Pocztówka ze świata: chodź, pomaluj moje mury

Bardzo lubię długie spacery bez konkretnego celu. Szczególną przyjemność sprawiają mi wiosną, kiedy świat budzi się do życia, parki zaczynają pachnieć magnolią i bzem, a stojące na zewnątrz stoliki przyulicznych barów odżywają za sprawą przechodniów. Lubię coraz dłuższe i jasne dni, w które choć na chwilę można zdjąć kurtkę i wystawić twarz do słońca.

W tym roku to wszystko przyszło do mnie szybciej. W zasadzie od kiedy przeprowadziłam się do Portugalii, pogoda była właśnie taka. I o ile na początku 15 stopni za oknem oznaczało dla mnie pełnię wiosny, tak już po paru dniach przyzwyczaiłam się do tego na tyle, że teraz taka temperatura oznacza chłodny dzień. Prawdziwa portugalska wiosna wpada do nas jeszcze nieśmiało – co kilka dni termometr wskazuje 25 stopni, a niebo pozostaje do wieczora bez chmur. Wtedy śmiało ściągam kurtkę!

Niemniej jednak, nawet te chłodniejsze dni bardzo sprzyjają moim ukochanym długim spacerom. Wspominałam już, że Lizbona nie należy do największych stolic – jej składające się z kilku dzielnic centrum da się zwiedzić pieszo. Jednak miejsca z listy must see zobaczyłyśmy z przyjaciółką praktycznie w ciągu pierwszego tygodnia. Po tym czasie poczułyśmy się w mieście na tyle pewnie, że śmiało zaczęłyśmy zwiedzać mniej uczęszczane zaułki, z dala od głównych szlaków turystycznych.

Zawsze podczas takich wypadów staram się mieć oczy dookoła głowy i uważnie obserwować otoczenie. W szczególności zwracam uwagę na wszelkiego rodzaju napisy i malowidła na murach. Pewnie nie przez wszystkich zostałyby uznane za typowy street art. Przeze mnie samą też często nie są. Zdarza się, że bardziej przypominają obskurne i nabazgrane naprędce myśli autora. Są również bardzo mądre i inspirujące. Bardzo lubię w każdych – zarówno tych brzydkich, jak i ładnych – starać się zauważyć to coś.

Z przyjemnością odkryłam – i wciąż odkrywam! – że Lizbona jest pełna kolorowych murów. Szczególnie bogata w barwne graffiti jest najstarsza dzielnica miasta – Alfama.
Można w niej znaleźć mnóstwo street artu, niekiedy bardzo imponującego i zajmującego całe ściany starych kamienic.

Kolorowe są również ściany niemal każdej stacji metra. Moją jak do tej pory ulubioną jest stacja o nazwie Laranjeiras, co po portugalsku znaczy pomarańczowy. Jej ściany zdobią kolorowe rysunki pomarańczy. Oprócz tego na podziemnych peronach można znaleźć mapy, kolorowe kolaże, ludzkie postaci czy pozornie niedbałe bazgroły, niby wyciągnięte żywcem ze szkolnego zeszytu.

Ciekawym graffiti jest też seria Have you seen this man/this woman. Znajduje się ona głównie na ścianach dzielnicy Bairro Alto, Baixa i Chiado. Na różnych ulicach namalowane są portrety z powyższym pytaniem. Jednym z moich planów jest znaleźć i sfotografować je wszystkie!

Zapraszam Was dzisiaj na krótki spacer po Lizbonie śladami street artu. Dacie się namówić?

stacja metra Laranjeiras
Napis napotkany w pobliżu Laranjeiras: „Anna jest rasistką i nie lubi chińczyków, którzy chodzą w kroksach”

„Nie brakuje miłości – brakuje kochania”

Magda Futyma

Trochę przeraża ją bezczynność. Autostopowiczka, fanka gór i długich poranków.

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany