Człowiek, którego podziwiam: Jerzy Stuhr

Zawsze ujmuje mnie sposób, w jaki pasja przeplata się z zawodem, dając nierzadko fantastyczne rezultaty, dlatego też szczególną czułość mam zarezerwowaną dla artystów i pedagogów. Właśnie w tych grupach najczęściej spotykam swoich Mistrzów. Są to osoby, które darzę jakimś szczególnym rodzajem sympatii, bo dla mnie to coś wspaniałego – inspirować. Przypatruję się im na scenach, szklanym ekranie, w wywiadach, spotkaniach  i – jeśli mowa o belfrach – na lekcjach.  Czasem nawet podkradam interesujące mnie dobre cechy, starając się zaszczepić je w sobie. Właśnie wtedy mam świadomość, że poprzez ich twórczość, słowa, rady, staję się lepszym człowiekiem, a także reprezentantem wysiłku, jaki wkładają w swoją pracę. To z mojej strony pewna forma realnego podziękowania. Oczywiście – tak, jak są Nauczyciele i nauczyciele, są również artyści i Artyści. Jednak myślę, że nie warto skupiać się na małych literach, bo te wielkie są często tak różnorodne, że można je poznawać w nieskończoność i to wciąż na nowych płaszczyznach.

W życiu, na szczęście, częściej  los się do mnie uśmiecha i trafiam na swojej drodze na wyjątkowe jednostki, którym wiele zawdzięczam. Pisałam już o tym w moich poprzednich tekstach, więc jeżeli mnie już odrobinę kojarzycie, to zapewne zauważyliście, że zwykle traktowały one o kobietach. O tak, nie ukrywam, że głównie pochylałam się z zachwytem nad Artystkami, ale mój świat to przecież nie tylko panie… Dlaczego więc mężczyznom do tej pory wydawałam się skąpić słów? Prawdopodobnie z obawy przed tym, iż nagle stanę się bardziej powściągliwa i nie będę w stanie wykrzesać z siebie takich pokładów zrozumienia i czułości, jakie ofiaruję zwykle kobietom.

Oczywiście błędnie! Jest człowiek, który rozwiewa te niesłuszne refleksje, a na samą myśl o nim, szerzej otwiera mi się serce. To jemu poświęcam ten tekst, pisząc go z ogromną dumą, ale jednocześnie borykając się z pewnym niepokojem… Bo jak ująć osobę, którą zna cała Polska od pokoleń? Drodzy Państwo – człowiek, którego podziwiam – Jerzy Stuhr. O nie – bynajmniej nie Osioł ze Shreka, komisarz Ryba bądź Maks z Seksmisji, ale Artysta – reżyser, pedagog, mistrz, mąż, ojciec i – niewątpliwie – mężczyzna niepokonany.  Czasem odnoszę  wrażenie, że znam pana Jerzego właściwie od urodzenia. Jego nazwisko sięga najodleglejszych wspomnień, figurując w moich kręgach najczęściej właśnie pod wyżej wspomnianymi tytułami. Przyznam szczerze, że dopiero stosunkowo niedawno, przy okazji zagłębiania się w twórczość Kieślowskiego, bliżej przyjrzałam się jego osobie. We współpracy z moim ukochanym reżyserem, powstał niezwykle ważny dla mnie Amator i wiele innych pięknych obrazów, ale właśnie podczas projekcji tego filmu, która była poprzedzona spotkaniem ze Stuhrem w krakowskim Kinie pod Baranami, zostało skradzione moje serce. Otóż, oprócz serdecznej twarzy, ciepłego spojrzenia, zobaczyłam wtedy również człowieka, który ma szacunek, nawet dla takiego młodego szczyla jak ja, bo rozmowa z zaproszonym gościem odbywała się w całkiem innej sali – w naszej – niestety tylko wyświetlana. Stuhr, mimo wszystko, przyszedł wówczas do nas, ukłonił się i powiedział: Jestem tutaj naprawdę, drodzy Państwo, jestem i cieszę się, że i wy jesteście.

W filmie „Amator”

Momentalnie ujęła mnie jego plastyczność, autentyczność i profesjonalizm. To miłe uczucie pojawia się za każdym razem, gdy przychodzę do teatru. Jako artysta, jako człowiek, Jerzy Stuhr daje mi poczucie, że nie jestem zbędna; że przyszłam na spotkanie z kimś, kto również pragnie mojej obecności; że się dopełniamy (ja – widz, on – artysta) i jedno bez drugiego nie może istnieć. Przyznaję, nie mogę żyć bez sztuki… Ale jak wielu artystów zdaje sobie sprawę, że sztuka nie może się rozwijać bez jej odbiorców?

Jerzy Stuhr to także siła charakteru i konsekwencja – cechy, które bardzo cenię i ciągle pragnę szlifować u siebie. Celowo nie chcę szerzej pisać o jego walce z chorobą, bo choć odeszła szczęśliwie już w przeszłość i była niezwykle dzielna, to zdaję sobie sprawę z tego, że temat ten nigdy nie należy do najprzyjemniejszych. Chcę jednak, aby każdy wiedział, iż państwo Stuhrowie są ambasadorami Centrum Psychoonkologii UNICORN i pomagają zbierać energię, która – zwłaszcza wtedy, podczas walki z chorobą – jest szczególnie istotna. Ogromne ukłony za ten niemały gest. Dziękuję za piękne serca.

Za co jeszcze dziękuję? – Na pewno za to, że nieustannie  uczę się od Stuhra, jak wyindywidualizować się z rozentuzjazmowanego tłumu. Bazując na tym popularnym ćwiczeniu usprawniającym dykcję, w książce pt. Ja kontra bas pisał:

Wyindywidualizowanie się znaczy dla mnie, żeby nikogo nie udawać i nikogo nie naśladować, jeśli już muszę udawać, to życie na scenie czy przed kamerą. Nie ulegać żadnym efemerycznym modom, a przede wszystkim nie być od nikogo zależnym. Tą drogą do wolności, nie tylko, twórczej, muszę iść sam.

Drogi Mistrzu, pięknie łączysz profesję Artysty i Pedagoga, rozprzestrzeniając swoją, zbieraną latami, mądrość i pozwalasz tym, którzy chcą Cię poznać bliżej, pokazać się z całkiem innej strony. Droga pod prąd, jaką wybieram najczęściej, z tymi słowami staje się jakby łatwiejsza do przebycia.

Ten tekst powstał z jeszcze jednego, ważnego powodu. Otóż, drodzy Państwo, dzisiaj 18 kwietnia, co oznacza, że Jerzy Stuhr obchodzi urodziny. Na dodatek nie byle jakie – 70. urodziny! Dziękuję za wszystko, a może nawet jeszcze więcej. Proszę trwać jak najdłużej, bo my, publiczność, wciąż Pana potrzebujemy – Pana słów, talentu, pasji, serdeczności i uśmiechu.

Piszę te słowa z niemałym wzruszeniem: jest Pan piękną, wykaligrafowaną, wielką literą – niezależnie czy na ekranie, scenie, w książkach, wykładach. Nigdy nie jest Pan czasem zmarnowanym. Dziękuję.

Monika Babińska

Cierpię na chroniczny brak pieniędzy, ponieważ wszystko wydaję na bilety do Teatru, książki, podróże, płyty i kino. I właśnie te pięć słów jest wszystkim tym, co kocham, dlatego rzadko żałuję pustych kieszeni. W wolnych chwilach rzucam studia, włóczę się w piżamie po mieście i tęsknię, bo:"czasem mam lat cztery, a czasem cztery tysiące".

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany