Analogowe olimpie i uwięzione rośliny – o fotografii Kacpra Szaleckiego

Zapomnijcie o zdjęciach brzuchów otoczonych za wysoko podniesionymi kabaretkami, o lekko wydętych ustach, które nie pamiętają już ery dziubków, o długich lokach zarzuconych na plecy. Nadeszły nowe trendy na Instagramie. Dziś pozuje się na Olimpię.

Olimpia wywoływała skandal w każdej odsłonie. Obraz Maneta ukazujący prostytutkę, tryptyk Katarzyny Kozyry… Dziś historię Olimpii pisze dalej młody fotograf, Kacper Szalecki.

Źródło: Manet.org

Piękność olimpijska

Kacper Szalecki ma już za sobą kilka wystaw. Został zauważony podczas zeszłorocznego Miesiąca Fotografii w Krakowie. Wtedy wystawę jego prac zainicjowała Lidia Popiel. Na swoim blogu pokazuje codzienność. Pomiędzy zdjęciami znajomych, graffiti dumnie widniejących na szarych blokach, czy ujęć z wernisaży, uwagę przykuwają wspomniane olimpie. Kobieta leżąca nago na kanapie, autoportret Kacpra na polu, mężczyźni na kanapach, stołach z winem, pomnikach, podłodze brudnej od imprezy. Projekt stopniowo zaczął się rozrastać, kiedy zaangażowani odbiorcy zdjęć zaczęli wysyłać do autora propozycje swoich Olimpii. To zaskakujące, bo poza, która kojarzyła się ze skandalem, brudną seksualnością, a później ze słabością i chorobą, zdaje się teraz być pustym sygnałem.

Najbardziej aktywnym obserwatorem całego procesu jest oczywiście sam autor. Ogromny zbiór zdjęć nazywa zabawą pozą Olimpii. Z pewnością, jako figura, Olimpia zaczyna być pozą tożsamości. Ale jest to tożsamość poza schematami i ograniczeniami. Tutaj płciowość jest niezwykle płynna. Zdaje się, że zaczyna być wręcz rekonstruowana. W przeciwieństwie do zaangażowania lat 90., kiedy to było bardzo silne, moje olimpie są mało angażujące, mniej tam jest treści, więcej codzienności. Krytyczny głos i skandalizująca rola obrazu, a potem fotografii stała się zwyczajna. Ta poza zeszła do codzienności, stała się wręcz równościowa – mówi mi Kacper.

Zacytowana Olimpia zmieniła znaczenie. Na zdjęciach, także tych instagramowych, przedstawiane są indywidualności, które jednak tworzą pewną zbiorowość. To jakby ogromny autoportret, wielka musztra Olimpii, która skupia pokolenie przyłapane w tej specyficznej pozie.

Co w takim razie dzieje się z naszą codziennością? Co dzisiaj robią dzieci dorastające na przełomie wieków? Jak smakuje nasza dekadencja?

Źródło: Olympiasdiary.tumblr.com

Codzienność nie mieszka na Instagramie

Właściwie fotografem jest dzisiaj każdy, a social media nachalnie przypominają nam o tym. Być może temat jest już nudny i przemielony, ale nie mogę wyjść z przekonania, że rzeczywistość i codzienność jest na tych zdjęciach przefiltrowana przez pewną nierealność. I nie jest to nierealność, którą oglądamy w szalonych filmach Kusturicy albo którą śnimy, malując sobie surrealistyczne noce. To taka nudna nierealność, w której jedzenie ma swoje zaplanowane miejsce na talerzu, paznokcie nigdy się nie łamią, przyjaciele nigdy nie płaczą, a buty nigdy nie brudzą. To zaplanowana rzeczywistość, która jak mantrę powtarza frazes – be happy, girl.

Dążę do tego, że Kacper nie robi nic innego. Po prostu wstawia zdjęcia do Internetu. Ale chyba najważniejsze co je wyróżnia to autentyczność. Wydaje mi się to w pewien sposób wyzwalające, otwierające na prawdę, dotykające życia dłonią, a nie hybrydowym manicurem. Choć oczywiście, prawdy zazwyczaj bywają subiektywne, to jednak zdjęcia Kacpra są jakieś. Zdjęcia na Instagramie, w szeroko rozumianym ujęciu, pozostaną tylko nijako instagramowe.

Właściwie wszystko pojawiło się od podstawowych wartości fotografiifotografia jako świadectwo chwili. W natłoku cyfrowych danych i strumienia fotografii, ulotności zdjęć chciałem czegoś bardzo trwałego – mówi Kacper – Chodzi o pamięć, zatrzymanie, dokumentację.

Źródło: Olympiasdiary.tumblr.com

Faktycznie, zdjęcia robione analogiem, te 36 skrawków rzeczywistości, które są wybierane pieczołowicie, uważnie układają się w pewien świat. Czy będzie to but koleżanki, czy idiotycznie zaprojektowana reklama. Tak jak w gombrowiczowskim Kosmosie rzeczywistość zaczyna składać się z elementów, które są od siebie w pewien sposób zależne. Może to jedyna droga, by coś poznać, zrozumieć, zobaczyć?

90’s vibe

Jednak sama codzienność ukazywana przez Szaleckiego zdaje się być nieco oddalona od naszego dzisiaj. Zdjęcia nie są ostre jak brzytwa, a ludzie na nich ukazywani nie są katalogowymi przykładami dzisiejszych trendów. Jest w tych obrazkach pewna nostalgia, jakaś starość. Wiadomo, że fala lat 90. przytłoczyła nas już wystarczająco, a każdy kto widział ilość chokerów w sieciówkach rozumie co mam na myśli. Jednak nie mogłam się oprzeć, by nie zapytać, czy stylizacja na najntisowy vibe była tutaj celowa. To nie był świadomy zabieg – odpowiada Kacper. – Oglądałem dużo zdjęć moich rodziców. Zresztą, nie pamiętam świadomie lat 90., bliższe są mi początki XXI wieku. Oczywiście, już sama technika małpki analogowej jest wyjęta z tamtych lat. Ale to bardziej nostalgia. Tamte czasy poznawałem tylko przez fotografie z albumów. Moje zdjęcia są pewną wyobrażeniem, fantazją, choć nie wiem czy akurat lat 90.

Na koniec spytałam Kacpra o projekt nad którym pracuje teraz. W Łodzi jest bardzo dużo mieszkań z niskim parterem. Zacząłem robić zdjęcia roślin za kratami. To taki zakład karny dla roślin.

Źródło: Olympiasdiary.tumblr.com

Pomiędzy wylegującymi się na stołach kobietami, uwięzionymi kwiatami i zdjęciami z imprez rozwija się pewna opowieść. Zdjęcia Szaleckiego zdają się być nieco wizyjne, fantazyjne. Uciekają od rzeczywistości i pokazują bardzo autorski świat. Świat, który już dawno uciekł od konwencjonalności, tabloidowości. Jest daleki od okładek, od mas i od zachłannie powtarzanych, wtórnych wzorców. To też rzeczywistość, która definiuje się na nowo. Zdjęcia Szaleckiego są dla mnie w pewien sposób zabawą. Zabawą w inne życie, w przebieranki, w autoprezentację samego siebie. Tożsamość jest tutaj wyzwolona, a więc również odbiorca oddycha trochę lżej. Z jednej strony, kiedy patrzymy na zdjęcie mężczyzny w szalonej srebrnej marynarce, rzeczywistość wydaje nam się nieco kosmiczna. Jednak na innych pracach, obserwujemy po prostu ludzi wyginających się przed obiektywem. To odbija nas samych, mówi coś również o naszych chwilach. Można by powiedzieć, że to po prostu życie żyte, ale zdjęcia otoczone są pewną niesamowitą aurą. Może w takim razie mamy styczność z nowym realizmem magicznym?

 

Zdjęcie wyróżniające jest autorstwa Kacpra Szaleckiego. Pochodzi z jego bloga: olympiasdiary.tumblr.com

Julia Smoleń

Kiedy nie ma czasu, żeby pójść do kina czuje się zaniepokojona. Chciałaby spotkać Jima Jarmuscha i wypić z nim kawę. Życie ma zaplanowane na najbliższe pięć lat.

1 Komentarz

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany