czyli bagietce ze śledziem i majonezem lub z sałatką jarzynową czy szynką dla tych, którzy nie są amatorami ryb. Jako tradycyjna potrwa może zabrzmieć banalnie, jednak warto zadać sobie pytanie – dlaczego w skład tradycyjnej śląskiej potrawy wchodzi śledź?! Ma to podobno związek z wymianą produktów między Islandią (sic!) a Cieszynem, w którym była w tamtych czasach fabryka Prince Polo i to właśnie ten produkt na Islandii był tak pożądany. To zdecydowanie moja ulubiona anegdota tego wyjazdu!

Kasia: W pokazywaniu ulubionych miejsc znajomym wspaniałe jest to, że samemu można poczuć się jak turysta we własnym mieście! Ilekroć zabieram kogoś do Cieszyna, patrzę na to miasto innymi oczami. Pierwszy dzień przeglądu i pobytu w mieście nad Olzą spędziłyśmy przede wszystkim w kinie, a nawet kinach. Tego dnia czekałam szczególnie na dwa filmy: Nauczycielkę i Pokot. Pierwszy z nich to tytuł zaprezentowany w ramach bloku nowych filmów czeskich. Film zjednał sobie festiwalową publiczność w Karlovych Varach oraz wielu innych dużych imprezach dedykowanych miłośnikom kina. Interesując się czeskim kinem, muszę powiedzieć, że produkcje naszych południowych sąsiadów bardzo często są zbyt hermetyczne dla zagranicznego widza. Nie wiem na ile Nauczycielka – film traktujący o czasach komunizmu – będzie czytelny dla zachodniej publiczności, jednak dzięki temu, że w pierwszej kolejności reżyser interesuje się psychologią i mechanizmami manipulacji, obraz zyskuje uniwersalny przekaz. Tytułowa Nauczycielka wykorzystuje swoją pozycję społeczną (jej nieżyjący mąż był generałem) do szantażu dzieci i rodziców szkoły podstawowej. Niewinne pomoce domowe okazują się być kartą przetargową o przyszłość uczniów. Fascynujące w Nauczycielce jest umiejętne portretowanie grupy – czy to rodziców czy dzieci. Sceny wywiadówki, w której rodzice zastanawiają się co zrobić z problematyczną (a może właśnie nie?) nauczycielką jest świetnie wyreżyserowana i zmontowana. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że Jan Hřebejk musiał na początku swojej filmowej drogi bardzo mocno inspirować się Dwunastoma gniewnymi ludźmi Lumeta. Sytuacje, które obserwujemy na ekranie zakrawają o absurd, jednak jak już wspomniałam, jest to absurd wynikający ze społecznego, ludzkiego kontekstu. Ustrój jest tu pretekstem i stylizacją.

 

Justyna: Nauczycielka była moim pierwszym filmem na festiwalu, a także jednym z niewielu czeskich, jakie miałam okazję oglądać. Aż wstyd się przyznać, ale kiedy słyszę o czeskim kinie, na myśl przychodzi mi jedynie Opowieści o zwyczajnym szaleństwie i z grubsza twórczość Petra Zelenki.  Nauczycielka to dla mnie film  wysokich lotów, ponieważ humor sytuacyjny jest w nim skomponowany bardzo zgrabnie, a w scenariuszu możemy zauważyć dopracowanie wszelkich detali. Warto również docenić pracę aktorów, zwłaszcza tych najmłodszych, którzy poradzili sobie ze swoimi postaciami w sposób godny podziwu. Moją uwagę przykuła zwłaszcza Tamara Fischer, która grała Dankę, jedną z niewielu osób w klasie, która nie miała dobrych relacji ze swoją belferką. Nie można też zapomnieć o Nauczycielce, czyli Zuzannie Mauréry, której historia była kręgosłupem filmu, w tej roli poradziła sobie świetnie.

Pokot to film, na który czekałam równie mocno, zarazem trochę się go obawiając. Nie jestem fanką twórczości Agnieszki Holland, więc podeszłam do tego obrazu równie krytycznie. Po zdjęciach i zwiastunie można było się spodziewać produkcyjnego rozmachu, kadrów z dronów i przepięknych krajobrazów. Zdawałam sobie sprawę, że ukazanie pobliskiej Kotliny Kłodzkiej zdobędzie cząstkę mojego serca, także starałam się skupić na scenariuszu i kreowanych postaciach. Pierwszym zaskoczenie było dla mnie to, że zamiast oczekiwanego patosu, na ekranie zobaczyłam bardzo zgrabną groteskę, pomieszaną z językiem baśni i legend, choć to prawdopodobnie za sprawą powieści Olgi Tokarczuk, na podstawie której był pisany scenariusz.  Muszę przyznać, że przedstawienie małej, zamkniętej społeczności w krzywym zwierciadle, udało się Holland wybitnie. Każda z postaci wprowadzonych do opowieści miała znaczenie, a aktorzy zostali dobrani idealnie. Borys Szyc w roli zawziętego myśliwego, którego obawia się całe miasteczko, Andrzej Grabowski jako prezes, który lubi zaglądać do kieliszka, ma ciężką rękę i bardzo dużo pieniędzy, Kamil Bosak – cyniczny ksiądz hipokryta, Jakub Gierszał wcielający się w informatyka minimalistę i wreszcie Agnieszka Mandat jako Janina Duszejko, starsza kobieta, która od ludzi woli naturę.  A Tobie co najbardziej się podobało?

Kasia: Zaskoczyło mnie to, że tyle się śmiałam podczas seansu! Zupełnie nie spodziewałam się po Pokocie tak dobrego balansu między powagą a humorem. Szczerze mówiąc, tym, co wstrzymywało mnie przez te kilka miesięcy przed zobaczeniem Pokotu, to fakt, że ze względu na tematykę wyobrażałam sobie film Agnieszki Holland jako niezwykle ciężki i dołujący. Oczywiście film nie jest komedią, a główne przesłanie nie traci na sile przekazu poprzez wprowadzenie wątków humorystycznych, ale jestem pełna podziwu dla efektu, jaki udało uzyskać się reżyserce. Świetne jest to, że tak jak wspominałaś, Holland bardzo wnikliwie przedstawiła tkankę społeczną małej miejscowości. Bolączką wielu filmów jest powierzchowność. Bardzo często niewiele wiemy o bohaterach, drugoplanowych zwłaszcza! Tutaj Holland poświęca właściwą uwagę nawet niewielkim postaciom. Nigdy nie utożsamiałam reżyserki z humorem, ale cieszę się, że Pokot pokazał, jak sprawnie Holland operuje groteską i absurdem. I co by nie mówić, zakochałam się w widokach górzystych połaci, soczyście zielonej trawy i białych lasów.

Zastanawiałam się, czy do wspomnianych wyżej najbardziej wyczekiwanych filmów dodać produkcję Miłość w mieście ogrodów Adama Sikory i Ingmara Villqista. Czekałam na ten film z racji jego lokalnego wydźwięku. Odkąd przeprowadziłam się do Katowic (a więc już dwa i pół roku temu) słyszałam, że w toku produkcji jest film, który będzie przedstawiał miasto w bliskiej przyszłości – nowoczesne i postępowe. Miały być niesamowite wizualizacje, które przez miesiące powstawały w studiach postprodukcyjnych. Jak długo tutaj mieszkam, tak ciągle słyszałam, że film lada dzień zostanie skończony i ujrzy światło dzienne. Czy dobrze, że to w końcu się stało? Cóż, na pewno mamy silnego kandydata do nagród Węży…

Justyna: Ten film to dla mnie ciężki temat. Z jednej strony nie spodziewałam się wyżyn kinematograficznych, z drugiej – nie byłam przygotowana na to, co zobaczyłam. Pomijając wszelkie nieścisłości i niedociągnięcia w fabule i scenariuszu, dawno nie słyszałam tak źle napisanych dialogów. Banał goni banał, wywołując salwy śmiechu na ustach widowni. Wiele sytuacji jest tak przerysowanych, że wgląda bardziej niż nienaturalnie, a dodając do tego kwestie, których prawdopodobnie nie powstydziłby się Paulo Coelho, całość wygląda jak parodia samej siebie.

Dla mnie rozczarowaniem festiwalu był film Powidoki. Ostatni w reżyserskim dorobku Andrzeja Wajdy, polski kandydat do Oscara… Nie chcę być zbyt krytyczna, jednak w moim odczuciu był to film zwyczajnie wymęczony i nudny. Bogusław Linda w roli Władysława Strzemińskiego próbował ratować dzieło, jednak bezskutecznie. Całość historii przedstawiona nad wyraz sztampowo a do tego obleczona słabymi dialogami. Nie było w tym filmie żadnej wyrazistej postaci, poza córką artysty – Niką Strzemińską, graną przez Bronisławę Zamachowską. Słowo daję, że jedynie ona pokazywała na ekranie jakieś emocje, starała się dodać swojej postaci charakteru. Gdzieś w tym wszystkim zagubieni Mariusz Bonaszewski (Madejski) i Krzysztof Pieczyński (Julian Przyboś), być może gdyby dostali dostali więcej kwestii, mogliby cokolwiek zaprezentować.

Kasia: Niestety muszę podzielić Twoje wątpliwości na temat Powidoków. Chętnie oglądam filmy o sztuce i śledzę biografie wielkich nazwisk światowego malarstwa. Miałam nadzieję, że film Andrzeja Wajdy przełamie sztampę bohatera uwikłanego w meandrach konfliktów ustrojowych. Niestety niewiele tutaj sztuki w sztuce. Strzemiński stoi w jednym szeregu z innymi wajdowskimi postaciami usytuowanymi pod odstrzałem socrealistycznego dogmatyzmu. Historia miała niezwykły potencjał, jednak film powiela znane schematy. Osobną kwestią jest to, że od filmu traktującego o artyście malarzu, oczekuję wyjątkowo atrakcyjnej i przemyślanej formy. Tutaj muszę przyznać, że film trzyma wysoki poziom.  Zdjęcia Pawła Edelmana cieszą oko kompozycją kadrów i światłem. Na słowo uznania zasługuje również piękna gra z kolorem – zwłaszcza czerwienią, która przewijała się również w pracach Strzemińskiego. Scena upadku bohatera wśród manekinów na sklepowej wystawie jest piękna wizualnie, a dodatkowo ma wymowny wydźwięk fizycznego upadku z powodu postępującej choroby i zniszczenia, jak i upodlenia i schyłku wartości Strzemińskiego jako człowieka i artysty.

Ubolewam nad tym, że nie obejrzałam zbyt wielu starych czechosłowackich filmów, których najbardziej poszukuję na Kinie na granicy. Tak naprawdę, to jedyna okazja do obejrzenia perełek czechosłowackiej kinematografii na dużym ekranie. Cieszę się, że mogłam zobaczyć piękną, poetycką (aczkolwiek stanowiącą dla mnie duże wyzwanie w interpretacji) opowieść Valeria i tydzień cudów (1970). To filmowy eksperyment adaptacji przedwojennej powieści Vitezslava Nezvala. Film balansuje na granicy surrealizmu i horroru. Główną bohaterką jest kilkunastoletnia Valeria stojąca u progu stania się kobietą. Obraz ma bardzo feministyczny i postępowy jak na te czasy wydźwięk.

Niecierpliwie czekam na jubileuszową – 20. edycję Kina na granicy. Może to zabrzmi dziwnie, ale mam nadzieję, że okrągłej rocznicy nie będzie towarzyszyć wielka pompa. W końcu w przeglądzie uczestnicy najbardziej cenią jego brak zadęcia i swobodną, mało festiwalową atmosferę. Miło jest zjeść cieszyńską kanapkę w przerwie między seansami i odpocząć w cieniu magnolii, niekoniecznie biegać od kina do kina, odczuwając presję zapełnionego po brzegi programu.

Kasia Siewko

Zakochana w Katowicach i brzydkiej architekturze. Zapytana o ulubioną poetkę od wielu lat odpowiada- Poświatowska.

1 Komentarz

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany