Taki czas na średnich ludzi – wspomnienia związane z „Białą bluzką”

K. Janda i M. Umer po premierze „Białej bluzki” w 1987r.; źródło: oficjalna strona aktorki

Iga Herłazińska: Na Białą bluzkę natrafiłam zupełnym przypadkiem. Zbliżał się Dzień Teatru, szukałam spektaklu, na który mogłabym wybrać się z tej okazji. Z racji, że był to początek mojej fascynacji Krystyną Jandą, sprawdzałam repertuar jej teatrów. Gdy zobaczyłam przy jej nazwisku nazwisko Osieckiej i Umer, wiedziałam, że muszę zobaczyć tę sztukę. Przyjechałam, zobaczyłam i zwariowałam na jej punkcie, na punkcie tej wzruszającej opowieści o nieprzystosowanej do życia dziewczyny. Dzisiaj – dwa lata po moim pierwszym zetknięciu z Elżbietą/Krystyną – mam na koncie sześciokrotnie obejrzany spektakl i kilkanaście razy przeczytane opowiadanie. I kilku bliskich ludzi, których, gdyby nie Biała bluzka, prawdopodobnie nigdy bym nie spotkała. A jak wyglądało to u Was?

Justyna Kowalska: Pierwszy raz Białą bluzkę obejrzałam w Łodzi. Maria Seweryn dała mi znak, że grają i są jeszcze wolne miejsca. Decyzja mogła być jedna – idę. Ucieszyłam się bardzo, bo od dawna próbowałam dotrzeć na ten spektakl do Warszawy. Od tego czasu widziałam go kilkanaście razy, stał się jednym z najważniejszych spektakli z moim życiu. Pamiętam, że kiedy wyszłam z pierwszej warszawskiej Białej bluzki z moją przyjaciółką, która wtedy ten spektakl oglądała po raz pierwszy, szłyśmy Grójecką w absolutnej ciszy, co nigdy wcześniej, ani nigdy później, po wyjściu z teatru nam się nie zdarzyło. Obie dobrze wiedziałyśmy, że słowa są zbędne, a ta cisza to najlepszy komentarz do tego, co zobaczyłyśmy na scenie.

Justyna Potasiak: Ja natomiast przez lata lubiłam zatracać się w utworach Osieckiej. Jako nastolatka otulałam się jej słowami, pochodzącymi z wierszy lub tekstów piosenek, traktując je jak własne myśli. Biała bluzka to utwór, po który sięgnęłam jednak stosunkowo niedawno, bo dwa lata temu, zabierając się za jego czytanie kilkukrotnie. Cały czas coś mi w nim nie pasowało, nie umiałam się w nim odnaleźć, pojąć tej konstrukcji -zasiadałam do czytania i po kilkunastu stronach odkładałam na półkę. Właściwie mam wrażenie, że pierwszy raz zrozumiałam ten tekst dopiero wtedy, gdy usłyszałam go z ust Krystyny Jandy. Przyznaję, że dopiero dzięki jej emocjom, zrozumiałam jakie ten tekst potrafi obudzić emocje we mnie i dziś nie potrafię czytać Białej bluzki inaczej, niż głosem Jandy.

Natalia Rieske: Ja po raz pierwszy Białą bluzkę obejrzałam naprawdę niedawno, bo w listopadzie zeszłego roku, i to właśnie dzięki Tobie Iga.  Pamiętam, że kiedy byłyśmy na Festiwalu Filmowym w Gdyni usłyszałam od Ciebie słowa: to spektakl, którego nie możesz nie zobaczyć. I miałaś rację. Mówiłam Wam pewnie już o tym niejednokrotnie, ale zazwyczaj trzymam się takiej zasady (pewnie niesłusznej), że nie chodzę na dane przedstawienie więcej niż raz. W przypadku Białej bluzki jest to niemożliwe, mogłabym pójść jeszcze dziesięć razy, tylko i wyłącznie po to, żeby przez dwie minuty móc usłyszeć po raz kolejny Orszaki dworaki. Z całą pewnością to jeden ze spektakli mojego życia, który jak żaden inny wywołuje we mnie skrajne emocje.

JP: Faktycznie, jest to spektakl, który funkcjonuje w świadomości wielu ludzi jako taki, który koniecznie trzeba obejrzeć. Ja również obejrzałam Białą bluzkę bardzo późno i nie zliczę ile osób mnie do tego namawiało oraz ile później mówiło, że to wspaniale, że jadę, że oni również kiedyś widzieli i chętnie obejrzeliby ponownie. Bardzo wiele jest w moim życiu spektakli, na które nie zdążyłam pojechać, których nie zdążyłam obejrzeć i ta ulotność teatru jest czymś, co mnie z jednej strony zachwyca, z drugiej – niezwykle martwi. Cieszę się, że choć Biała bluzka wiele przeszła, na przestrzeni lat się zmieniła i wspomina ją już kolejne pokolenie Polaków, ja również będę miała swoje osobiste doświadczenie z nią związane – choć z pewnością będą one różne od tych, które mają widzowie, oglądający spektakl 30 lat temu.

JK: W 2015 roku Krystyna Janda postanowiła zrobić pożegnanie z tytułem i nie zagrać więcej Białej bluzki na scenie Och-Teatru, pamiętam te łzy i to uczucie, kiedy ostatni raz słyszałam dźwięki ulubionej  Wariatki czy Co to za czas. Trudne to było pożegnanie. Kiedy w listopadzie 2016 roku spektakl miał wrócić na scenę, ucieszyłam się, ale i wystraszyłam. Tego powrotu i tego, jakie to będą emocje. Po tych 100 minutach okazało się, że nigdy wcześniej nie przyszło mi obejrzeć takiej Białej bluzki, była absolutnie wyjątkowa. Krystyna Jasna przeszła samą siebie. Ten konkretny spektakl zostanie w pamięci na długo.

11.11.2016r., „Biała bluzka”, fot. Kasia Chmura-Cegiełkowska

IH: Dokładnie. To był 11 listopada, Biała bluzka wracała po roku na scenę, zabrałam na ten spektakl Mamę, więc byłam podwójnie zdenerwowana: czy jej się spodoba i jak ta Biała bluzka wybrzmiał akurat w ten dzień. Wybrzmiała pięknie. Miałam wrażenie,  że wszyscy – widzowie, aktorka – mieli wtedy świadomość, że biorą udział w czymś ważnym, że napisany kilkadziesiąt lat temu tekst nagle stał się szalenie aktualny. Nie mogę się nadziwić fenomenowi Agnieszki Osieckiej – jaki trzeba mieć talent, żeby pisać teksty, które trafią do milionów serc, nawet jeszcze długi czas po śmierci autorki?

NR: Cieszę się, że oglądając pierwszy raz ten spektakl, natrafiłam na bardzo dobry dzień – i Krystyny Jandy, i widzów, z którymi od pierwszej do ostatniej minuty się solidaryzowałam. Pamiętam, kiedy przy utworze Jeżeli miłość jest, kobieta za mną zaczęła płakać, to było niesamowite uczucie, kiedy wiedziałam, że nie jestem jedyną, której emocje są już na skraju wytrzymania. I chwila, w której wszyscy jednocześnie wstają, żeby ogromnymi brawami podziękować Pani Krystynie za ten wspaniały występ, nie pamiętam, żeby wcześniej między mną a innymi zgromadzonymi wytworzyła się aż taka wspólnota.

IH: Wspomniałam na początku, że dzięki Białej bluzce poznałam wielu ludzi i to jest prawda. Na pierwszym spektaklu podobno (bo tego nie pamiętam) uderzyłam łokciem Domę. Odnalazłyśmy się potem w mediach społecznościowych, co zabawne, po hashtagu #białabluzka, #krystynajanda. Brzmi to może irracjonalnie, ale mnie do dziś zachwycają historie takich znajomości. Z Tobą, Justyna, też przecież poznałam się dzięki temu spektaklowi, bo tak naprawdę właśnie od Białej bluzki zaczęły się moje wędrówki do Och-Teatru i Teatru Polonia. Bawi mnie po dziś dzień, gdy ktoś zaczepia mnie w teatrze i wita słowami: My się znamy z Białej bluzki! Ale ten fenomen wspólnoty trwa od lat – przecież po pierwszej premierze spektaklu za Krystyną Jandą jeździły tłumy dziewczyn, które nieustannie potrzebowały słuchać opowieści o buntującej się przeciwko wszelkim zasadom młodej kobiecie.

JP: Właściwie dopiero sobie to uświadomiłam, ale Biała bluzka to faktycznie jedyny w moim życiu spektakl, który – gdybym mogła – pokazałabym wielu ludziom, zwłaszcza kobietom. Chętnie zresztą o nim opowiadam, niezwykle często mając ochotę zacytować to lub tamto zdanie w codziennych rozmowach. Otwierając książkę Osieckiej na losowej stronie, zawsze trafiam na jakieś zdanie, które sprawia, że się uśmiecham, jak na przykład teraz, gdy czytam: Czy ty myślisz, że ja nie rozumiem, co tu jest grane? Że wisi ci na wargach cudne słówko „nieprzystosowana”? A do kogóż ja ma być przystosowana? Do ciebie, do pana Józka, do jego oszalałej ze strachu matki? Do przepisów z piekła rodem? Czy ja po to zeszłam z drzewa, żeby grać w komórki do wynajęcia? Żeby się mieścić w jakimś Stąd-Dotąd? A może ja nie mam zbyt wiele czasu, może ja muszę się liczyć ze stratami?
Osiecka – zresztą nie pierwszy raz – pisząc o sobie, napisała tak naprawdę o wielu tysiącach innych ludzi, którzy także noszą w sobie Elżbietę; ukazała dwa wymiary jednego świata, krzycząc z samotności, z wyobcowania, z potrzeby nonkonformizmu.

IH: To chyba mój ulubiony cytat z tego opowiadania. Znam go na pamięć, często powtarzam sobie w myślach. Chociaż wydanie Białej bluzki, które zajmuje na mojej półce honorowe miejsce, całe jest pokreślone, tyle jest pięknych cytatów w tekście Osieckiej. Lubię robić sobie na śniadanie małe Boże Narodzenie. W moim przypadku to małe Boże Narodzenie to właśnie lektura Białej bluzki.

Kulturadogorynogami

Po prostu: redakcja do góry nogami!

1 Komentarz

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany