Trzy razy wiosna: żółte kwiaty, maj i „Jesteś znowu…”

Mimo że z natury bywam dosyć niecierpliwą osobą i wiele rzeczy chciałabym przyśpieszyć, załatwić od razu, przywołać jednym impulsem, to jestem pewna, że jeśli w życiu muszę czasem na coś cierpliwie poczekać, to na pewno na… wiosnę! O tak, to moja najukochańsza pora roku, której wypatruję z nadzieją już wtedy, gdy temperatura choć odrobinę wzrasta, bo być może w tym roku przyjdzie wcześniej?! Absolutnie nie mogę narzekać na tegoroczną zimę – była dla mnie niezwykle łaskawa, jednak ogromnie się cieszę, że już jest kwiecień i z zachwytem patrzę, jak każdego dnia wszystko się dynamicznie zmienia. Na zewnątrz roi się od cudownych kolorów, miłych zapachów, biegających dzieci i pogodnych słów wyślizgujących się z ust. Wreszcie słychać wokół wesoły świergot, wypierający bardzo odważnie, srogie krakanie wron. Przyłapuję się też na tym, że nierzadko zdarza mi się do siebie powiedzieć, całkiem bezwiednie: jest cudnie! Nie wiem, co to za choroba, ale ma bardzo sympatyczne objawy i chyba nie chcę poddawać się leczeniu… Nie zaprzeczę, trochę się w tym momencie rozanieliłam, ale musicie mi wybaczyć, bo kocham naturę najszczerzej jak mogę, a serce mi rośnie i rośnie, gdy widzę to wszystko. Nieustannie się zachwycam i mogę na przykład godzinami siedzieć w ogrodzie, patrząc na brzozy – moje ukochane drzewa. Dlatego bardzo boli mnie bezkarnie wręcz wykarczowany krajobraz, który mijam za oknem, wracając do domu… Jednak, aby nie psuć sobie ani Wam humoru tym przykrym tematem, pochwalę się, że w tym roku dodatkowo spełniłam swoje odwiecznie odkładane małe marzenie, jakim było wyhodowanie własnej gromadki roślinek. I muszę Wam wyznać, że obserwuję je z niemałą czułością, gdy zastaję je przytulone do szyby, łapiące każdy promyk słońca. Ja też, korzystając z pięknej pogody, częściej odwiedzam najbliższy park, siadam na ławce z książką w ręku, z zadowoleniem mrużę oczy, uśmiecham się do siebie, biorąc głęboki oddech, pozwalając przeniknąć się wiośnie przez każdą tworzącą mnie komórkę i myślę: wiosno, jak ja cię kocham! A za co?

Najchętniej odpowiedziałabym, że za wszystko, ale moja wiosna w głównej mierze składa się z trzech filarów, wokół których krążą same piękne wspomnienia, a mianowicie: żółte kwiaty, maj jako miesiąc cudowności i wiersz Juliana Tuwima Jesteś znowu…

Dopóki nie poznałam mojej przyjaciółki, szczerze nie znosiłam żółtego koloru, jednak gdy pojawiła się ona, z całym pakietem pięknych dodatków, kopert, kwiatów, natychmiast go pokochałam, bo odtąd  kojarzy mi się z kimś bliskim, energicznym i ciepłym… No właśnie, żółte kwiaty – te  maleńkie słoneczka – prezentują się wyjątkowo pięknie na tle jeszcze nie do końca ukształtowanego wiosennego pejzażu, zwłaszcza, że po zimie nasze oczy nie są przyzwyczajone do tylu barw. Cztery lata temu, właśnie wiosną, poznałam również swoją ulubioną książkę – Mistrza i Małgorzatę, gdzie motyw żółtych kwiatów, które – choć brzydkie – jak opowiadał sam Mistrz, rozpoczynają najpiękniejszy literacki wątek miłości, jaki dany było mi czytać w całej mojej książkowej podróży.

Mówiła, że wyszła tego dnia z bukietem żółtych kwiatów właśnie po to, bym ją wreszcie odnalazł i gdyby tak się nie stało, otrułaby się, bo jej życie było pozbawione sensu.

Często moja wyobraźnia krąży wokół tej dwójki i lubię tworzyć ich historię, bo być może to spotkanie rozpoczęło tak naprawdę pierwszą prawdziwą Wiosnę w ich życiu, a wcześniej, niezależnie od pogody, panowała ogromna zawierucha? Miłość, renesans uczuć, ożywione nadzieje – o tak, na to również warto czekać, a żółte kwiaty są dla mnie właśnie symbolem tego, że już niedługo to wszystko nadejdzie ze zdwojoną siłą.

Maj. Bezwiednie do każdego miesiąca mam przypisany jeden kolor –  od zawsze właśnie maj identyfikuję z kolorem miłości, krwi, życia, dojrzałości – czerwienią. Teraz w mojej głowie, bardzo już późną porą, królują migawki, wspomnienia z różnych etapów życia z nim związanym, począwszy od kolorowanek, wiosennych burz, po których zawsze tęcza rozweselała niebo, bezowych torcików babci sporządzanych na moją cześć, niezliczonej ilość laurek dla mamy, misia, którego to dostałam na piąte urodziny i z którym nie rozstawałam się przez najbliższe kilka lat, po lampiony szczęścia uchodzące w niebo z naszymi marzeniami, zachłyśniecie się światem, tańczenie do Fly me to the moon przy pełni księżyca z przyjaciółmi, kołysaniem się na wietrze delikatnych i świeżych gałązek, wcześniej już wspomnianych, brzóz. Maj to również wykrzyczane słowo: wolność!, kiedy to kilkanaście metrów nad ziemią, lecąc paralotnią, wymachiwałam martensami w kwiaty i płakałam ze szczęścia; to pierwsze wino, skrystalizowane przyjaźnie, późne powroty do domu, nieśmiałe miłości, wynagrodzony maturalny stres wizytą w teatrze i pikniki z ukochaną osobą – pełne spokoju, przyjemnej ciszy, uśmiechu. Dla mnie maj to definicja szczęścia, dlatego tym, których kocham, mówię: jesteś moim majem. I więcej nie trzeba.

Wiosną nie może zabraknąć mojego ukochanego wiersza Juliana Tuwima pt. Jesteś znowu… Bardzo lubię wspominać okoliczności, w jakich pierwszy raz go przeczytałam, bo jego treść od razu podbiła moje serce, a zdarzyło się to przecież, jak można by przypuszczać zupełnym przypadkiem… Otóż, któregoś późno marcowego dnia, gdy już wiedziałam, że nie zdążę po basenie na autobus, postanowiłam pójść do biblioteki –  zła, głodna, smutna i zmęczona – utworzyłam wówczas szybko założenie, że pierwszy wiersz z losowego tomiku, na którym się zatrzymam, będzie moją dobrą wróżbą, wskazówką… Jakie było moje zachwycenie, gdy okazało się, że akurat tamtego dnia ukazał się moim oczom Tuwim ze swoją radością!  Od tego czasu lubię powierzać swój los poezji, a neologizm w wersie: jak mi się wzrok owiośnił!, podkradam i owiośniam się cała, gdy widzę kogoś bliskiego albo spotka mnie coś miłego.

 

Monika Babińska

Cierpię na chroniczny brak pieniędzy, ponieważ wszystko wydaję na bilety do Teatru, książki, podróże, płyty i kino. I właśnie te pięć słów jest wszystkim tym, co kocham, dlatego rzadko żałuję pustych kieszeni. W wolnych chwilach rzucam studia, włóczę się w piżamie po mieście i tęsknię, bo:"czasem mam lat cztery, a czasem cztery tysiące".

1 Komentarz
  1. Żółte kwiaty – o tak, bardzo się kojarzą z wiosną. A najbardziej w moim przypadku żółte lilie, które uwielbiam i jakimi lubię także obdarowywać bliskie mi osoby przy okazji wszelkich urodzin, imienin czy Dnia Matki. Są kwiaty-symbole i kolory-symbole, jakie dość mocno się kojarzą z daną porą roku czy miesiącem. Ile to daje ciekawych inspiracji! Pozdrawiam ciepło! 🙂

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany