Alfabet Teatralny: „Szukam abstrakcji i umowności” – wywiad ze scenografem Katarzyną Adamczyk

Śmiało mogę powiedzieć, że to przy Kasi uczyłam się na czym polega praca scenografa teatralnego w praktyce. Pracowałyśmy razem przy okazji czterech spektakli teatralnych i jednego teatru telewizji. A spektakli z jej scenografią widziałam na pewno ponad. 10. Uwielbiam jej pomysły, nieoczywiste podeście do tematu i to, że zawsze jak słyszę, że scenografię robi Kasia Adamczyk to wiem, że będzie piękna. Cieszę się, że miałyśmy okazję spotkać się tym razem na trochę innym gruncie i porozmawiać o jej pracy.

Zacznijmy od pytania banalnego, ale może się okazać, że nie jest to dla wszystkich takie oczywiste. Scenograf – kto to taki?

Katarzyna Adamczyk: Odpowiedź na to pytanie w ogóle nie jest oczywista, nigdy nie opisywałam tego słowami. Scenografia to według mnie architektura wyobraźni. Scenograf to taki właśnie architekt, który urzeczywistnia wszystko to, co zechce, wyssie z palca, wyśni sam albo wyśni reżyser. Najczęściej to ja sięgam do swojej głowy i grzebię w niej tak długo, aż zobaczę wyraźnie przestrzeń, którą chcę zrealizować i która oczywiście będzie korelować z wieloma czynnikami, takimi jak tekst scenariusza, emocje postaci, założenia reżysera no i oczywiście budżet.

Skąd pomysł, by zająć się scenografią? To wypadkowa różnych historii czy spełnione marzenie?

KA: To nie był pomysł, który przyszedł mi do głowy tak po prostu. Pomysłem na życie i tym, co definiowało moje losy zawsze była kreacja. Chciałam tworzyć i stwarzać. Rysowałam, malowałam, szyłam, rzeźbiłam, wymyślałam i projektowałam od dzieciństwa. Zawsze byłam zajęta jakimś stwarzaniem. Zaczęło się od kostiumów, których projekty obejrzał Wojciech Kościelniak i zainteresowały go tak bardzo, że postanowił natychmiast dać mi pracę przy swoich spektaklach. Po tym debiucie moja wyobraźnia wystrzeliła jak z procy, byłam w swoim żywiole. Współpracowałam ściśle z Kościelniakiem kolejnych pięć lat. Potem spotkałam Adam Sajnuka i zawarliśmy artystyczne przymierze, które trwa już od siedmiu lat. Po drodze spotkałam kilku innych reżyserów, ale to praca z Izabellą Cywińską i Marią Seweryn zapadła mi w serce najbardziej, ponieważ są to wspaniałe kobiety o niezwykłej sile. Tak więc odpowiedź brzmi: to była wypadkowa różnych zdarzeń. Scenografia zaspokaja wszystkie moje potrzeby twórcze. Kreuję przestrzeń, projektuję kostiumy, patynuję i wykańczam swoje scenografie samodzielnie.

Dostajesz tekst dramatu i od razu masz w głowie pomysł, czy czekasz na sugestie reżysera? Jak wygląda cały ten proces? Od pierwszego dnia do premiery.

KA: Tak, najpierw jest tekst. Najważniejsi są bohaterowie i nastrój między nimi, ich relacje. To mnie najbardziej inspiruje. Ja zawsze mam pomysł na scenografię, ale czasem nie zdradzam go, dopóki reżyser nie opowie mi swojej wersji. Zdarza się, że Sajnuk mówi: Zaskocz mnie, nic ci nie powiem, nie będę sugerował. Wtedy jest to wyzwanie, które uwielbiam. Zdarzało się również, kiedy to Adam określa warunki, w jakich znajdą się bohaterowie spektaklu i wtedy ja kombinuję wokół tego. Prowadzimy rozmowy o tym, co chciałabym zrobić, jak to ma wyglądać, zadaję mnóstwo technicznych pytań dotyczących ruchu na scenie, poziomu abstrakcji, umowności, itp. Robię rysunki, modyfikuję, poprawiamy wspólnie i zabieram się do realizacji. Rozmowy z warsztatami, krawcami, modelatorami to wspaniałe spotkania. Przeważnie rozumiemy się momentalnie. Dbam o szczegóły, wykańczam po swojemu, zdarza mi się budować samej, przykręcać, tynkować, malować, szyć. Lubię to.

Od wielu lat pracujesz z Adamem Sajnukiem, Twoje scenografie to piękne ilustracje jego pomysłów. Obserwując Was przy pracy mam wrażenie, że jest między Wami jakieś metafizyczne porozumienie, jakbyście dogadywali się bez słów. Opowiedz nam trochę o tej współpracy.

KA: Praca z Sajnukiem to przygoda – dlatego, że Adam ufa moim propozycjom, daje mi wolność twórczą, mamy podobną wrażliwość plastyczną. Staram się go zaskakiwać i inspirować. Zawsze daję aktorom i reżyserowi wiele możliwości; zmiany dekoracji w trakcie spektaklu, wykorzystania jej w nieoczekiwany sposób, to jest frajda jak widzę, co oni z tą przestrzenią wyprawiają. To jest istotne zwłaszcza, że pracujemy bez kurtyny, nigdy nie robimy blackoutów, każdy ruch sceniczny jest widoczny dla widza, nie ma ściemy, albo są czary albo nie, nie oszukuję.

Scenografia powinna zawsze pomagać aktorowi, czy czasem dobrze, żeby była dla niego wyzwaniem?

KA: Scenografia zawsze powinna pomagać aktorowi, nie może z niej nie skorzystać – elementy, które nie inspirują aktora są wyrzucane poza scenę. Nic w mojej scenografii nie jest przypadkowe, każdy element jest umieszczony w konkretnym celu. Nie stosuję ozdobników. Nawet, kiedy scenografia na pozór jest niewygodna, kanciasta czy pusta, wtedy zmusza reżysera i aktora do jakiś emocji, uników, zmagań, na tej bazie często buduje się fantastyczne role.

Widziałam wiele sztuk z Twoją scenografia, pracujesz właściwie w każdej konwencji, ale które sztuki wolisz – te, gdzie wszystko jest oczywiste i jeden do jednego, czy takie, w których scenografia musi być czymś  z innego świata.

KA: Interesuje mnie praca wyłącznie nad nieoczywistymi przestrzeniami scenicznymi. Nigdy nie pracuję wprost, zawsze pod włos, szukam abstrakcji i umowności, scenografia to synteza wielu elementów, w niej zawiera się świat na scenie. Jednak to aktor w tym świecie jest najważniejszy. Zdarzyło mi się zbudować scenografie lub raczej dekoracje dla spektakli komercyjnych – rozumianych wprost – taki miałam wymóg producentów, ale to nie jest dziedzina, którą preferuję. Nawet wtedy próbowałam przemycić swoje scenograficzne wygibasy. Nie zapytałaś mnie o kostiumy, a to jest moja druga domena. Opowiem Ci o niej następnym razem.

***

Katarzyna Adamczyk – współpracę zaczynała przy boku Wojciecha Kościelniaka, jest autorką  kostiumów i rekwizytów do takich spektakli jak: „Galeria” wg Kaczmarskiego (Teatr Capitol Wrocław), 2004; Scat, czyli od pucybuta do milionera z muz. L. Możdżera (Teatr Capitol Wrocław), 2005; Steruj krwią swoja do Oceanu Spokoju (Teatr Polski Wrocław), 2007;  Zegar wg J. Kaczmarskiego (Teatr Polski Wrocław), 2007 ; Francesco z muz. P.Dziubka, 2007;  z  Izabellą  Cywińską zrealizowała scenografię i kostiumy do: Baba Chanel N. Kolady, (Teatr Polonia) 2013; Wiśniowy sad Czechowa (Teatr Nowy Poznań) 2013, od 2010 roku ściśle współpracuje z Adamem Sajnukiem, na swoim koncie ma realizację kostiumów do spektakli (Kompleks Portnoya wg Rotha (Teatr Warsawy) 2010; Zaklęte rewiry  (Teatr Studio Warszawa) 2011 oraz scenografię i kostiumy do Pocałunek  (Teatr Ateneum Warszawa) 2013; Konstelacje (Teatr Polonia) 2013; Chodź ze mną do łóżka (Teatr Polonia)  2013; Dziwka z Ohio (Teatr Warsawy)  2013; Skaza (Teatr Syrena) 2014; Ofiara (Teatr Warsawy)  2014; Happy Now?  (Teatr Polonia)  2015; Mgnienie (Teatr Polonia)  2015; Efekt (Teatr im. Mickiewicza Częstochowa) 2016, Generał (Teatr Imka) 2011 – w reż. M. Kality, A. Popławskiej; Ślad 2014 oraz Stosunki prawne (Och-Teatr) 2014 w reż Marii Seweryn. W Teatrze Telewizji współpracowała z Izabellą Cywińską (Wiśniowy sad, 2014), Adamem Sajnukiem (Zakład doświadczalny Solidarność, 2015), z Bodo Koxem (Amazonia, 2015 – kostiumy). Zaprojektowała kostiumy do filmów fabularnych Dziewczyna z szafy w reż. Bodo Koxa (2013) Mały Jakub 2015 w reż. Mariusz Bieliński, Człowiek z Magicznym Pudełkiem 2016 w reż Bodo Koxa.

Justyna Kowalska

Miała być aktorką, ale okazało się, że zdecydowanie woli stać za sceną niż na niej. Marzycielka. Włóczykij.

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany