„Jackie”. Teatr Natalie Portman

Adrian: Jackie udało mi się obejrzeć przed frekwencyjnym szałem w Nowych Horyzontach we Wrocławiu. Kino to sprzyja takim właśnie premierom – małe filmy o wielkich ludziach zazwyczaj potrzebują delikatnej, kameralnej wręcz oprawy, by przekaz, który niesie historia – zalęgł się w widzu w odpowiedni sposób.

By być szczerym z czytelnikami, już na samym wstępie zaznaczę, że nowy film Chilijczyka zawiódł mnie jako produkt nazbyt wykreowany marketingowo. Pablo Larraín uchwycił w swoim obrazie bardzo naturalny i autentyczny obraz Pierwszej Damy, w krótkim wycinku czasowym. Jackie Kennedy w pierwszych kadrach filmu ma za sobą bagaż doświadczenia, którego widz łaknie – którego zresztą w dalszej historii brakuje – bo niektóre sceny, motywacje dla zwykłego człowieka, który historię pary prezydenckiej zna z lekcji historii – mogą wydać się zbyt teatralne i sztuce. Jackie to przede wszystkim teatr jednej aktorki, która w niebezpieczny sposób szarżuje, portretując uwielbianą przez miliony Amerykanów kobietę, która przez niedługi czas stała się głową ich państwa. Ten film to Natalie Portman. 

Iga: Na początku muszę odbiec na moment od tematu samego filmu i wytłumaczyć się trochę przed czytelnikami. Piszę pierwszy raz recenzję filmu z Adrianem i mam małą tremę, bo zdaję sobie sprawę, że moja wiedza filmowa nijak ma się do jego wiedzy. Umówmy się więc, że ja będę po prostu pisać o Jackie tak, jak piszę zawsze o filmach – z głębi serca i emocjonalnie, a racjonalne sądy zostawię temu, który ma w tej kwestii zdecydowanie większe pole do popisu.

Tak więc zacznę od tego, że film bardzo mi się podobał. Chociaż jestem miłośniczką biografii, nie planowałam go obejrzeć, wszystko wyszło dość spontanicznie, gdy dzięki uprzejmości Kino Praha dostałam bilety na seans. Idąc na film, nie miałam pojęcia czego się spodziewać – nie widziałam nawet zwiastuna, nie miałam pojęcia, czy będzie to opowieść o pierwszej damie u boku Kennedy’ego czy po jego śmierci. Gdy prawidłowa okazała się druga opcja, ucieszyłam się i przestraszyłam jednocześnie, bo – przyznaję – zaczęłam powątpiewać, czy można zrobić dobry film, trwający prawie dwie godziny, na taki temat. Po wyjściu z kina zaczęłam czytać recenzje w Internecie, przeglądać oceny znajomych na Filmwebie i zaskoczyły mnie komentarze, że film się dłuży. Ja miałam wrażenie, że ten czas z Jackie minął mi w jednej sekundzie. A to była już moja druga wizyta w kinie tego dnia, co – jak na osobę, która nie ogląda zbyt wielu filmów, szczególnie nowych – było wyczynem. Gdybym więc miała napisać o pierwszej reakcji na film, napisałabym: dobrze się go ogląda, a historia Jackie wciąga i ciekawi.

 

Jackie,2016 materiały dystrybutora
„Jackie”, materiały dystrybutora

Adrian: Ten film to specyficzne kino. Bardzo nie-hollywoodzkie widowisko, gdzie wokół głównej postaci zbudowany jest narracyjny mur, przez co widz – zwłaszcza nastawiany na klasyczną biografię – może poczuć się oszukany i zakłopotany. Jackie to przede wszystkim klasyczny, teatralny spektakl rozpisany na modłę kinowego obrazu.

Opowieść, ubrana w niemal dwugodzinną przeprawę przez żałobny tydzień Pierwszej Damy Ameryki, ukazuje bardzo złożony stosunek między polityką a mediami – co w ostatecznym rozrachunku kształtuje ludzkie spojrzenie na to, co dzieje się w Białym Domu, czy w każdym innym centrum społecznych zawirowań. Ukazanie wielowarstwowości manipulacji po stronie Kennedy, to w jak łatwy i nienachalny sposób sprzedała światu swój ból, cierpienie i rozpacz, zamykając w tym wszystkim, w czterech ścianach, swoją osobistą tragedię, która dotknęła ją jako kobietę, człowieka.

Iga: Masz rację, w filmie najbardziej wstrząsnął mną chyba motyw wszystkiego na sprzedaż. Często – i często słusznie – oskarża się media o wścibskość, o wchodzenia z butami w życie ludzi. Mało kto zastanawia się nam tym, że bywa tak, że druga strona – uznawana powszechnie za ofiarę – nie pozostaje bez winy. Człowiek pragnie sławy, chce, żeby na niego patrzono i żeby go podziwiano. Niekiedy chce, żeby o nim po prostu mówiono, w myśl zasady: nieważne jak, byle mówili. Napisałeś, że Jackie sprzedała światu swój ból. Co więcej – pomimo tragedii, jaka ją spotkała – ona wciąż miała w głowie tę myśl, że musi dobrze odegrać rolę w sytuacji, w jakiej się znalazła. Dla mnie ten film to mieszanka wielkich emocji z zimną kalkulacją.

tumblr_ol7q1lKyT71uv9pueo1_1280
„Jackie”, materiały dystrybutora

Adrian: Jak Iga wyżej wspominała, Jackie w odczuciu wielu ludzi cierpi na zbyt rozciągniętą w czasie narrację. Odczuwa się to zwłaszcza pod koniec filmu, gdzie nasza główna bohaterka uświadamia swojego obserwatora z jak wielu masek jest złożona. Tak naprawdę wszystko to, czego był świadkiem – można nazwać teatrzykiem na potrzebę wyższego dobra. Jackie, oprócz wyjątkowej Natalie Portman, posiada niesamowitą muzykę autorstwa Mica Levi, która silnie kontrastowała z toczącą się opowieścią. Reżyseria Larraina działa klaustrofobicznie na widza – często zamykając kadr na zbliżeniu na główną bohaterkę, ukazując dobitnie silne emocje buzujące w każdym grymasie twarzy, w każdym geście Jackie Kennedy.

Film Chilijczyka to wyzwanie dla dzisiejszego kina. Eksperyment gatunkowy, który raczy swoich fanów twórca dla niektórych może okazać się filmem, który zgarnie najważniejsze wyróżnienia w sezonie, a dla niektórych, jak głoszą internauci, zbyt długą opowieścią przytłaczającą smutkiem.

Iga: To przede wszystkim film dla tych, którzy lubią poznawać historie innych ludzi i nie boją się spojrzeć na nie z zupełnie innej, być może całkowicie nowej perspektywy. Wiele czytałam kiedyś o rodzinie Kennedy, ale opowieść o nich kończyła się w moim przypadku na spekulacjach na temat zabójstwa Johna. Po Jackie spojrzałam na ten temat inaczej. Chyba po prostu zobaczyłam w prezydencie USA i jego żonie zwykłych ludzi, a nie tylko polityczne pionki.

Adrian Nowacki

Lubi filmy oglądać i o nich pisać.

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany