Co to za świat? – o filmie „Pokot” Agnieszki Holland

Natalia: Długo przed tym nim dowiedziałam się, że najnowszy film Agnieszki Holland (mający premierę 24 lutego bieżącego roku), Pokot, otrzymał na festiwalu w Berlinie nagrodę Srebrnego Niedźwiedzia, wiedziałam, że to ekranizacja, na którą muszę się wybrać jak najszybciej, że nie mogę czekać tak, jak w przypadku innych, aż pojawią się w legalnych źródłach w Internecie. Muszę iść do kina. Nie miałam chyba zbyt wielkich oczekiwań względem tego filmu, bałam się jedynie drastycznych scen, na które nie będę mogła patrzeć. Nim się rozpiszemy o samej fabule, grze aktorskiej, zdjęciach, muzyce, chciałam napisać, że osobiście jestem bardzo wdzięczna za ten film. Będąc w piątek na seansie, od pierwszych minut miałam poczucie, że oglądam bardzo ważny film w polskiej kinematografii.

Iga: Przyznam szczerze, że o nowym filmie Holland usłyszałam stosunkowo późno. Nie miałam też takiej myśli, że to film, który koniecznie muszę jak najszybciej zobaczyć. Dopiero kiedy zobaczyłam jego plakat i zwiastun z pięknymi zdjęciami, pomyślałam, że to jest to, że kupienie biletu do kina to obowiązek. Również obawiałam się trochę mocnych scen, nie lubię w kinie przemocy, źle reaguję na cierpienie zwierząt. Teraz, po seansie, mogę jednak z ręką na sercu powiedzieć, że film nie rozczarował mnie na żadnej płaszczyźnie. Zakochałam się w zdjęciach autorstwa Jolanty Dylewskiej, naprawdę. Dawno nie widziałam tak pięknego wizualnie filmu, tak cudownie pokazanej różnorodności pór roku i przyrody. Oglądając Pokot, miałam ciągle w głowie myśl: Muszę pojechać znowu do Kotliny Kłodzkiej!

Justyna P.: Kotlina Kłodzka i generalnie cały rejon Dolnego Śląska to miejsca mojego dzieciństwa. Niemalże rokrocznie odwiedzaliśmy je z rodzicami, dlatego umiejscowienie akcji filmu właśnie na tym obszarze, to dla mnie duża wartość. Niemniej jednak film ten ujął mnie głównie ze względu na tematykę – nie ma co ukrywać, współistnienie ludzi i zwierząt to coś, co zaprząta moje myśli i emocje od dawna. Ten rodzaj wrażliwości i świadomości, jest mi bardzo bliski. Cieszę się, że doczekałam dnia, gdy w polskim kinie tak wyraźnie wybrzmiała ekopoetyka i że tematem tym zajęła się właśnie Agnieszka Holland, której sposób pracy bardzo podziwiam i której po prostu ufam jako widz, zawsze z ciekawością wypatrując tego, co ma do powiedzenia. Nie spodziewałam i nie bałam się tutaj przemocy, bardziej obawiałam się bolesnej prawdy i ten lęk się sprawdził. Wyszłam z kina autentycznie przestraszona tym, co zobaczyłam. Przestraszona, ale oczywiście również zachwycona, szczególnie tym pięknym zazębianiem się pozornie dwóch światów, tworzących tak naprawdę jeden, absolutnie spójny świat oraz niezwykłą kreacją aktorską Agnieszki Mandat, wcielającej się w postać głównej bohaterki – Janiny Duszejko. Swoją drogą, po genialnej roli w serii Nad Rozlewiskiem, cieszę się z jej powrotu na ekran, tym razem w znacznie większym niż serialowy wymiarze.

Iga: O tak, Agnieszka Mandat nie bez powodu okrzyknięta została po tym filmie polską Meryl Streep. Podobna nie tylko z wyglądu, ale także z wrażliwości. Idealnie pasowała mi do postaci Duszejko, wierzyłam bezgranicznie w jej dobroć, potrafiłam zrozumieć jej postępowanie. Mandat w ogóle kojarzy mi się głównie z samymi pozytywnymi rolami, ma w sobie ten rodzaj ciepła, który potrafi dotknąć widza nawet wtedy, gdy barierą jest ekran, szklana ściana. Cieszę się, że Holland właśnie ją obsadziła w roli Duszejko. Nawiasem, gratulacje należą się Oldze Tokarczuk. Za stworzenie takiej bohaterki jak Janina – trochę dziwnej, interesującej się astrologią, kochającej zwierzęta i przyrodę, wierzącej w to, że człowiek jest w stanie zniwelować zło. Chciałabym wymienić tutaj swoje ulubione sceny, ale przez moją głowę przelatują teraz dziesiątki kadrów z filmu, nie potrafię wybrać jednego… Chociaż muszę się przyznać, że ciągle mam przed oczami scenę, w której Duszejko kładzie głowę na umierającym dziku, płacze… Zamarło mi wtedy serce.

Kadr z filmu

Natalia: Jeszcze powracając na chwilę do zdjęć.  Zazwyczaj nie poświęcam im zbyt dużej uwagi, bo po prostu się na  tym nie znam. Jedyny film, który zachwycił mnie pod względem wizualności była Medea Larsa von Triera.
Już w pierwszych minutach filmu powiedziałam do Igi: Popatrz, jakie przepiękne zdjęcia. Naprawdę, od samego początku można się zakochać w tym przepięknym obrazie. Poza głównym tematem filmu, który faktycznie – bardzo mną poruszył, znaczny wpływ na całokształt mojej oceny miała muzyka Antoniego Łazarkiewicza. Jedna z ostatnich scen, mająca miejsce w kościele – dziecięcy chór śpiewający piosenkę zespoły Republika Moja krew – sprawiła, że emocje były na skraju eksplozji. W tamtej chwili, przez całe moje ciało przechodziły dreszcze, to była dla mnie jedna z mocniejszych scen. Jak już jestem przy wyliczaniu tego, co szczególnie zapadło w mojej pamięci, to postać księdza, granego przez Marcina Bosaka. Jeden z tych, który życie zwierząt ma totalnie za nic, sam zresztą jest zapalonym myśliwym. Nawet nie jestem w stanie Wam teraz opisać jak podczas trwania filmu byłam zła na tę postać.

Justyna P.: Moją złość wzbudzał ksiądz, ale również funkcjonariusze policji, którzy wprost wyśmiewali Duszejko, ignorując jej przekonania, które zwracały uwagę na pewien dość istotny problem, przez wielu ignorowany. Z drugiej zaś strony – ile w tym było prawdy, odważnej i bolesnej. Z ust tych bohaterów padło tyle oklepanych wręcz zdań, opinii, przekonań – z jednej strony okropnych, ale przecież dokładnie takich, jakie słyszę na co dzień z ust naprawdę wielu ludzi. Cieszę się zatem, że Agnieszka Holland zdecydowała się sięgnąć właśnie po ten tekst, zwłaszcza że dyskusja, którą on wywołał przybiera zupełnie inny ton niż zwykle. Przez genialną pracę, którą wykonała nad swoją postacią Agnieszka Mandat, mamy osobę, która jest w dwustu procentach zaangażowana w troskę o losy zwierząt, przez co można mieć tu pewne poczucie przerysowania. Z drugiej zaś strony uwypuklone zostało tu to, co jest ważne – ogromna wrażliwość, spostrzegawczość, czujność. Tu uwaga widza została zwrócona na coś zupełnie innego. W postaci Duszejko nie tylko ważne jest to, jaki styl życia prowadzi, ale jak troska o los braci mniejszych, wpływa na to, jakim jest człowiekiem.

Iga: Aż tam biegnie sarna, sarna, towarzyszu mój. Puszczaj charty ze smyczą, niechaj sarnę uchwycą, towarzyszu mój. Nigdy nie potrafiłam i nie potrafię zrozumieć satysfakcji z zabijania zwierząt dla zabawy. Co człowiek chce przez to udowodnić? Swoją siłę? Czy raczej słabość, pragnienie bycia panem i władcą całej Ziemi? Właśnie takie pytania Holland stawia przed widzami. Odpowiedzi każdy musi udzielić sobie sam. Myślę jednak, że po tym filmie będą one jednoznaczne.

Justyna P.: Niestety nie zgodzę się z tą jednoznacznością, a przynajmniej nie do końca. Po wyjściu z kina zajrzałam do kilku losowo wybranych recenzji i wtedy zrozumiałam, że zakończenie filmu dla wielu może być niejasne i absurdalne. Nie chcę zdradzać jego szczegółów, ale dla mnie od początku oczywiste było, że jest ono prowokowaniem do dyskusji, niestety – czego nie potrafię pojąć – często zmierzających w kierunku dostrzegania tam przychylności dla hasła oko za oko, ząb za ząb. Warto jednak spojrzeć na tę końcową scenę inaczej. W końcu, gdy w grę wchodzi zabójstwo zwierząt, które w filmie było ignorowane przez wielu ludzi, a sprawcy tej zbrodni byli bezkarni, czy równie mocno potrafiliśmy się temu sprzeciwić? Czy z taką samą pewnością ich potępialiśmy, domagając się kary adekwatnej do popełnionego czynu? Z takimi pytaniami zostałam ja jako widz i myślę, że właśnie o to chodzi, by pozostać z czymś do przemyślenia, nie doszukując się na siłę gotowych odpowiedzi.

Kulturadogorynogami

Po prostu: redakcja do góry nogami!

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany