„American Honey”, czyli kino drogi w formie reportażu

Choć American Honey, w Cannes, w 2016 roku, otrzymało nagrodę dla najlepszego filmu, polska premiera, która ma miejsce 31 marca, zdaje się pozostawać bez echa. Trudno się dziwić, skoro rodzimi dystrybutorzy wprowadzają ten tytuł do kin niemalże po dziesięciu miesiącach od premiery w Stanach Zjednoczonych.

Najnowszy film Andrei Arnold, której reżyseria została wspomniana wczoraj (w tym artykule), nie należy do tytułów łatwych, reprezentuje kino drogi, które przeważnie plasuje się raczej w nurcie niszowym. Dodając do tego elementy reportażowe, widzowie dostają nie amerykańskiego cukierka, a raczej orzech, który muszą gryźć przez prawie trzy godziny seansu. Jednakże, American Honey jest pozycją obowiązkową do obejrzenia dla tych, którzy w kinie cenią sobie prawdę i emocje, bez słodkich piosenek i bajecznej otoczki rodem z La La Land.

Sama oglądałam ten film przedpremierowo dwa razy. Za pierwszym, moje uczucia były mieszane, oscylowały wokół braku przekonania, niemożności zrozumienia amerykańskiej kultury i cichej chęci porzucenia wszelkich dalekosiężnych planów i rozpoczęcia życia nomady. Następnego dnia, zarówno film jak i myśli wokół niego krążące, nie mogły przestać zaprzątać mojej głowy. Pomimo usilnych starań, pojedyncze sceny i niemal wszystkie piosenki wracały do mnie w najmniej spodziewanych momentach. Dlatego obejrzałam go po raz drugi i wtedy skradł moje serce absolutnie.

 

Zacznijmy od początku. Poznajemy główną bohaterkę – Star – Sarah Lane w genialnym debiucie. Jej życie dalekie jest od amerykańskiego snu, jednak dla widza będzie nosiło namiastki typowego koszmaru. Bohaterka jest pozostawiona samej sobie, opiekuje się młodszym rodzeństwem, nie ma w rodzinie żadnego wsparcia ani perspektyw na lepsze życie. Obraz jakich wiele. Los zaczyna się zmieniać, kiedy w centrum handlowym poznaje grupę młodych, wesołych rówieśników, której przewodniczy zadziorny i uwodzicielski Jake (Shia LaBeouf). Bohaterka na początku podchodzi do roztańczonych dzieciaków z dystansem, jednak pociąga ją ich życie, ich śmiech, poczucie przynależności. Jake kokietuje dziewczynę, jednocześnie proponując jej, aby wyruszyła z nimi w podróż, dzięki której zarobi pieniądze i zwiedzi cały kraj. Tak zaczyna się amerykańska przygoda.

Na tym możemy zakończyć opowieść o filmie, ponieważ przez kolejne trzy godziny dzieje niewiele rzeczy, które poszerzają rys fabularny. Kino reporterskie ma na celu pokazywać, przeprowadzać widza przez życia i historie innych ludzi. W tym obrazie autorka chce nam przedstawić bohaterów, którzy przez brak perspektyw wyruszają w podróż, sprzedając czasopisma zamożnym i naiwnym Amerykanom. Mieszkają w tanich hotelach, żywią się śmieciowym jedzeniem, wódką i papierosami. Tak wygląda niemal każdy ich dzień, cały czas w drodze, jeżdżą od miasta do miasta, zmieniając tylko opowiadane podczas sprzedaży historie, w zależności od tego, kogo spotkają na swojej drodze oraz jak bardzo chcą wzbudzić współczucie.

Źródło: Filmweb

W rolach towarzyszy podróży Star zagrali sami nowatorzy. Dodało to filmowi ogromnego realizmu. O postaciach drugoplanowych dostajemy jedynie szczątkowe informacje, jak miejsce pochodzenia i jeden istotny szczegół. Każdy bohater ma coś w sobie i choć nie pełni żadnej konkretnej funkcji, wszyscy razem uzupełniają się idealnie. Ten zabieg bardzo do mnie przemawia, ponieważ w tym przypadku postaci spoza pierwszego planu spełniają swoje zadanie – ukazania młodych amerykańskich dorosłych, którzy pomimo tego, że już na starcie są skazani na porażkę, cały czas snują plany o lepszym życiu. Wszyscy żyją w komunie, dzielą ze sobą smutki i radości, nie mają nikogo, a cały swój dobytek mieszczą w dużym plecaku.

Lśniącymi punktami produkcji są pierwszoplanowi aktorzy – Sasha Lane i Shia LaBeouf. Dziewczyna, która już w debiucie pokazała, że nie trzeba mieć sztampowej urody ani szkoły, aby rozpocząć karierę aktorską. Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że ciężko jest mówić o grze aktorskiej Sashy, ponieważ ona tak naprawdę nie gra, a jedynie jest sobą, czyli wolnym, barwnym ptakiem. Podobno sama Arnold zaproponowała dziewczynie rolę, kiedy spotkała ją bawiąca się nie plaży w gronie przyjaciół. Natomiast Shia, którego znamy między innymi z głównej roli w filmie Charlie musi umrzeć czy z epizodów w Nimfomance, jest jedynym doświadczonym aktorem na planie, co bardzo wyraźnie widać. On jako jedyny gra swoją postać i wie jak to robić, aby przekonać widzów. Jego tatuaże i dredy nie są prawdziwe a jego ubrania to jedynie kostium sceniczny. Mężczyzna wciela się w rolę idealnego akwizytora, takiego, który potrafi sprzedać niemalże wszystko, opowiada historie, w które chcą wierzyć zarówno widzowie, jak i mieszkańcy amerykańskich willi na bogatych przedmieściach.

Źródło: Filmweb

Relacje między Star a Jake’iem została ukazana w dynamiczny i płomienny sposób. Ich romans jest bardzo intensywny, od pierwszej wspólnej sceny czuć napięcie, które się między nimi tworzy. Mężczyzna zamiast uczyć dziewczynę metod sprzedaży, włóczy się z nią po ukrytych miejscach, w których para może okazywać sobie uczucia, staje w jej obronie wiele razy, kiedy ich szefowa (Krystal – Riley Keough) chce ją wyrzucić za brak wyników. Star jest bardzo zakochana i oddana, bez wahania zrobiłaby by wszystko dla wybranka, co potęguje trudność tej relacji. Jake jest najlepszym z całej ekipy Krystal, co sprawia, że nie może po prostu odejść i wybrać innego życia, którego tak bardzo chciałaby dla nich Star. Emocje pomiędzy nimi zaczynają narastać od drugiej połowy filmu, zmierzają do dramatycznej kulminacji, by zostawić widza ze słodko-gorzkim zakończeniem.

Jak już wspomniałam na początku, jednym z ogromnych atutów American Honey jest ścieżka dźwiękowa, w której znajdziemy pełne spektrum muzyczne. Zaczynając od bardziej znanych kawałków jak We Found Love Rihanny, Dream Baby Dream Bruce’a Springsteen, I Kill Children Dead Kennedys, przez rapowe No Type Rae Sremmurd, Bricks Carnage, Choices (Yup) E-40, do dwóch przepięknych, nadających obrazowi głębszego kontekstu, finałowych piosenek – tytułowej American Honey Lady Antebellum i kończącej film God’s Whisper Raury i wiele innych. Powyższe piosenki nie powstawały na potrzebę filmu a w większości scen brzmią tak, jakby były specjalnie do nich pisane. Całość ścieżki tutaj.

 

Justyna Barańska

Jest miłośniczką dobrej sztuki. W teatrze zawsze siada w drugim rzędzie.

1 Komentarz

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany