Czy dziewczyny rządzą? – Beyonce, feminizm i #girlspower

Z witryn sklepów popularnych sieciówek atakują nas hashtagi dziewczyny rządzą, na tyłach  dżinsowych kurtek nastolatki mają napisane Girls power, okładki magazynów w nagłówkach krzyczą: Dziewczyno, walcz o siebie!, strony muzyczne polecają najlepsze feministyczne piosenki, Nicki Minaj śpiewa: Look at her butt, a dziennikarze wypytują młode gwiazdki o to, czy czują się feministkami. Nie muszę chyba już przekonywać, że feminizm stał się w pewien sposób modą. Wszedł szturmem do popkultury, mainstreamu i zamiast stereotypu grubej kobiety, która narzeka na te szowinistyczne istoty, jakimi są mężczyźni pojawiły się nowe stereotypy. Choć jestem sceptycznie nastawiona do tego spopularyzowanego feminizmu, to jednak jest to jakiś znak, że my, jako kobiety, skupiamy na sobie zainteresowanie. Że w tym momencie mamy szansę na wykrzyczenie światu tego, co nam się nie podoba. Pytanie tylko, w jaki sposób?

Opozycja już jest gotowa na oparcie się tej różowej fali dziewczyńskiej walki. Niektórzy z zacięciem na twarzy pytają: po co wam feminizm, skoro możecie głosować, pracujecie i robicie kariery? Czasem sama zaczynam się zastanawiać jakie jest clue tej walki i jak duży jest jej sens. Jednak kiedy ostatnio spytałam znajomego o pracę w popularnym krakowskim kinie, zignorował mnie, mówiąc, że dziewczyny na bileterkę raczej nie przyjmą. Według jego opinii dziewczynie zawsze trzeba pomóc, a chłopak – wiadomo – poradzi sobie sam. Więc z pewną satysfakcją i nadzieją patrzę na te wszystkie nagłówki, wzmianki, ten ogrom kobiecej siły. Bo tak – mamy o co walczyć.

Jakiś czas temu zobaczyłam w sieci zdanie napisane pogrubioną czcionką: Beyonce – ikona feminizmu. Właśnie wtedy zaczęłam się zastanawiać jak cienka granica istnieje pomiędzy faktyczną wiarą we własne poglądy a biznesowym wykorzystaniem obecnych trendów.

Źródło: Giphy.com

Lemoniada Beyonce

Wszyscy pamiętamy młodziutką piękną Beyonce, wijącą się na ulicach miasta w teledysku Crazy in love. Płakaliśmy przy Halo, tańczyliśmy do Beautiful liar, śpiewaliśmy If I Were a boy. Beyonce zawsze była Queen B, jednak nagle pojawiło się Single Ladies, potem walka kobiet w Run the world, feministyczny manifest we Flawless, a ostatecznie zostaliśmy zalani cytrynową falą feminizmu przy jej ostatnim video albumie Lemonade. Beyonce stała się nagle feministką. W słynnym Formation wokalistka opowiada o swoich korzeniach, czarne kobiety tańczą ustawione w równym rzędzie, zmieniając musztrę w okrągły ruch pełnych bioder, a córka artystki uśmiecha się do kamery. Beyonce śpiewa: I like my baby hair with baby hair and afros, a my już wiemy, że mamy doczynienia z jej zupełnie nową odsłoną. Posypały się recenzje, zachwyty, ale także miażdżąca krytyka. Pojawili się sceptycy, podważający autorytet artystki.

Źródło: Giphy.com

Beyonce w Lemonade opowiada historie swoich przodków, oddaje głos czarnym kobietom, śpiewa o przemocy, opresji, poniżeniu. W video widzimy czarne ciała, czarne twarze, czarne afro. Artystka zwraca uwagę na zerotyzowane kobiece ciało – ciało, które bywa wykorzystywane, poniewierane. Beyonce podkreśla siostrzeństwo kobiet – dziewczyny tańczą obok siebie, tworząc wojsko, drużynę. Tak naprawdę czarny feminizm Beyonce jest w dużym stopniu kalką białego feminizmu oraz jego dotychczasowych osiągnięć.

Kobieta u Beyonce radzi sobie z bólem, wchodząc w rolę mężczyzny. Walcząc, rozbijając szyby kijem bejsbollowym, będąc cwaniakiem, który wyrzuca nad ranem kolejnych, niepotrzebnych już, facetów. Wydaje mi się, że kobieta w muzyce i obrazach Beyonce nadal jest erotyczną, powabną i pełną glamouru figurą, która idealnie wpisuje się w komercyjny rynek muzyczny jak i kulturowy.

Radykalne otwarcie

Nie mam oczywiście najmniejszego zamiaru, by zabierać Beyonce jej fantazyjny i pełny dolarów autorytet. Zastanawiam się jedynie jak ma się do tego, co głosi sam czarny feminizm. bell hooks, jedna z najwybitniejszych przedstawicielek czarnego feminizmu, nazywa go marginesem jako miejscem radykalnego otwarcia. To wyjście poza białe, wykształcone kobiety, które chcą pracować w zamian za bycie słodkimi pin-up swoich mężczyzn. bell hooks opowiada o kobietach biednych, niewykształconych. Zwraca uwagę na zamykanie grupy odbiorczej białych feministek i podkreśla istnienie grup skrajnie mniejszościowych.

hooks jak większość feministycznych działaczek zaznacza główny paradygmat myśli feministycznej – fakt tego, że kobiety są lub bywają opresjonowane. Bez względu na stan, klasę, religię, czy pracę, jaką wykonujemy lub której nie mamy. Seksizm z pewnością wciąż rozprzestrzenia się wokół nas, a kapitalistyczny patriarchat pozwala na zapomnienie nam o jego istnieniu. Daje nam trochę wolności, zabierając ją delikatnie w innych sferach. Tak żebyśmy nawet tego nie zauważyły.

Radykalne otwarcie można rozumieć jeszcze szerzej niż hooks. Radykalnym otwarciem może być to, żeby – choć wiem jak utopijnie to brzmi – rozszerzać granice do możliwości ich wytrzymania. Burzyć ściany, mówić o sobie, trzymać za rękę przyjaciółkę, nie mówić znowu suka na tamtą blond, która zabrała ci chłopaka. Radykalne otwarcie jest dla mnie nie tyle radykalną walką, tylko radykalnym krzykiem zapowiadającym wolność.

Źródło: Peytonfulford.com

Kiedy w radiu leci Run the world, instruktor szkoły prawo jazdy mówi, że kobiety prowadzą zadziwiająco dobrze, choć wiadomo, że myślą gorzej. Koleżanka zakłada, że feminizm wyklucza mężczyzn, nadając im miano płci słabszej. Skaczemy przy Single ladies na imprezie, a faceci patrzą się na nas i czekają aż wypijemy jeszcze dwa piwa więcej. Bo może wtedy już nie będziemy single.

I w tym całym zamęcie nie zawsze wiem, która droga jest tą prawidłową. Nie wiem nawet czy istnieje coś takiego. Piosenki z Lemonade Beyonce mam zapisane w muzyce na swoim telefonie i mimo wszystko uważam tę płytę za ważną. Ale z drugiej strony, za Beyonce stoi ogrom ludzi i śmiem twierdzić, że to oni w dużym stopniu kierują karierą artystki. To już firma, zaplanowane działania, by coś sprzedać. Nie chce, żeby feminizm zamienił się w fajną ideologię do sprzedania. Nie chcę być słodkim cukiereczkiem i nie chcę biegać na obcasach, rozwalając samochody.

Beyonce z pewnością jest ikoną popkultury, jest królową muzyki i gwiazdą Instagrama. Feminizm dla mnie wciąż pozostaje w innych przestrzeniach. W słowach bell hooks, w So what Pink, w zwykłym kobiecym wsparciu. Wolę stwierdzenie: People have the power niż pytanie: Who run the world? Zostawmy na chwilę odwieczną walkę o dominację. Walczmy o siebie, wierzmy w siebie i siebie kochajmy.

Julia Smoleń

Kiedy nie ma czasu, żeby pójść do kina czuje się zaniepokojona. Chciałaby spotkać Jima Jarmuscha i wypić z nim kawę. Życie ma zaplanowane na najbliższe pięć lat.

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany