Gdy zniknie z gazet szpalt twój ostatni rym… – czytamy Osiecką

Skleroza jeszcze nie gniecie,

chłodek nas jeszcze nie trzęsie.

Zapisać to znaczy przecie –

pozostać w pewnym sensie.


Czytamy wiersze Osieckiej nie tylko od święta. Towarzyszą nam nieustannie w naszych podróżach, odkryciach i poszukiwaniach. Dają nadzieję i motywują do działania. Chcemy opowiedzieć Wam o tych, które są nam szczególnie bliskie.

Justyna PotasiakTa nadzieja…

Myślę, że w tym co teraz napiszę nie będę osamotniona. Moja miłość do poezji narodziła się z potrzeby odnalezienia swoich uczuć, w czyichś słowach – znacznie ładniejszych i bardziej uporządkowanych niż te, które kotłowały się wówczas w mojej młodocianej głowie. Do dziś mam tak, że najbardziej ujmują mnie te wiersze, których przekaz emocjonalny jest mi bliski, lecz i to nie stanowi z pewnością żadnego wyjątku. Do wiersza Ta nadzieja… Osieckiej wracam od lat, z roku na rok coraz chętniej. Myślę o nim za każdym razem, gdy jestem zmęczona sobą, swoją chęcią do ciągłego działania, marzenia, realizowania, ryzykowania, gdy myślę sobie, że dobrze byłoby umieć nie śnić snów, nie wróżyć wróżb. Zawsze, gdy tęsknię do rozsądku, rozwagi, uporządkowania, normalności, do porzucenia choć na chwilę głowy pełnej marzeń i wspomnień – czytam, zastanawiam się i przypominam sobie, że te emocje, które mi towarzyszą, te nadzieje, których wciąż wyglądam, to jest przecież właśnie moja zwyczajna rzecz. 


 

Justyna KowalskaUcisz serce/Kołysanka dla Jaszy

Ze wszystkich tekstów Agnieszki Osieckiej ciężko jest wybrać jeden, ten najważniejszy, najbliższy sercu i ukochany. Agnieszka zawsze trafia w samo sedno i w zależności od pogody ducha, stanu emocjonalnego czy zakrętu życiowego, umiem znaleźć coś od niej dla siebie, co będzie najlepszym drogowskazem i ratunkiem. Kiedy więc na potrzeby tego tekstu, stanęłam przed wyborem jednego tylko wiersza, od razu przyszedł mi do głowy właśnie ten. 6 lat temu na ustnej maturze z języka polskiego, opowiadałam o Kołysance dla Jaszy, pamiętam zaskoczenie polonistek wyborem niepopularnego tekstu i swoje zdziwienie tym, jak można tego nie znać. Nie wiem, czy to ten tekst, czy wspaniała interpretacja Anny Szałapak, ale Ucisz Serce zawsze ucisza moje serce i wzrusza do łez. Za te emocje, które rodzą się we mnie, gdy czytam lub słucham tego tekstu, kocham Osiecką najmocniej.


 

Natalia RieskeWielka woda

Jest to dla mnie utwór szczególnie ważny, nie tylko pod względem literackim, ale i muzycznym. Nie tylko istotny w dniu dzisiejszym, kiedy mam 20 lat, ale istotny od zawsze, również wtedy, kiedy byłam małą dziewczynką i kończyłam lat 6. W 2002 roku, dostałam od rodziców moją pierwszą pytę CD. Była to płyta z utworami muzycznymi do wierszy Agnieszki Osieckiej. Sześć oceanów – ocean burz. Pokochałam te wszystkie wiersze i piosenki od pierwszego przesłuchania, mimo to, w tamtym momencie nie miałam pojęcia, o czym śpiewają artyści i jak piękne słowa wypowiadają. Od zawsze ten ocean kojarzy mi się ze słowami: I tylko taką mnie ścieżką poprowadź, gdzie śmieją się śmiechy w ciemności, i gdzie muzyka gra, muzyka gra. Słowa refrenu są do dzisiejszego dnia myślą, która prowadzi mnie przez życie. Są dni, w których mam dość własnego towarzystwa, lubię wtedy wyjść z mieszkania, nie mając pojęcia dokąd dojdę, po prostu się powłóczyć. Najlepiej, by w słuchawkach wybrzmiewały te piękne słowa śpiewane przez Marylę Rodowicz. W takie dni zazwyczaj myślę o wszystkich moich potknięciach, o tym jak się cieszę, gdy je popełniam, śpiewając: Nie daj mi Boże, broń Boże skosztować, tak zwanej życiowej mądrości, dopóki życie trwa, póki życie trwa. Z roku na rok ten wiersz staje się coraz bliższy memu sercu.


 

Monika BabińskaTramwajowi ludzie

Gdy myślę o Agnieszce Osieckiej, moja głowa pęka w szwach od słów, którymi chciałabym ją opisać. Wszystkie jednak i tak wydają się być zbyt błahe i niewielkie w porównaniu z jej wielką osobą. Dziękuję losowi za to, że wyrzucił mnie z ostrego zakrętu wprost na drogę do jej twórczości, w której szczególnie fascynuje mnie ta wnikliwość i niezwykła wrażliwość, z jaką obserwowała świat. Nieśmiało pozwalam sobie wyobrazić, jak wsiada do pierwszego porannego tramwaju po całonocnej włóczędze i ze szczerego wejrzenia na otoczenie, w jej głowie układają się wersy, tak mnie ujmujących, i ponadczasowych Tramwajowych ludzi. Czy Agnieszka, jak ja, gdy wracam tramwajem numer 0L do mieszkania o 04:34, widziała wówczas tak samo zmęczonych, smutnych ludzi, nierzadko przepitych, na gapę jadących? Patrzę na nich sennym wzrokiem i myślę o tym wierszu; myślę o tych, którzy gorzko wyglądają za okno, bo przecież ranek ma gorzki smak i o tych, którzy nerwowo sprawdzają godzinę – zabieganych, spóźnionych, walczących o każdą minutę, strzepujących resztki snu z powiek. Refleksyjnie myślę też o sobie – wracam zwykle tym tramwajem prosto z dworca, całą noc jechałam z Warszawy, głowę mam pełną tego, co zobaczyłam w teatrze, a teraz, o 04:34, jestem z tymi wszystkimi ludźmi, których poddałam wcześniej jakiemuś wewnętrznemu rentgenowi – ja – wiecznie w drodze, z burzą niesfornych włosów, z kapeluszem na kolanach i drżącym sercem. My – tramwajowi ludzie – ci, którzy: wytrwali jak sosny i klony, stłoczeni wędrujemy do nieba.


 

Iga HerłazińskaJa z podróży

To wiersz o mnie – pomyślałam, znajdując w tomiku Ja z podróży, podczas którejś z kolejnych moich wędrówek od teatru do teatru. I choć z wierszami Osieckiej mam tak bardzo często (to o mnie, skąd ona to wie?, jakim cudem czujemy tak samo?), to właśnie ten wiersz traktuję wyjątkowo, to z nim szczególnie się utożsamiam. Lubię te utwory Osieckiej, w których oprócz jej wrażliwości i kruchości, na pierwszy plan wysuwa się myśl, że warto. Warto – jakkolwiek banalnie to brzmi – żyć, odkrywać, marzyć, planować, podróżować. I choć nie o samym podróżowaniu (a przynajmniej nie w dosłownym sensie) jest wiersz Ja z podróży, myślę o nim z czułością, wspominając wszystkie moje wędrówki, podczas których próbowałam odszukać w tłumie samą siebie. A taka we mnie jeszcze siła, że dźwignę skałę z białych gór. (…) A tyle jeszcze mam dla świata, pożarów tyle w sercu mam. Czytając ten wiersz, widzę poetkę na peronie w Sopocie, czekającą na pociąg, jadącą w dalszą podróż (może na Mazury? albo do Warszawy?), myślącą o tym, że przed nią jeszcze wiele dróg do przejścia. I ja nucę czasem (piosenkę odkryłam długi czas po odkryciu wiersza) te słowa, zaczynając nowy etap w życiu albo – po prostu – zastanawiając się, kto powie, gdzie mój będzie dom.

Kulturadogorynogami

Po prostu: redakcja do góry nogami!

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany