Muzyczna majówka we Wrocławiu

Długi weekend majowy to wprost wymarzony czas na wszelkiego rodzaju wyjazdy i urlopy. Kilka dni wolnych od pracy oraz pierwsze cieplejsze przebłyski słońca, zachęcają do aktywnego spędzenia czasu poza domem. Najczęściej decydujemy się na wypoczynek poza miastem, odwiedzenie rodziny czy przyjaciół lub zwyczajny relaks na łonie natury. Można też wybrać się do Wrocławia na festiwal… To właśnie w tych dniach w stolicy Dolnego Śląska odbywa się 3-majówka – otwierający sezon imprez plenerowych festiwal, który z roku na rok przyciąga coraz większą liczbę miłośników muzyki. Otwarty na różne gatunki, prezentujący na swoich scenach zarówno znanych artystów z całej Europy, najpopularniejszych polskich wykonawców, jak i nowe, wschodzące gwiazdy. Co prawda tegoroczna edycja już za nami, jednak powróćmy na chwilę do tych festiwalowych momentów, bo z całą pewnością jest co wspominać.

Tegoroczna edycja to trzy dni, trzy sceny, ponad trzydzieści koncertów i mnóstwo niezapomnianych chwil. Na przepięknej Pergoli oraz w Hali Stulecia wystąpili uznani artyści z czołówek list przebojów, których twórczość nie tylko zachwyca krytyków, ale i cieszy się ogromną popularnością słuchaczy. Kult, Nosowska, Brodka, Coma, Fisz Emade, O.S.T.R., Lady Pank, Happysad czy Illusion to tylko niektórzy z bogatej i, na co warto zwrócić uwagę, niezwykle urozmaiconej listy wykonawców. Bo to właśnie ta różnorodność zaskoczyła mnie najbardziej. Na tych samych scenach występowali artyści prezentujący całkowicie odmienne style muzyczne: od metalowego Huntera, przez elektroniczną Rebekę, aż do rapowego duetu Łona i Webber. I choć zabrzmi nieco pretensjonalnie, to jest to jak najbardziej prawda – każdy mógł znaleźć tu coś dla siebie. Pomimo różnych gustów i upodobań, wszyscy bawili się doskonale i wspólnie spędzali razem czas. Żadnemu fanowi hip hopu nie przeszkadzała Renata Przemyk ze swoją nostalgiczną poezją śpiewaną, a nikogo z miłośników ciężkiego metalu nie drażnił elektroniczny Xxanaxx. Wszyscy potrafili wspólnie cieszyć się chwilą i razem bawić się na koncertach. Bo przecież łączy nas wspólna miłość do muzyki.

Fot. More Than Music – WPixel

Nowością na tegorocznej edycji było powołanie do życia trzeciej sceny – Sceny Chillout. Mimo że funkcjonowała tylko jeden wieczór, niezwykle urozmaiciła cały festiwal. Dzięki swojej stosunkowo niedużej powierzchni (przynajmniej w porównaniu do dwóch pozostałych scen) zapewniła iście nastrojowy klimat oraz umożliwiła zagranie bardziej klubowych koncertów. To właśnie na niej wystąpiły dwie elektroniczne grupy, Xxanaxx i Rebeka, których muzyka świetnie wkomponowała się w tę klubową przestrzeń. Mam tylko nadzieję, że organizatorzy nie zrezygnują ze Sceny Chillout, a jej line up w przyszłym roku się wzbogaci, bo jest to ciekawa inicjatywa, która może być miejscem jeszcze wielu świetnych koncertów.

W tym roku na 3-majówce wystąpiło ponad 30 artystów. Osobiście byłem tylko na części koncertów, jednak każdy z nich zapadł mi na swój sposób w pamięć. Swój udział w festiwalu rozpocząłem z przytupem, bo od koncertu L.U.C.’a, który wystąpił w towarzystwie orkiestry dętej Rebel Babel Ensable oraz kilku innych gości. I choć poprzeczka została wtedy postawiona wysoko, kolejne koncerty nigdy schodziły z poziomu. Świetnie zaprezentowała się Brodka, która w zaskakująco udany sposób połączyła melancholijne utwory z zeszłorocznego albumu Clashes z najbardziej energetycznymi numerami z poprzednich płyt. Zachwyciła również niezastąpiona Katarzyna Nosowska (Hey Boy Hey Girl The Chemicals Brothers w jej wykonaniu chyba nikt się nie spodziewał) oraz fenomenalni bracia Waglewscy (Fisz Emade Tworzywo), którzy moim zdaniem dali jeden z najlepszych koncertów całego festiwalu. Sporo zaskoczeń przyniósł z kolei występ Natalii Przybysz, która obok znanych już utworów, zaprezentowała też trochę nowego materiału. Jak sama powiedziała – nowa płyta już tej jesieni, a ja mogę jedynie potwierdzić, że jest na co czekać… Jednakże koncertem, który wspominam najlepiej i na który bez wahania poszedłbym jeszcze raz, jest koncert Łąki Łan. I mówię to chyba w imieniu całej publiczności, która do trzeciej nad ranem tańczyła i skakała pod sceną Hali Stulecia. Chciałbym to kiedyś powtórzyć!

Fot. More Than Music – WPixel

Jednak tym, co najdłużej będę pamiętał z tegorocznej 3-majówki, oprócz niezwykłych koncertów, jest świetna atmosfera. To niby tylko kilka dni, jednak nawet przez taki krótki okres zdążyłem ją poczuć i się w niej zatracić. Gdybym miał ją do czegoś przyrównać, to powiedziałbym, że to połączenie miejskich juwenaliów oraz Przystanku Woodstock. Tysiące uśmiechniętych twarzy, otwartość, pozytywne nastawienie, grupowe śpiewy o trzeciej nad ranem i spontaniczne pogo w środku koncertu. Słowem – jedna, wielka (niestety nie niekończąca się) impreza. Tylko na tegorocznej 3-majówce można było zobaczyć Katarzynę Nosowską tańczącą do Chemicals Brothers, dać się wciągnąć w pogo na koncercie Brodki oraz nieprzerwanie przez ponad godzinę skakać do muzyki Łąki Łan. Takie festiwale się zapamiętuje i na takie festiwale chce się wracać!

Autorem zdjęć jest Wojtek Polaczkiewicz – WPixel.

Wiktor Bury

Umysł ścisły o kompletnie nieścisłych zainteresowaniach. Z biblioteki i księgarni odciągnąć go równie trudno, co z sali kinowej lub galerii sztuki. Nie śpi, bo czyta.

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany