Trzy razy wiosna: kawalerka, kwitnąca wiśnia i smoothie

Uwielbiam obserwować jak pierwsze bezchmurne dni wpływają na ludzi spotkanych na ulicy. Ich buzie sprawiają wrażenie milszych, wraz z każdym dłuższym, choć o parę minut dniem, życie staje się trochę bardziej optymistyczne. Osobiście, ze względu na alergię, drżę na myśl o prawdziwej, nieuchronnie zbliżającej się, kwitnącej bzem wiośnie. Z drugiej strony – nie mogę powstrzymać napływającej ekscytacji – wszakże zbliża się ukochane lato!

Wiosna to też moment uporania się z pokłosem sesji akademickiej i chwila oddechu, a zatem to czas na nowe, kulturalne odkrycia i inspiracje.

Jestem osobą, która potrafi słuchać jednego utworu przez kilka miesięcy, zanim się nim znudzi. Będę miała zapętloną playlistę, do czasu, aż nie nauczę się wszystkich tekstów na pamięć, aż utwory nie zaczną śnić mi się po nocach. A kiedy to w końcu nadejdzie – cierpliwie czekam, bo wydaje mi się, że odpowiednia muzyka znajduje mnie sama. Tak też się stało z zespołem Bitamina.

Tych trzech chłopaków, dotychczas, niespecjalnie afiszowało się ze swoją twórczością. Na początku marca w social mediach pojawił się ich drugi krążek pod tytułem Kawalerka. To osobisty zapis młodzieńczych doświadczeń, pierwszych miłości i potknięć – pierwszej wiosny ich młodości. Muzycznie to mieszanka eksperymentalnego hip-hopu; R’n’B z delikatnym beatem i pulsującą recytacją. Pełne humoru, ale też i tęsknoty, inteligentne teksty zapadają w pamięć. Do pokołysania się w ciepły dzień, do posłuchania w zatłoczonym tramwaju. Bitamina zaprasza na swoje 17m2.

Chyba każdy podróżnik-amator marzy o niemal mistycznym roadtripie. Najlepiej kabrioletem , z najlepszą przyjaciółką – tak jak Thelma i Louise. Ostatecznie może być też wyprawa na żywioł – w wersji hardcorowej – jak Christopher we Wszystko za życie. Najważniejsze to iść przed siebie i czekać, aż przygoda sama nas znajdzie. Moje marzenia dalekie są jednak od Route 66 – w sennych wizjach objeżdżam wzdłuż i wszerz, super-szybkim pociągiem, Japonię. Póki co, stać mnie tylko na sushi i reportaż o tym kraju, napisany przez Piotra Milewskiego. Autor poznał to państwo od podszewki, jeżdżąc autostopem. Doświadczył uprzejmości tubylców, snu pod gołym niebem i niekończącej się pory deszczowej, a jego dzienniki to zapis najdrobniejszych zjawisk i gestów, które napotkał, zwiedzając zakątki archipelagu. Ponieważ Hanami, czyli święto kwitnącej wiśni, wypada na przełomie marca i kwietnia, Dzienniki japońskie, wydały mi się naturalnym książkowym wyborem na wiosenną lekturę…

Wiosna naturalnie kojarzy się z kolorem zielonym, również w kuchni. Dieta roślinna jest mi wyjątkowo bliska, a ostatnio poszukuję prostych, bez nabiałowych rozwiązań w moim studenckim gotowaniu. W związku z tym, trochę głupio się przyznać, ale również uległam modzie na zielone smoothie, o których od dłuższego czasu wiele się mówi na fit blogach. Kto tego jeszcze nie spróbował, niech chwyta za blender! Nie ma nic prostszego, i smaczniejszego, niż wiosenny koktajl.

Garść świeżego szpinaku i trochę bazylii w liściach, dwie brzoskwinie i szklanka schłodzonej zielonej herbaty. Proste, prawda?

 

Zosia Wierzcholska

Kino ją wzrusza, a pisanie o nim – porządkuje emocje. Myśli, że znajomość całej listy dialogowej z Titanica czyni ją prawdziwym filmoznawcą. W życiu, jak i w filmie, szuka prawdy, dlatego tak bardzo fascynuje ją kino dokumentalne. Kiedy nie nuci piosenek z musicali, marzy o życiu w zatłoczonym Tokio.

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany