Przyśpieszony kurs historii i patriotyzmu: „Człowiek z marmuru” kończy 40 lat

Choć pracę nad Człowiekiem z marmuru Wajda rozpoczął w 1976 roku, pomysł na film kiełkował w jego głowie już kilkanaście lat wcześniej. Wraz z Jerzym Bossakiem reżyser namówił Aleksandra Ścibora-Rylskiego do napisania scenariusza o przodowniku pracy z czasów stalinowskich. Ścibor-Rylski, który w latach 50. zajmował się pisaniem m.in. książek z cyklu Biblioteka Przodowników Pracy, posiadał dużą wiedzę na ten temat, wykreował postać murarza Birkuta i reżysera Burskiego, który namawiał młodego chłopaka do nakręcenia pokazowego rekordu w szybkości ustawiania cegieł. Postać Agnieszki – młodej dyplomantki reżyserii w szkole filmowej – pojawiła się w scenariuszu na skutet sugestii Wajdy, inspiracją była zaś dla niego Agnieszka Osiecka. Scenariusz, który był gotowy już w roku 1963, został nawet wydrukowany w warszawskiej Kulturze, jednak na filmową realizację musiał poczekać kilkanaście lat. Poruszany temat, nawiązujący do rozrachunku z komunizmem, uważany był bowiem za niecenzuralny.

Gdy 25 lutego 1977 roku (a więc dokładnie 40 lat temu) film wszedł wreszcie na ekrany, w kinach nie podawano nawet jego tytułu. Widzowie wiedzieli jednak, że termin seans zamknięty odnosi się właśnie do Człowieka z marmuru. Kolejki pod kinami wciąż rosły, bo każdy pragnął na własne oczy zobaczyć historię Birkuta. Polacy żyli tym filmem, do tego stopnia, że gdy pominięto go podczas IV Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdańsku, dziennikarze wręczyli Wajdzie swoją własną nagrodę. Była to cegła z pobliskiej budowy, przewiązana wstążką, na której widniał skromny napis: Andrzejowi Wajdzie – dziennikarze. Wszyscy mieli bowiem świadomość jak ważny i wielki powstał film. Nawet sam Krzysztof Zanussi, który otrzymał na tamtejszym festiwalu Grand Prix za Barwy ochronne, odmówił przyjęcia nagrody, solidaryzując się z Wajdą.

Moje pierwsze skojarzenie z Człowiekiem z marmuru to aktorski duet Janda – Radziwiłowicz. Człowiek z marmuru był filmowym debiutem Krystyny Jandy. Z tym debiutem wiąże się zresztą wiele anegdot, które aktorka wielokrotnie przytacza w wywiadach. W kjpierwotnym scenariuszu Agnieszka pojawiała się na ekranie w epizodycznej roli. Film tworzył się jednak tak naprawdę na gorąco, już w czasie kręcenia scen. Janda grała buńczucznie, drapieżnie, z wykorzystaniem całej swojej młodzieńczej energii. Wajda zachwycił się stylem jej gry, bronił go nawet wtedy, gdy ona sama przestała w niego wierzyć. Aktorka zaznacza, że dużą rolę odegrał w kreowaniu tej postaci strój. Dżinsy, koszula, szalik, paczka papierosów wystająca z kieszeni zobowiązywały do luźnego stylu bycia. W jednym z wywiadów Janda przyznała, że udział w Człowieku z marmuru był dla niej przyśpieszonym kursem historii Polski i patriotyzmu. Młoda aktorka zgodziła się wziąć udział w projekcie ze względu na nazwisko reżysera, a możliwość pracy z ludźmi, których spotkała na planie była dla niej największą nagrodą. Jak sama przyznaje, nie była wtedy świadoma w jak ważnym filmie zagrała. Liczyło się tu i teraz. Dopiero po zdjęciach, gdy Wajda zmuszony był walczyć o swój film, gdy na premierze pojawiły się tłumy, a Kuroń witał aktorkę słowami jesteś w encyklopedii, młoda Janda zrozumiała, że owocem niezwykłych spotkań był równie niezwykły film. Popremierowy czas nie był jednak łatwy dla debiutującej aktorki. Postać Agnieszki wywołała prawdziwą burzę, recenzenci nie szczędzili słów krytyki, Jandę nazywano dziwadłem, nie zgadzano się na styl gry aktorskiej, jaki zaproponowała. Miała jednak oparcie w reżyserze, który nieustannie powtarzał, że Janda wniosła na ekrany świeżość, coś zupełnie innego od tego, co proponowały dotychczas aktorki.

Kto Człowieka z marmuru oglądał w życiu chociaż raz, ten na pewno ma w głowie scenę, rozgrywającą się na korytarzu w siedzibie Telewizji Polskiej, znajdującej się przy ulicy Woronicza. W tej słynnej scenie Agnieszka próbuje ustalić szczegóły swojego filmu o Birkucie z redaktorem TV (Bogusław Sobczuk). Ten powątpiewa jednak w sukces pomysłu młodej studentki, sugerując, że wybrany przez nią temat nie nadaje się do telewizji, że to są lata 50., tego jeszcze nie było na ekranie, to są zastrzeżone materiały, które nie poszły dziś, nie pójdą nigdy. Choć cała scena trwa zaledwie dwie minuty, z łatwością zapada w pamięci widza. Dynamiczna postać Agnieszki skontrastowana z chłodem redaktora tworzy interesujący obraz, który idealnie wpisuje się w surowy wygląd telewizyjnego korytarza. Sceny zapadające w pamięć można zresztą mnożyć i mnożyć. Agnieszka siadająca okrakiem, z kamerą na ramieniu na rzeźbie Birkuta, Agnieszka wykonująca jednoznaczny gest w kierunku gmachu telewizji, Agnieszka rozmawiająca z ojcem-kolejarzem (Zdzisław Kozień). Ta rozmowa z ojcem jest zresztą metaforą historii powstawania Człowieka z marmuru. Ojciec Agnieszki, prosty człowiek, dziwi się, że zrealizowany przez nią film – jak przekonuje córka: uczciwy i niezakłamany – może nigdy nie ujrzeć światła dziennego. Dali ci robić, a teraz nie chcą? Pieniądze wyrzucili, a teraz nie chcą? Nie rozumiem. Dają, a nie wiedzą na co? Jednocześnie ojciec przekonuje Agnieszkę, że nie film jest w tej historii najważniejszy, ale drugi człowiek. Że nawet jeśli film nigdy nie zostanie skończony, historię Birkuta można przekazywać sobie z ust do ust.

007d500de7114b67abdcc6364cca275a

Człowiek z marmuru to dwie splatające się ze sobą historie, toczące się w dwóch płaszczyznach. Fabuła rozpięta jest pomiędzy rokiem 1952 (obraz Birkuta – przodownika pracy – zdejmowany z głównego placu Nowej Huty) a 1976 (wspominiana już scena z korytarza telewizji). Punktem kulminacyjnym opowieści jest rok 1970, kiedy to – co nie zostało powiedziane wprost, ale jednak można wyczytać między wersami – podczas strajków w Stoczn335i Gdańskiej ginie główny bohater – Birkut. Radziwiłowicz stworzył postać skromnego, wrażliwego chłopaka, który pomimo wrodzonej uczciwości i wiary w ludzi, nie pozwala sobą manipulować. Ma dystans do tego, co dzieje się w jego życiu, z rozbrajającą ironią odgrywa rolę celebryty, narzuconą mu przez peerelowskie władze. Znamienną cechą Człowieka z marmuru jest właśnie dystans i ironią, z jaką potraktowany został temat komunizmu. To jednocześnie jedna z głównych cech, odróżniająca Człowieka z marmuru od zrealizowanego później Człowieka z żelaza. Birkut to tytułowy człowiek z marmuru. Nieskazitelny, budzący podziw, wywołujący szacunek. Z czasem uświadamiamy jednak sobie, że to także ofiara systemu. Ta nieskazitelność i dziecięca wręcz naiwność sprawiły, że Mateusz z góry skazany był na przegraną. Jak zresztą wszyscy ci, którzy mieli odwagę przejrzeć na oczy i przeciwstawić się władzy.

Na spotkaniu z okazji czterdziestu lat Człowieka z marmuru, zorganizowanym przez Kino Iluzjon w Warszawie, padło z publiczności pytanie, skierowane do Krystyny Jandy i Jerzego Radziwiłowicza o to, jak postrzegają ten film teraz, jak dzieło Wajdy odnajduje się w teraźniejszości. Radziwiłowicz zaznaczył, że jest to raczej pytanie do widzów, szczególnie do widzów młodego pokolenia, którzy oglądają ten film z zupełnie innej perspektywy. Nie mam prawa wypowiadać się w imieniu całego pokolenia, czuję się jednak w obowiązku napisać, że dla mnie – młodej dziennikarki – to film szczególnie ważny, jak również szalenie aktualny. W Agnieszce widzę cechy ludzi w moim wieku. Widzę w nich jej upór i bunt przeciwko zakłamaniu. Widzę jak ważna jest dla nich (a pisząc oni, zawsze w podświadomości myślę także ja) możliwość mówienia wprost – bez wstydu i strachu – o tym, co się myśli i czuje. Filmową Agnieszkę widziałam w skandujących w grudniu hasła wolne media. Myślę, że zarówno Agnieszka, jak i inni wajdowscy bohaterowie będą towarzyszyć nam jeszcze przez wiele lat. Bo Wajda robił filmy uniwersalne; czego przykładem może być właśnie Człowiek z marmuru, filmowy klasyk, nabierający na przestrzeni lat dodatkowych znaczeń i wzruszający kolejne pokolenia młodych-gniewnych.

 

Wszystkie zdjęcia pochodzą z oficjalnej strony Krystyny Jandy.

Iga Herłazińska

Mogłaby zamieszkać w teatrze. Wszystko ją tam ciekawi i zachwyca. Lubi się włóczyć, podróżować. Banalnie - kocha żyć. Kocha też kawę z mlekiem, wiersze Osieckiej i stare filmy.

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany