Pocztówka ze świata: daj marzeniom prawo głosu

W lipcu ubiegłego roku Doma napisała tekst, w którym zdradziła swoje plany na najbliższy rok, tłumacząc, dlaczego zdecydowała się spędzić tych kilkanaście miesięcy jako Au Pair w USA. Cała nasza redakcja trzymała z całych sił kciuki za jej marzenia i z niecierpliwością wyczekiwała pocztówek z Chicago. Jej wyjazd przypomniał mi moje plany z początku studiów – po obronie pracy inżynierskiej chciałam zrobić sobie roczną przerwę od uczelni; wyjechać, odłożyć trochę pieniędzy i zwiedzić trochę świata. Ta myśl brzęczała gdzieś z tyłu mojej głowy przez długi czas, jednak rozsądek nieprzerwanie starał się ją wyprzeć. Podobnie zresztą, jak część znajomych, którym nieśmiało zdradzałam mój plan. Skończ studia, wtedy jedź sobie gdzie chcesz – mówili niektórzy. Na szczęście w gronie przyjaciół mam o wiele więcej osób, które całe życie starają się znaleźć kompromis pomiędzy codziennymi obowiązkami a wiecznym pragnieniem podróży w nieznane. To dobry pomysł, najlepszy moment w twoim życiu – skończyłaś pewien etap, przed kolejnym należy ci się porządny oddech – mówili Ci, którzy rozumieli moje pobudki.

lisbon
źródło: Pinterest.com

Ostateczną decyzję podjęłam w wakacje (na ten temat piszę nieco więcej tutaj). Wyjeżdżam. Do kraju, o którym zawsze marzyłam; kraju, którego języka nie znam; kraju, który zachwyca pięknymi klifami, potężnym oceanem, muzyką ulic i pysznym winem. Decyzja dotarła do mnie, kiedy wraz z przyjaciółką kupiłyśmy bilet w jedną stronę.

Od tego momentu słowa krytyki szybko zaczęły zamieniać się w słowa uznania. Do dzisiaj zewsząd słyszymy, że odważnie tak rzucić się na głęboką wodę i pojechać daleko – niemal 4 tysiące kilometrów od domu! – bez żadnych znajomości na miejscu. Odważnie zacząć budować swoje życie od nowa, na zupełnie nieznanym lądzie. Odważnie, ale też trochę nierozsądnie. Bo co jeśli…?

Uważam jednak, że to nie czas ani miejsce na ocenianie tej decyzji w kategorii dobra czy zła, a tym bardziej na rozważanie czarnych scenariuszy. Chcę skupić się na pozytywach przeprowadzki, a jest ich wcale niemało. Cieszę się, że będę miała okazję sprawdzić się w nieznanym miejscu; że będę musiała

boca do inferno
źródło: Pinterest.com

porozumieć się z ludźmi, którzy niekoniecznie z angielskim będą za pan brat, dzięki czemu – mam nadzieję – nauczę się nowego języka; że na próbę zostanie wystawiona moja życiowa zaradność. No i wreszcie – cieszę się, że znów będę miała okazję poczuć się ja turysta we własnym mieście; dokładnie tak samo, jak wtedy, gdy trzy i pół roku temu przeprowadziłam się do Krakowa.

Mogłoby się wydawać, że co to dla mnie – osoby, która od paru lat przemierza Europę z plecakiem, najczęściej autostopem, żywiąc się konserwami i nierzadko sypiając na dworcach czy w namiocie rozstawionym na stacji benzynowej. Gorzej (czy jak kto woli: trudniej) przecież nie będzie! Choć uważam, że podróżowanie a codzienne życie w obcym kraju to zupełnie dwie różne rzeczy, jestem pewna, że to prawda – będzie lepiej. W końcu w pobliżu mojego nowego domu jest mnóstwo niezwiedzonych jeszcze przeze mnie miejsc, do których muszę dotrzeć – autostopem oczywiście.

Wylot już za tydzień. Trzymajcie kciuki za udany start na nowej ziemi. Pierwsza pocztówka ze świata za dwa tygodnie – po dokładnie siedmiu dniach spędzonych w…

lisbon3
źródło: Pinterest.com
Magda Futyma

Trochę przeraża ją bezczynność. Autostopowiczka, fanka gór i długich poranków.

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany