Codzienność pracy w magazynie prasowym: fakty i mity

Za kilka chwil stukną 3 lata od kiedy pracuję (wliczając staż) w redakcji kobiecego magazynu. Wszystko zaczęło się na II roku studiów, kiedy odgórnie narzucona zostaje opcja praktyk (o zgrozo!). Wtedy trafiłam (naprawdę sama nie wiem jak to się wydarzyło) do Zwierciadła.

Jak wszędzie i zawsze, początki są trudne. Nie wiedziałam co ze sobą zrobić, a ci, którzy tam pracowali, również nie za bardzo odnajdowali się w relacji z kimś o połowę od nich młodszym, na dodatek bez doświadczenia, z kolorowymi włosami, tatuażami i septum. Mimo, że był to rzut na głęboką wodę, absolutnie nie było (znanych z anegdot i dowcipów) przynieś, podaj, pozamiataj i zrób kawę, co wydawałoby się wręcz oczywiste. Od razu powierzono mi konkretne zadania i z ręką na sercu przyznaję, że pierwsze 2, 3 miesiące były katastrofalne, jeśli chodzi o niepewność i stres. Chciałam zniknąć z pola widzenia, siedzieć nieruchomo, bo nawet pójście do toalety wydawało mi się nie na miejscu. Dzikus – tak bym nazwała siebie w początkowej fazie mojej pracy w redakcji. Z czasem do wszystkiego się przyzwyczaiłam i wtedy dopiero mogłam z bliska obserwować, jak naprawdę wygląda tworzenie magazynu. A to czasem jazda bez trzymanki!

Zastanawialiście się kiedyś jak wygląda codzienna praca w miesięczniku? Przyznam, że zanim znalazłam się po drugiej stronie i poznałam ten świat od kulis, wielokrotnie wysyłałam myśli na wędrówki w tymże temacie. Pomysłów miałam co niemiara, a każdy z nich odbiegał od rzeczywistości (o czym przekonałam się na własnej skórze). Człowiek naogląda się amerykańskich seriali i filmów, a potem ma Bóg wie jakie wyobrażenia: że to luźna praca, że w godzinach 9-16, że patrzy się tylko jak w wszechobecnej radości powstają kolejne strony pisma… Okazuje się, że to tylko część prawdy, a wszystko jest nieco bardziej skomplikowane i nie takie… zero-jedynkowe.

Praca w gazecie to nieustanny pęd i regularnie zmieniające się warunki pracy. Nikt nie grzeje tu stołka przez 8 godzin dziennie, bo czas pracy bywa naprawdę różny. Jednego dnia można tonąć w obowiązkach przez 10 godzin, kolejne dwa dni można przesiedzieć na Facebooku (odświeżając tablicę co 20 sekund) i sprawdzać pocztę służbową, a jeszcze następnego dnia – bez wyrzutów pracować zdalnie. Nie ma tu ścisłego ośmiogodzinnego dnia pracy. Dynamizm. Można pomyśleć: Ale super, nie trzeba codziennie chodzić do roboty. Owszem, jest w tym dużo racji, ale idąc na studia dziennikarskie, a teraz pracując w zawodzie (od ponad 4 lat), przekonałam się, że praca w tej branży nigdy się nie kończy i nigdy się nie zaczyna. Trzeba być uważnym, wyłapywać niuestannie informacje i ciekawostki, co skutkuje czasem nawet piętnastogodzinnym dniem pracy. Dziennikarz jest obserwatorem rzeczywistości – pracuje zawsze. Czy to męczy? Męczy, ale satysfakcja z napisania popularnego tekstu, który zobaczy ktoś poza wami i waszym wąskim gronem znajomych jest naprawdę budujący. Po to się pracuje – dla siebie, ale przede wszystkim dla innych, dla czytelników.

Praca w miesięczniku to źródło inspiracji. Każdy pracownik, każdy dział składa się z kilku, kilkunastu pracowników, a to oznacza mnogość zainteresowań i niesłychanie wiele tematów. Rozmawia się o wszystkim, a z burzy mózgów powstają tematy do kolejnych wydań. Spisuje się je na kolorowych karteczkach i przyczepia hasłowo na tablicy korkowej. Później, gdy nagle pojawia się pole tematyczne do zagospodarowania, sięga się po odpowiednią karteczkę i temat gotowy. Dział kultury zawsze podrzuca fenomenalne książkowe pozycje i filmy, które obowiązkowo trzeba zobaczyć, zaś dział urody każdorazowo doradzi, czego na nadchodzący sezon potrzebują nasze wysuszone od klimatyzacji twarze. Ludzie od mody prezentują szafy pełne ubrań i dodatków, które inspirują pozostałych do zaczerpnięcia wiedzy o obowiązujących trendach, a teksty od felietonistów zazwyczaj napędzają tzw. karuzelę śmiech, którą trudno potem zatrzymać. Łeb pęka od tych informacji, ale taka wymiana spostrzeżeń zapewnia świeżość informacji w redakcji. Ciągle pojawia się coś nowego!

Zapewne wiecie, ale warto o tym wspomnieć – miesięczniki powstają na przód. Co to znaczy? Kiedy teraz mamy początek kwietnia, redakcje już komponują wnętrze do wydań (nawet) sierpniowych. Taka forma pracy pozwala zaplanować artykuły z różnych dziedzin dużo wcześniej, wybrać dla nich odpowiednie miejsce na łamach i odpowiedni czas publikacji. Wszystkiego trzeba dowiedzieć się, tak, aby – dajmy na to – w momencie premiery filmu czy płyty, informacja widniała w aktualnym, a nie dopiero kolejnym numerze. My – medium, informujemy ludzi o tym, co dzieje się na świecie, co będzie się dziać i co w trawie piszczy. To robota z misją! Trzeba zaskakiwać, edukować i rozbawiać czytelnika, a (moim subiektywnym zdaniem) to duża odpowiedzialność… Ale jaka radość!

Patrzenie jak powstaje magazyn od podstaw: od wybierania tematów, ustalania ich miejsca w piśmie, zamówienia tekstu u autorów, przez jego kilkukrotną korekcję, robienie sesji zdjęciowych, wybieranie zdjęć, aż wreszcie oglądanie gotowych materiałów po przyjściu pisma z drukarni to niesamowite przeżycie. Interesujące, bo niecodzienne. Wspaniale jest wejść do kiosku z prasą i sięgnąć po swój ulubiony magazyn, wiedząc jak on powstaje. Lata temu nie zastanawiałam się nad tym jak wiele pracy należy wykonać i ilu ludzi trzeba zaangażować do tego, aby te kilkaset stron pisma powstało. Teraz już wiem i zupełnie inaczej patrzę na prasę.

Pomyślcie o tym czasami. Pomyślcie, że za kolorową okładką, na której widnieje znana aktorka, za setkami stron treści, stoi cała masa ludzi. Za każdym egzemplarzem stoi redakcyjna rodzina.

Milena Fringee

Kojarzę słowa w pary - żongluję nimi, na pozór karłowate, scalam w finezyjne duety

4 komentarze
  1. Zawód dziennikarza, to na pewno ciekawa praca z misją, którą trzeba lubić. Ale ogólnie prasa drukowana, powoli odchodzi do lamusa. Może jeszcze te lokalne tytuły, piszące o sprawach najbliższych prostego człowieka mają rację bytu. Inne tytuły, mimo, że jeszcze ludzie je czytają, są w coraz gorszej kondycji. Kiedyś bardzo lubiłem czytać gazety. Natomiast obecnie, gdy człowiek ma dostęp do sieci, wszystko jest w nadmiarze. Gazety mają tę przewagę, że ich teksty, przynajmniej w niektórych przypadkach, są na świetnym poziomie. Z internetem różnie to bywa. Przeglądam dziś dokładniej tę Waszą stronę, i bardzo odpowiada mi jej poziom. Widać, że staracie się zamieszczać naprawdę dobre, wartościowe teksty i recenzje. Ten o pracy w magazynie, też wydaje mi się ciekawy. No, i oczywiście, to dziennikarstwo internetowe, rządzi się jednak trochę innymi prawami, niż to tradycyjne. Ostatnio czytałem trochę na ten temat w książce jednego z dziennikarzy działu internetowego Wyborczej. Bardzo fachowo i rzetelnie opisał, cały ten fenomen.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany