Wzruszenia pływają w winie francuskim – o kinie Godarda

Oglądaliście kiedyś jakiś film Jeana-Luca Godarda? Paryż świeci się neonami. Kawiarniane stoliki pokryte są kieliszkami z winem, na ścianach osadza się dym papierosowy, kołyszące dźwięki nadają pomieszczeniu kształt i rytm. Bohaterowie nieśpiesznie chodzą ulicami, rozmawiając o miłości i pocałunkach. Samochody z otwartym dachem pędzą po ulicach. Kobiety malują oczy czarnym eyelinerem. Mężczyźni nucą o namiętności. Milczenie wypełnia intymność między ludźmi. Tak, zdecydowanie można by powiedzieć, że filmy Godarda spajają się w pewną zwartą całość.

Francuskie kino nowej fali, którego jednym ze współtwórców jest Jean-Luc Godard było reakcją na ustandaryzowaną konwencje powojennego kina. Tej dawnej zarzucano nudę i upadek sztuki, ta nowa miała przewietrzyć przestrzeń, odświeżyć kinematografię, rozluźnić konwencję, spróbować opowiadać historie w inny, autorski sposób.

Co szczególnego jest w filmach Godarda? Co możemy wyczytać z włóczęg bohaterów, co opowie nam paryska noc? Dla mnie jego filmy to kwintesencja wyśnionej codzienności – bohaterowie nie odgrywają życia, a wznoszą się w swoich kwestiach na nieosiągalny dla nas poziom, bardzo naturalnej poetyckości, nuda snuje się po mieszkaniach przepełnionych książkami, cygaro można zapalić w wannie, łzy odważnie kradną z oczu cienie i brudzą nimi policzki, muzyka porywa bohaterów do tańca w pustych kawiarniach.

Źródło: Giphy.com

Kino Jean-Luca Godarda niezwykle przejrzyście ukazuje jego poglądy i rozwiewa je na jego filmowe historie oraz postaci. Bohaterowie jego filmów, przytłoczeni beznadzieją istnienia, bezsensem stłoczonych słów i działań, obrazują egzystencjalizm, którym fascynował się reżyser. W Pogardzie Camille i Paul snują się po planie filmowym w malowniczych Włoszech, próbując zrozumieć co sprawiło, że ich relacja oddala się od miłości. Nana (wspaniała Anna Karina!) z Żyć własnym życiem to młodziutka prostytutka, która choć marzy o karierze aktorki, to głównie nudzi się życiem, przyciąga męskie spojrzenia, przeciąga głoski w zdaniach i krąży po świecie, zastanawiając się nad jego sensem, krzykiem, milczeniem. Podobnie dzieje się w filmie Kobieta jest kobietą, w którym Anna Karina (ponownie młoda prostytutka) poszukuje odpowiedniego kandydata na ojca swojego dziecka. Pragmatyczny dylemat połączy trójkę bohaterów intelektualnym dialogiem i myślami, które będą znacznie bardziej metafizyczne niż potrzeba macierzyństwa.

I właśnie przez to roztargnienie, filmy Godarda będą dla niektórych ciężkie do zniesienia. Bohaterowie łażą, kręcą się, jadą samochodem i rozmawiają o snach, leżą w wannie i powtarzają jak mantrę miłosne zaklęcia. Godard waży słowa, a dialogi przemienia w patetyczną wymianę cytatów rodem z Fragmentów dyskursu miłosnego Rolanda Barthesa. Spojrzenia trafiają prosto w widzów, cisza dotyka naszych karków. Godard, mimo niewyczuwalnej wręcz granicy pomiędzy fikcją a rzeczywistością, utrzymuje swoje filmy bardzo blisko nas. Przez powiększające szkiełko przygląda się zwykłym ludziom w mieszkaniach, sypialniach, toaletach publicznych, przy kasach kin, po czwartym kieliszku martini. Jednak przygląda się z taką spostrzegawczością, wnikliwością, że dostajemy coś znacznie więcej niż parę świecących oczu i dźwięczny głos…

Źródło: Pinterest.com

Filmy Godarda czyta się jak szaloną powieść. Sami bohaterowie czytają ciągle i wszędzie. Książki otaczają nas zewsząd. Są na podłodze, na półkach, a przede wszystkim – na językach. Sztuka i piękno to najpiękniejsze co mamy w życiu – wykrzykują bohaterowie Żyć własnym życiem, w Pogardzie Godard dialoguje z powieścią Moraviego, a w filmie Kobieta jest kobietą pojawia się fantastyczna scena, kiedy bohaterowie kłócą się, posługując się jedynie tytułami powieści. Godard nurkuje w literaturze bardzo głęboko, przez co jego bohaterowie stają się bohaterami bardziej literackimi niż faktycznie filmowymi. Słowa mają tutaj szczególne znaczenie. Urastając do rangi maksym i sentencji, zamieniają obraz w ruchomą projekcję ludzkich uczuć i pragnień. Wieczne zastanawianie się nad słowem, nad jego sensem, zmienianie znaczeń, zabawa głoskami, powtarzanie zdań kilkakrotnie, kiczowate wyznania i delikatnie rodzące się uczucia. Tutaj banał miesza się z filozofią tworząc historie niesamowicie gorące, wrzące, wirujące jazzowym pianem.

I faktycznie, pewna namiętność, stale rozpalający element jest na ekranie wszechobecny w sposób wręcz dosłowny. Godard zalewa nas czerwienią kadrów. Jednak nie są to gorejące nachalnie ciepłymi barwami filmy Almodovara, a jedynie, niczym sygnalizacja świetlna, czerwone elementy, fragmenty obrazu. Czerwona lampa w pokoju, czerwona kanapa, czerwone rajstopy, czerwone wino, czerwona koszulka, czy czerwona łódka. Te rekwizyty wymieniają się, pojawiają na chwilę, by zaraz zniknąć, jednak są obecne przez cały czas czasem centralnie rzucając nam się w oczy, czasem jedynie z boku kadru, ledwo zauważalnie.

Źródło: Giphy.com

Co więcej, w filmach Godarda bardzo widoczna i wyczuwalna jest forma filmu. Uciekamy od linearności i w filmowym świecie bawimy się znacznie lepiej niż w naszym tu i teraz. Żyć własnym życiem podzielone jest na 12 rozdziałów, a my oglądamy film jakbyśmy czytali powieść, Do utraty tchu to film w większości improwizowany, oderwany od scenariusza, w Amatorskim gangu narracja filmu zbacza podczas sceny tańca głównych bohaterów – tutaj lektor ma czas na to, by wtrącić o czym właśnie myślą bohaterowie. Z kolei w Kobieta jest kobietą bohaterowie podczas rozmowy na temat ich wspólnego dziecka jeżdżą po mieszkaniu rowerem, podśpiewując starą, francuską piosenkę.

Oglądając obraz po obrazie Francję lat 60., nie mogę wyjść z przekonania, że życie jest tam ubrane w bardzo konkretny cudzysłów lub nawias. Że nowa fala zabrała wszystkie dwudziestolatki w fantazyjny świat fetyszy i zadymionej nudy, podrzucała mężczyznom pomysły na rabunki i bycie cwaniakami w kapeluszach, obdarzała ludzi zdolnością do mówienia w piękny sposób, do zwierzania się odważnie, do zastanowienia się nad wypowiedzianą zgłoską, zdaniem, poruszeniem dłoni. I choć życie co rano przypomina nam, że świat nie wygląda jak ten z wizji Godarda, to tym bardziej w tym filmowym wybieraniu winyla w knajpie, tańczeniu na ulicy i zastanawianiu się nad miłością bez końca jest pewna  wzruszająca, przyciągająca fantazja, która nie pozwala nie zgodzić się ze słowami innego francuskiego reżysera nowej fali. Jak kiedyś powiedział Francois Truffaut: Filmy są bardziej interesujące niż życie.

Obrazek wyróżniający pochodzi ze strony: lottereinigerforever.tumblr.com

Julia Smoleń

Kiedy nie ma czasu, żeby pójść do kina czuje się zaniepokojona. Chciałaby spotkać Jima Jarmuscha i wypić z nim kawę. Życie ma zaplanowane na najbliższe pięć lat.

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany