Trzy razy wiosna: wycieczki rowerowe, powolne poranki i kawa na świeżym powietrzu

Jako jedna z nielicznych potrafię otwarcie powiedzieć, że nie lubię wiosny. Kiedy się do tego przyznaję, moi rozmówcy bardzo często są zdziwieni. Nie każdy potrafi zrozumieć, a i ja nie zawsze jestem w stanie dobitnie wytłumaczyć, jak można nie uwielbiać momentu, w którym cała fauna i flora budzi się do życia, słońce wychodzi zza chmur, ptaki szczebioczą radośnie, a ludzi nagle zaczynają wypełzać spod kołder i przypominają sobie o pobliskich parkach i skwerach, które stopniowo pokrywają się zielenią.

Zaryzykuję stwierdzenie, że wiosna jest dla mnie bardziej depresyjną porą roku niż jesień. Nie do końca wiem dlaczego, pomimo obecności słońca, moje samopoczucie znacznie się pogarsza właśnie o tej porze roku. Wiosenne przesilenie i zmiana czasu sprawiają, że czujemy się ospali, nasze organizmy z trudem przestawiają funkcje życiowe na wyższe obroty, byśmy przystosowali się do dłuższego dnia i większego zasobu promieni słonecznych, ładujących nas witaminą D. Jedynym plusem bezchmurnych dni jest dla mnie możliwość założenia ulubionych okularów przeciwsłonecznych.

Oczywiście nie jest tak, że widzę same negatywne aspekty wiosennych dni. Ogromnym, największym plusem tej pory roku jest dla mnie to, że nareszcie mogę zrezygnować z komunikacji miejskiej i pokonywać drogę na uczelnię czy do pracy pieszo lub na rowerze. Wiosenne spacery to jedna z niewielu rzeczy, dzięki który doceniam wyższą temperaturę powietrza. Naturalną tego konsekwencją jest fakt, że podczas marszu czy rowerowych wycieczek mam ochotę słuchać znacznie szybszej i żywszej muzyki. Droga w słoneczny poranek, kiedy przemierzam dobrze znane mi alejki pośród wrocławskich kamienic, musi odbywać się w rytm muzyki, która jest w stanie dotrzymać mi tempa. Tej wiosny prawdopodobnie będzie mi towarzyszył soundtrack filmu American Honey, o którym pisałam już wcześniej (klik).

W cieplejsze dni doceniam również możliwość spotykania się ze znajomymi w plenerze i długie przesiadywanie w barowych ogródkach. Nie ma niczego lepszego, niż poranna kawa wypita na świeżym powietrzu. Najlepiej w towarzystwie paczki papierosów. Jest jakaś magia w tym, kiedy można spokojnie obserwować mknących po Rynku ludzi, spieszących się do swoich obowiązków. Restauratorów, którzy powolnie otwierają swoje kafejki, przyjmując dostawy świeżych owoców i warzyw. Wszystkie te codzienne rytuały wiosną można obejrzeć w pełnej krasie, a ludzie jakby chętniej ze sobą rozmawiają, kiedy chłód nie każe im jak najszybciej chować się do ciepłych pomieszczeń.

Justyna Barańska

Jest miłośniczką dobrej sztuki. W teatrze zawsze siada w drugim rzędzie.

1 Komentarz

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany