Dusza dokumentalistki – o kinie Andrei Arnold

Był 2005 rok, kiedy Andrea Arnold odebrała Oscara z rąk Jeremiego Ironsa, za najlepszy film krótkometrażowy pod tytułem Wasp (Osa). Ta zaledwie 26-minutowa opowieść o matce, która samotnie wychowuje czwórkę małych dzieci, to w dużej mierze autobiograficzna historia o bezradności i samotności młodego człowieka. Dokumentalny styl: naturalne światło, kręcenie z ręki, zwrócenie uwagi na detal oraz istotna rola pejzażu, będą wyznaczać ton tej brytyjskiej reżyserki w jej kolejnych produkcjach.

Urodzona w 1961 roku, kiedy jej matka miała zaledwie szesnaście lat, najstarsza z czwórki rodzeństwa, Andrea musiała bardzo szybko się usamodzielnić. Dziewczyna kochała taniec (jego motyw będzie wielokrotnie powracał w jej twórczości) i miała talent do zmyślania historii, co przyczyniło się do rozwoju jej późniejszej kariery. Pracę w branży zaczęła od telewizji, w której spędziła dziesięć lat, z czasem, wyrobiła sobie opinię bardzo brytyjskiej reżyserki, ukazującej szarą codzienność klasy robotniczej, budząc skojarzenia z kinem Kena Loacha, połączonego z wrażliwością kobiecego oka.

 

Arnold fascynuje tematyka społeczna – codzienność klasy średniej, z której sama się wywodzi. Świat u niej to zaniedbane, często patologiczne rodziny, labirynty komunalnych wieżowców z wielkiej płyty, jak w Red Road albo Fish Tank. Jeśli życie jej bohaterów jest różowe – to jest to tylko chwilowe złudzenie, bańka, która w każdej chwili może pęknąć. Jej misją, jako twórcy, jest obnażenie kulawego sytemu opieki społecznej, czy braku empatii w drugim człowieku, a miejscami wręcz pasją – dojmujący naturalizm. Jej bohaterki są samotne, ale pomimo trudności, mają ogromną wolę przetrwania, bo wiedzą, że dorośli już dawno zawiedli i są zdane tylko na siebie. Dziewczyny są dzikie; tańczą, uwodzą, krzyczą, i nic nie jest w stanie ich powstrzymać. W przeciwieństwie do dorosłych, są sobą i to jest ich siła w świecie, który już dawno zdążył je przekreślić. Dokładnie tak dzieje się w przypadku Mii w Fish tank, która jest utalentowaną tancerką, jednak otoczenie, w którym tkwi nie pozwala jej na rozwój. Zamknięta w getcie z pastelowych wieżowców, gdzieś we Wschodnim Londynie, nie może uciec bo jest uwikłana w trójkąt, między niezainteresowaną nią matką, a jej nowym partnerem.

 

W Amercian Honey reżyserka kpi z współczesnej amerykańskiej burżuazji z przedmieść, otoczonych równo przystrzyżonym trawnikiem, w kontrze stawiając naiwną grupę nadpobudliwych nastolatków, szukających swego miejsca na ziemi. Jeśli poprzednie filmy Arnold były na wskroś brytyjskie, ten jest do szpiku amerykański. Kino drogi, powiewające na wietrze włosy, w tle utwory Bruce’a Springsteena. American Honey to jednak nie tylko ładne obrazki – to opowieść inspirowana prawdziwymi historiami ludzi – młodocianych włóczęgów, którzy sprzedając magazyny próbują zarobić na swoje utrzymanie. Grupa dzieciaków, z braku lepszych perspektyw i opieki rodzicielskiej, sama wytwarza  swój społeczny mikrokosmos.

Dusza dokumentalistki zmusiła reżyserkę do odbycia podróży przez Stany śladami nastolatków podobnych do tych z filmu. Zanim podejmie się nowego projektu rozgląda się, szuka i stara się wniknąć w codzienność społeczności, której historię próbuje przenieść na ekran. Arnold poszukuje autentyzmu i ten autentyzm z dużym skutkiem udaje jej się wytworzyć, głównie dlatego, że jej bohaterowie naprawdę gdzieś istnieją. Z tych dokumentalnych fascynacji, Andrea wybiera do swoich produkcji raczej nieznane aktorki; w American Honey debiutuje Sasha Lane, odważna i wiecznie uśmiechnięta. Jedynym szerzej znanym nazwiskiem w ów produkcji jest Shia LaBeouf, którego urokowi trudno się oprzeć (miejcie na uwadze muzyczną scenę w supermarkecie). W Fish Tank po raz pierwszy na ekranie zobaczyliśmy Katie Jarvis, której partnerował Michael Fassbender, a po Wasp kariera Natalie Press, odtwórczyni głównej roli, nabrała rozpędu.

W kinie Arnold uwodzi mnie wrażenie, że to co oglądam jest prawdą, że bohaterowie to ludzie z krwi i kości, którzy tak jak ja czują, żyją i płaczą.

American Honey w kinach od 31 marca.

Zosia Wierzcholska

Kino ją wzrusza, a pisanie o nim – porządkuje emocje. Myśli, że znajomość całej listy dialogowej z Titanica czyni ją prawdziwym filmoznawcą. W życiu, jak i w filmie, szuka prawdy, dlatego tak bardzo fascynuje ją kino dokumentalne. Kiedy nie nuci piosenek z musicali, marzy o życiu w zatłoczonym Tokio.

1 Komentarz

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany