Hurra! Kultura! do góry nogami

Iga: Przede wszystkim – chciałabym przeprosić. Przeprosić za to, że nie jestem w stanie odpowiedzieć na tak często padające pytanie: Kiedy pojawił się pomysł na powstanie Kultury do góry nogami? Po pierwsze, nie mam bladego pojęcia, w którym momencie mojego życia zakiełkowała w mojej głowie myśl o tym, żeby stworzyć wspólnie z przyjaciółmi swoje własne miejsce w sieci. Może był to któryś z tych momentów, gdy pisałam kolejny artykuł na kolejny już portal internetowy i pragnęłam bardzo móc pisać dokładnie to, co czuję, nie to, co ktoś chce przeczytać? Po drugie, Kultura do góry nogami wcale nie była od razu… do góry nogami. Pierwotny pomysł na nazwę brzmiał: hura! Kultura. Potem pojawiały się nowe przebłyski, aż w końcu – odszukałam w historii wiadomości na Facebooku tę cenną informację! – napisałam do znajomej: Trzeba zrobić jakąś grę słowną. To musi być taka przewrotna nazwa, musi zaciekawiać. Mam jeden pomysł, naszkicowałam nawet logo – zobacz. I w ten sposób – 2. lutego 2016 roku – powstała nazwa, pod którą Wy – czytelnicy – możecie teraz odszukać nas w Internecie. Do tej pory nie mam zielonego pojęcia, dlaczego kilkoro moich znajomych zareagowało na ten pomysł z takim entuzjazmem, dlaczego nie odmówili mi współpracy i skąd zaufanie, poczucie, że ma to sens. Jestem im jednak bardzo wdzięczna za to, że wyruszli ze mną w tę podróż, która sprawiła, że ostatni rok zmienił w moim życiu właściwie wszystko.

Gdyby ktoś wmawiał Wam kiedyś, że marzenia się nie spełniają i nie warto o nie walczyć, podeślijcie mu adres naszej strony.

Justyna B.: Ja z kolei doskonale to pamiętam. Z Igą znałyśmy się już ponad pół roku, nie trudno się domyślić, spotkałyśmy się za sprawą teatru, na wakacyjnej Szkole Krytyki Teatralnej. Potem ona pisała teksty do innego portalu, na którym ja prowadziłam dział teatralny. Może wtedy pojawiła się myśl o stworzeniu własnej przestrzeni…? W tym okresie sama coraz częściej łapałam się na myśleniu o tym, że chciałabym czegoś nowego – innego, swojego… Niedługo potem dostałam od Igi zaproszenie do Łodzi, z informacją, że ma dla mnie propozycję, ale musi być rozmowa w cztery oczy. Nie myśląc zbyt wiele, kupiłam bilety i po dwóch tygodniach wysiadłam z autobusu na Dworcu Kaliskim, zastanawiając się, co ja właściwie robię w tym specyficznym mieście, z krajobrazem, którego dziwności nie potrafię opisać do dziś. Przez cały weekend rozmawiałyśmy o portalu, spacerując po ulicy Piotrkowskiej i oglądając miasto, które do dziś będzie miało w moim sercu wyjątkowe miejsce. pamiętam też z jakim przejęciem dyskutowałyśmy o wywiadach, pierwszych telefonach jakie trzeba było wykonać, wysłanych e-mailach, długich rozmowach i coraz częstszych spotkaniach  z innymi osobami, które razem z nami tworzą lub tworzyły portal. To właśnie w Łodzi rozpoczęła się największa przygoda mojego życia. Teraz, kiedy to wspominam, żałuję trochę, że już nie odwiedzam Łodzi tak często, bo jej miejsce nieuchronnie zajęła Warszawa.

Rok temu, w Wielkanoc, wszyscy z niepokojem wrzuciliśmy do sieci pierwszy wywiad i pierwsze teksty, obserwując reakcje i czekając na odzew… Pamiętam też, że Iga w ten dzień zjadła, po trzymiesięcznym poście od słodyczy, siedem kawałków sernika.

Natalia: Ja nie miałam tej przyjemności poznać się z Igą osobiście zanim zaproponowała mi współpracę. Nasza znajomość była bardzo wirtualna (chociaż nie pamiętam, czy w tamtym momencie, chociaż raz ze sobą pisałyśmy). Ogromnym szokiem była dla mnie wiadomość, którą otrzymałam jakoś na początku lutego, o całej koncepcji strony, planach, pomysłach. Przede wszystkim zaskoczyło mnie jednak pytanie, czy nie chciałabym współtworzyć Kultury do góry nogami. Zgodziłam się od razu, bo z wypiekami na twarzy czytałam tę wiadomość, od początku wiedząc, że choć trochę chcę się przyczynić do powstania strony i dzielić się z ludźmi moją pasją do kultury. No i stało się, pierwsze wywiady, pierwsze teksty, pierwsze spotkania z ekipą. Pamiętam jak na jednym z pierwszych wywiadów z panią Małgosią Zajączkowską, Iga zapytana o to, czym nagrywacie rozmowy – bez wahania odpowiedziała – komputerami. Po tych słowach, wiedziałam, że znalazłam się we właściwym miejscu i mimo tego, że nie znałam większości ekipy, miałam przeczucie, że wspólnie stworzymy coś wspaniałego. Nie myliłam się. Kulturę do góry nogami tworzą naprawdę wspaniali ludzie, wszyscy. Z niesamowitymi, kreatywnymi pomysłami, a co najważniejsze – z wielkim serduchem. To cudowne wciąż uczyć się cierpliwości, kreatywności, optymizmu, chęci do działania i tworzenia – właśnie od tych ludzi.

Magda: Dla mnie to chyba odpowiedni czas na to, żeby się do czegoś przyznać… Kiedy ponad rok temu dostałam wiadomość od Igi, przeczytałam ją bardzo pobieżnie. Była okropnie długa; wyłapałam tylko słowa portalprzyjacielechciałabym, żebyś była jego częściąnie chcę zabierać ci tematów na twojego bloga. Byłam wtedy – jak zwykle – w biegu, więc nie zastanawiając się zbyt długo o co chodzi, odpisałam: Jasne, wchodzę w to! Znałyśmy się wcześniej już dosyć długo; intuicja podpowiedziała mi, że mogę zaufać pomysłowi. I wtedy się zaczęły się nieprzespane noce, rozmowy do rana o tym, co można poprawić i udoskonalić, stres i nerwy… I po co mi było to wszystko?! Swoją drogą, do dziś Iga wypomina mi, że często nieuważnie czytam wiadomości od niej, przez co gubię gdzieś połowę sensu. Ale jak widać, czasami wychodzi to na dobre!

Adrian: Sam pomysł, w którym zawiązuje się idea kultury była tak kusząca, że sam wyszedłem z inicjatywą, by być jej częścią. Od zawsze interesował mnie kontakt z drugim człowiekiem, możliwość ukazania swojego świata – jak najdosadniejszymi słowami. A gdzie nie jest lepiej pisać jak wśród ludzi młodych, pełnych zapału i ambicji?

Kultura do góry nogami pokazała mi jak wiele poświęcam czasu kinu, filmowi, telewizji – jak wiele mam do zaoferowania. Ale – co najważniejsze – że wiedza o tym, co w kinematograficznej trawie piszczy jest przydatna i potrafi zaintrygować drugą osobę w takim samym stopniu co mnie samego.

Kultura jest przede wszystkim bardzo zorganizowaną społecznością, w której tętni młode życie pełne niepohamowanej energii, pomysłowości i chęci przedostania się ze swoją wizją świata w najróżniejsze miejsca. Kultura w dużej mierze organizuje wokół siebie ludzi oddanych i piekielnie zdolnych – dlatego poświęcenie (nie tylko czasowe), jakie zostaje w każdym naszym tekście/grafice/materiale jest wynikiem naszej wspólnej, zespołowej pracy. I to jest najważniejsze. Jesteśmy zespołem wspierających się osób, które dokładając swoją własną cegiełkę, tworzą to wszystko co kiełkuje i wzmacnia się z tygodnia na tydzień – co przynosi nam radość i satysfakcję.

Justyna P.: A ja nigdy nie postrzegałam Kultury do góry nogami jako czegoś, co mogłoby stanowić dla mnie życiowy przełom. Właściwie bardzo długo zbierałam się, by do ekipy dołączyć, od początku wiedziałam bowiem, że muszę mieć na siebie jakiś konkretny pomysł. Losy portalu śledziłam od samego początku, wiedziałam że poziom jest wysoki i niekoniecznie umiałam sobie siebie w tym wszystkim wyobrazić, nie byłam przekonana czy to, co mam od siebie do zaoferowania, będzie czymś, czego Kultura mogłaby potrzebować. Wyszłam więc z założenia, że będę pisała tylko z doskoku, kiedy przyjdzie mi do głowy jakiś ciekawy, warty rozwinięcia temat. Kiedy się to zmieniło? Sama nie wiem. Mam wrażenie, że wszystko potoczyło się bardzo szybko, a jednocześnie – bardzo naturalnie. Dziś trudno mi pojąć, że kiedyś było inaczej, a tak naprawdę od opublikowania mojego pierwszego tekstu mija dopiero (i dokładnie) siedem miesięcy. Przez te siedem miesięcy nauczyłam się przede wszystkim, że nie warto mówić: to nigdy się nie wydarzy. Podobnie jak nie warto myśleć, że coś jest niemożliwe, nieosiągalne. Choć przydarzyło się już wiele niezwykłych rzeczy, nie mogę się do nich przyzwyczaić i wciąż jestem zaskoczona, gdy dostajemy jakiś miły odzew z drugiej strony. Przyznaję szczerze, że nieraz było to źródłem mojego zawstydzenia, wzruszenia (zwłaszcza, gdy odzew nadchodził ze strony osób, którym któryś tekst był poświęcony lub które się z moimi przemyśleniami utożsamiały), a to, co dla Kultury robię, przyczyniło się – w jakiś przypadkowy, nieoczekiwany i często pośredni sposób – do spełnienia kilku moich marzeń oraz weryfikacji planów na przyszłość.

Justyna K.: Kiedy powstała Kultura, znałam się z Igą od mniej więcej roku, ale o samym pomyśle dowiedziałam się z Facebooka, kiedy dziewczyny zaczęły udostępniać gotowy już fanpage. Od razu pokochałam ten pomysł, wiedziałam, że Iga i jej energia to gwarancja sukcesu. Od razu też zamarzyłam by do Kultury dołączyć i móc dać jej coś od siebie. Z radością obserwowałam wszystko, co działo się na stronie i kombinowałam, co tu zrobić by jakoś się do niej przybliżyć. Głupio mi było zapytać o to wprost. Między wierszami próbowałam dać znak Idze, że bardzo chciałabym do nich dołączyć. Kiedy w maju Iga zaproponowała bym napisała tekst w ramach cyklu Trzy wiersze, do których powracam..., nie kryłam radości. Potem krok po kroku dostawałam propozycje kolejnych tekstów, w mojej głowie co chwila rodził się jakiś nowy pomysł, powoli zaczęłam poznawać resztę ekipy i wreszcie ta energia pochłonęła mnie całkowicie. Dzisiaj ludzie tworzący Kulturę do góry nogami to moja druga rodzina, z dumą obserwuje nasze sukcesy, kolejne teksty, podziwiam kreatywność innych redaktorów i cieszę się, że jestem częścią tego projektu. Sam portal i praca w nim to coś, co absolutnie pochłania mój czas i moje myśli, ciągle chcę więcej i więcej. Zawsze wierzyłam, że wszystko jest możliwe, a Kultura do góry nogami to kolejne potwierdzenie, że tak właśnie jest. Przebieram nogami na samą myśl o kolejnych wspaniałych ludziach, spotkaniach i spełnionych marzeniach!

Kasia: Poznałam Igę i Domę, biorąc udział w wolontariacie na Festiwalu Filmowym w Gdyni w 2015 roku. Do dziś nie mogę uwierzyć, że o mały włos nie zrezygnowałam z podróży do Gdyni, nie zakochałabym się w Festiwalu, nie poznałabym dziewczyn i ominęłaby mnie cała zabawa z Kulturą, a co za tym idzie – jeszcze więcej wspaniałych ludzi, przygód i wyzwań. Na samą myśl przechodzą mnie dreszcze! Ta sytuacja rozsądza chyba wieczny spór o to, czy światem rządzi przypadek czy przeznaczenie. Dzięki Kulturze do góry nogami już zawsze, bez cienia zawahania odpowiem – przeznaczenie. Spędziłyśmy w Gdyni świetny tydzień, podskórnie czułam, że te kiełkujące, nowe znajomości mogą zaowocować czymś więcej, nie przypuszczałam jednak, że sprawy potoczą się w ten sposób. Kiedy rozmawiałyśmy z Igą w marcu o pomyśle na Kulturę, pamiętając jak dobrze współpracowało nam się w festiwalowym Klapsie, wspominając wszystkie filmowe zachwyty, rozmowy, śmiech i łzy, wiedziałam, że to projekt, w który można iść w ciemno.

Klaudia: Moją przygodę z Kulturą do góry nogami zainicjował przypadek, nie do końca wynikający z mojej własnej inicjatywy. Nie opowiadałam o nim nikomu, ponieważ długo nie potrafiłam zrozumieć tego, co się wydarzyło. Po jedenastu miesiącach uznałam, że niniejszy wpis może być idealną okazją, by opisać całą tę sytuację.

1. kwietnia ubiegłego roku, tuż po dodaniu przez Igę primaaprilisowej grafiki stworzonej w Paincie, informującej o tym, że Kultura poszukuje grafika, jedna z moich koleżanek, korzystając z mojego prywatnego konta na Facebooku zgłosiła się (mnie), pisząc, że w pełni świadoma żartu poleca się (mnie), gdyby jednak zaszła potrzeba posiadania ilustratora. Nie minęło dużo czasu, gdy otrzymałam odpowiedź od Igi, po czym rozpoczęła się nasza wspólna wspaniała przygoda. Mimo tego, że zwykle mój wolny czas ogranicza się do nerwowego podrapania się po głowie i przejścia od jednego, do kolejnego obowiązku, zgodziłam się na współpracę bez wahania i wnikania w to, od kogo wyszła ta przełomowa wiadomość w odezwie na primaaprilisowy żart Kultury. Do tej pory tego nie wiem, ale hasło już zmieniłam.

Kajetan: Bycie wolnym atomem w życiu ma swoje plusy i minusy. Prowadząc swojego bloga, rozglądałem się za innymi inicjatywami, w które mógłbym się zaangażować. Leciały e-maile w przerwie w pracy, leciały e-maile wieczorami. I pośród tych poszukiwań natknąłem się na portal Kultura do góry nogami, myśląc, że może uda się nawiązać jakąś owocną współpracę. Miałem już pewne doświadczenia z pisaniem dla innych portal, ale bardzo szybko zrozumiałem, że Kultura jest czymś innym. Padła propozycja jednego tekstu co dwa tygodnie. I od tego się zaczęło…

Czym zatem jest Kultura do góry nogami w moim odczuciu? To wspólnota ludzi kochających sztukę w każdym jej wydaniu – teatralnie, muzycznie, filmowo, malarsko. Pisanie tutaj jest przyjemnością – nawet, jeśli często jestem ścigany za moje zapominalstwo (za co publicznie przepraszam biedna Justyno!), ekipa redakcyjna bardzo dba o to, żebyśmy po prostu chcieli pisać. Ponadto, czuję, że jestem częścią czegoś naprawdę przyszłościowego. Iga ma wizję tego, gdzie chce z Kultura dotrzeć. A mi pozostaje cieszyć się, że jestem częścią tej wizji.

Karolina: Ja najpierw poznałam stronę, a dopiero później wspaniałych ludzi ją tworzących. Na Facebooku śledzę mnóstwo portali poświęconych kulturze, więc kiedyś w propozycjach wyskoczyła mi Kultura do góry nogami. Zalajkowałam i szczerze mówiąc, zapomniałam o całej sprawie. Dopiero przy kolejnych postach, które wyświetlały się na mojej tablicy, zaczęłam czytać teksty, częściej odwiedzać stronę i przede wszystkim uważniej ją przeglądać. Przyznam, że zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Patrząc wtedy na oryginalne pomysły i wartościowe treści, nigdy w życiu nie przyszłoby mi do głowy, że cały projekt liczy dopiero niespełna pół roku. Pomyślałam sobie: Hej! Ci ludzie czują i myślą dokładnie tak, jak ja! Gdy zobaczyłam zakładkę współpraca, wiedziałam już, że prędzej czy później wyślę swoje zgłoszenie. Lekko nie było, musiałam przejść cały proces rekrutacji, ale gdy otrzymałam e-maila zwrotnego, obwieszczającego przyjęcie do redakcji, poczułam… chyba spełnienie. Później pierwszy raz spotkałam się z Igą w Łodzi, żeby obgadać szczegóły i tak stałam się pełnoprawnym członkiem cudownej ekipy. W Kulturze najlepsze jest co, że możemy pisać, o czym chcemy. Nikt nie narzuca nam tematów czy sposobu, w jaki mamy je ująć. Mamy całkowitą wolność twórczą. Ważne jest też to, o czym wcześniej wspomniał Kajetan – mam poczucie, że nasz statek dokądś zmierza, a nie tylko dryfuje na morzu, a my możemy nie tylko mieć frajdę z pisania tekstów, tylko sięgać coraz wyżej. Czuję, że dzieląc się swoimi pasjami, naprawdę możemy jakąś wpłynąć na innych ludzi – wywołać wzruszenie, estetyczną satysfakcję czy po prostu uśmiech. A jest to najlepsze uczucie na świecie!

Mila: Proces narodzin Kultury oglądałam z boku i z dozą zazdrości podziwiałam jak pomysły jej twórców wychodzą z obszarów umysłu i zaczynają przybierać realne kształty. Jak zaczynają żyć. Przyznaję, od samego początku myślałam o tym, że fantastycznie byłoby być częścią tak obiecującego projektu. W najgłębszych zakamarkach mojego zimnego jak czubek Everestu serca czułam, że tli się mały ogień… A dotyczył on właśnie Kultury i mojej chęci dołączenia do tej ekipy.

Powstawanie portalu podglądałam z dystansu, a bezpośrednią (pierwszą) styczność z Igą miałam na Nowym Świecie w Warszawie. Zaczepiła mnie i Domę na ulicy. Pogadałyśmy chwilę, opowiedziała mi co nieco o Kulturze, ale wtedy nie starczyło mi odwagi, aby wymówić zdanie typu: Wiesz, bo ja bym bardzo chciała coś u Was pisać, dałoby radę? Ale temat portalu powrócił szybciej niż mogłabym się spodziewać. Zapamiętałam Igę jako roztrzepaną blondynkę, z kolorowym plecakiem, podartych jeansach, roześmianą twarzą i dumnym, mocnym krokiem. Dumnym? Teraz już wiem dlaczego. W tych zdecydowanych krokach tkwiła siła, a pod rozwianymi blond lokami rodziły się szalone pomysły. W wiadomości na Facebooku zaproponowała, czy nie chciałabym tworzyć na Kulturze cyklu swoich felietonów, dodała, że czyta mojego bloga i że bardzo jej się podob… Tak to pamiętam. Serio? Wchodzę w to! Na kiedy pierwszy tekst? – pisałam po odczekaniu kilku minut. Iga niezwłocznie odpisała: Stara, im szybciej, tym lepiej!!!

Mój pierwszy tekst opublikowałam 21. kwietnia ubiegłego roku. Jestem słowotwórczą matką rozpoczął moją przygodę z Kulturą i od tamtej pory tekstów podpisanych moim imieniem i nazwiskiem pojawiło się na stronie dwadzieścia sześć. Myślałam, że to będzie jednorazowy felieton, taka gościnna wstawka do Kultury, a tymczasem teraz, kiedy jesteśmy już jedną nogą w kwietniu następnego roku, ja nadal tu jestem. Nadal piszę, coraz lepiej czuję się w naszej redakcyjnej rodzinie i z rozkoszą spotykam się z jej członkami w realu. To wszystko tak szybko się rozwinęło, że aż czasami strach pomyśleć, co będzie za rok. Nie mogę się doczekać i mam nadzieję, że nadal będziemy tworzyć coś wspaniałego, a Wy – czytelnicy, będziecie z nami i nieustannie będziecie udowadniać, że kultura interesuje młodych ludzi. Szczególnie ta prezentowana do góry nogami.

Zdjęcia: Basia Rochowczyk
Kulturadogorynogami

Po prostu: redakcja do góry nogami!

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany