Kinematografia zhakowana, czyli o serialu „Mr. Robot”

Wiktor: Technologia odgrywa coraz ważniejszą rolę w naszym życiu, jest obecna właściwie w każdym elemencie naszej codzienności. Dzisiaj praktycznie wszyscy noszą przy sobie telefon komórkowy, który jest non-stop połączony z Internetem. Czy tego chcemy, czy nie – w dzisiejszych czasach bez technologii nie bylibyśmy w stanie długo przetrwać. Obecną sytuację wykorzystują również producenci seriali, którzy coraz częściej decydują się na poruszenie tematyki współczesnych mediów, Internetu itd. Tytuły takie jak Black Mirror, Westworld czy nawet House of Cards są tak popularne, między innymi dlatego, że obracają się wokół współczesnych, dotykających nas bezpośrednio tematów. Jakiś czas temu do tego grona dołączył Mr. Robot – klimatyczny, intrygujący i niezwykle wciągający serial o grupie hakerów. Jak myślisz, co wyróżnia go na tle pozostałych seriali o zbliżonej tematyce?

Justyna: Jestem ogromną fanką Black Mirror, choć muszę przyznać, że ostatni sezon nie podbił mojego serca. Może poza pierwszym odcinkiem, który wzbudził we mnie niepokój swoją proroczą wymową, prognozującą zgubny wpływ mediów społecznościowych na życie codzienne i relacje międzyludzkie. House of Cards nie oglądałam, natomiast Westworld był dla mnie przesadzony do granic możliwości, choć obawiam się, że i taki scenariusz może spotkać ludzkość w dalekiej przyszłości. To, co moim zdaniem wyróżnia Mr. Robota to dwie rzeczy – w nawiązaniu do tego co piszesz o technologii – fascynacja tzw. Darknetem. Od czasu, kiedy możemy usłyszeć o wszelakich atakach grupy Anonymous na instytucje rządowe czy banki, widzimy, że w Internecie możemy zrobić wszystko, jeśli tylko wiemy jak umiejętnie zatrzeć za sobą ślady. I to głównie nas fascynuje, ta ciemna i zakazana strona sieci, o której krążą legendy i nie każdy ma do niej dostęp. Co czai się w czeluściach ciemniej strony cyberświata? Czy tam naprawdę można kupić broń, narkotyki czy nawet ludzkie organy? Czasami wydaje mi się, że szarzy ludzie uważają hakerów za bogów, którzy mają nad wszystkim kontrolę. Drugą sprawą jest główny bohater – Elliot Alderson – grany przez Ramiego Maleka. Idealnie wykreowany nerd – taki, jakiego wyobraża sobie większość społeczeństwa. Introwertyczny, małomówny, mieszkający w małym, ciemnym mieszkaniu, gdzieś na obrzeżach miasta. Jednak ten schemat zostaje przełamany, ponieważ postać skrywa wiele tajemnic. Jest zagubiony i zawsze ubrany na czarno, z kapturem na głowie. Chce się ukryć, wtopić w tłum, być niewidzialnym. 

Źródło: Screenrant.com
Źródło: Screenrant.com

Wiktor: Zgadzam się, główny bohater to zdecydowanie jeden z najmocniejszych i najbardziej wyróżniających się elementów Mr. Robota. Elliot Alderson, nie jest typowym bohaterem pierwszoplanowym; nie jest osobą, która od początku wzbudza naszą sympatię oraz zaufanie ani kimś, kogo wszyscy podziwiamy i z kim chcemy się utożsamiać. Można go wręcz nazwać antybohaterem. Antypatyczny, wyalienowany. Pomimo tego,  jego postać wręcz hipnotyzuje – kiedy tylko pojawia się na ekranie, przykuwa całą naszą uwagę. Chcemy go oglądać, coraz więcej się o nim dowiadywać, a z każdym odcinkiem jeszcze bardziej go wspieramy. Ogromna w tym zasługa Ramiego Maleka, który bezbłędnie wcielił się w swoją rolę. Wykreował enigmatyczną, fascynującą i nieoczywistą postać, która magnetyzuje i przyciąga naszą uwagę od samego początku. To jedna z tych kreacji aktorskich, które przez swoją oryginalność i niebanalność, na długo zostają w pamięci widza. Nie można przy okazji nie wspomnieć o innych aktorach, którzy również wypadają nie mniej zjawiskowo. Postacie grane przez Christiana Slatera czy Carly Chaikin to również świetnie zagrane i mocne role, który mają spory wpływ zarówno na rozwój akcji, jak i głównego bohatera.

Justyna: Zdaje mi się, że nie w ma w tym serialu postaci, która nie byłaby dobra. To zasługa zarówno aktorów, jak i scenarzystów, ponieważ każda z nich jest doskonale napisana, przy czym niesamowicie ubarwia opowieść. Moją ulubioną kobiecą postacią jest Stephanie Corneliussen, która gra żonę demonicznego karierowicza Tyrella Wellicka, który nie cofnie się przed niczym, aby wspiąć się na sam szczyt korporacyjnej drabiny. Jak się potem okazuje, jego żona nie pozostaje mu dłużna i swoim zachowaniem udowodni, że pod płaszczykiem młodej matki kryje się o wiele więcej. Ale przejdźmy do samej fabuły – ot, grupa hakerów nazywająca się fsociety chce wygrać ze światem wielkich korporacji. Trzeba przyznać, że brzmi to banalnie i utopijnie zarazem. Warto dodać, że sam Elliot, choć jest wielkim przeciwnikiem tego typu organizacji, pracuje w jednej z nich, gdzie, o ironio, pracuje nad zabezpieczaniem danych wielkich firm. W dzień jest przykładnym (choć to słowo do tego bohatera nie pasuje w ogóle) pracownikiem, dbającym o bezpieczeństwo w sieci, zaś w wolnym czasie walczy o wyzwolenie społeczeństwa spod pręgierza tych samych firm. Brzmi schizofrenicznie? A to dopiero początek historii. Nie chcę zdradzać więcej, ponieważ na pewno jest jeszcze wiele osób, które serialu nie oglądało. Ja, na początku pochodziłam sceptycznie do scenariusza, gdyż wydał mi się on nieco przewidywalny. Na szczęście zupełnie się pomyliłam, ponieważ fabuła, w której przewija się kilka wątków i płaszczyzn czasowych, wciąga tak bardzo, że szybko zapominamy o naszych przewidywaniach.

Źródło: Usanetwork.com
Źródło: Usanetwork.com

Wiktor: Wciąga, i to jak! Muszę przyznać, że również miałem spore wątpliwości, jeśli chodzi o scenariusz serialu, jednak gdy tylko skończyłem pierwszy odcinek, wszystkie się natychmiast rozwiały. Mr. Robot, niczym rasowy thriller, nie pozwala widzowi odetchnąć, przez co ani na moment nie jesteśmy w stanie oderwać się od oglądania. To misternie utkana i dopracowana w każdym szczególe produkcja, która zachwyca zarówno fabułą, jak i samą konstrukcją. Występowanie, wspomnianych przez Ciebie, kilku płaszczyzn czasowych nie tylko wzbogaca akcję, ale przede wszystkim czyni ją jeszcze bardziej dynamiczną i intrygującą. Spora ilość wątków sprawia, że nie sposób się nudzić, a dzięki genialnemu scenariuszowi oraz odpowiednim zabiegom reżyserskim, twórcy mają właściwie nieograniczone pole, jeśli chodzi o rozbudowywanie akcji. Ilu bohaterów, tyle ciekawych wątków, które można w odpowiednim momencie rozwinąć. Ciekawym zabiegiem jest również wykorzystanie na ekranie myśli oraz wizji głównego bohatera, który niejednokrotnie zatraca się w świecie własnego umysłu i wyobraźni. W znacznym stopniu urozmaica to główną oś fabularną oraz przede wszystkim – świetnie prezentuje się na ekranie.

Justyna: Co do prezentacji na ekranie, warto też wspomnieć o tym, jak serial jest nakręcony – czyli mistrzowsko. Ponieważ wszystko jest dopracowane, od scenografii przez kostiumy, muzykę, dialogi, na ujęciach i zdjęciach kończąc. Każda scena jest nakręcona w przemyślany sposób, z dbałością o szczegóły – w taki sposób, aby cieszyła również oko. Poszczególne odcinki mają w sobie coś wyjątkowego, co je od siebie odróżnia – czasami są to elementy gatunkowe, a innym razem stylizacja na nagranie VHS. Do tego podoba mi się sposób w jaki pokazano sam proces hakowania – jako coś złożonego, mozolnego, bardzo przemyślanego.  Historie w tej produkcji często są pokazane z perspektywy kilku bohaterów, spotykając się w jednym punkcie, dając ogląd całej sytuacji. Oglądając ten serial mam wrażenie, że reżyser daje mi wielkie pudełko z puzzlami, a kiedy zaczynam je układać okazuje się, że jest to kilka odrębnych kompletów pomieszanych w jednym miejscu. Jednak gdy wnikam głębiej i zmierzam do końca widzę, że wszystkie te z pozoru odrębne obrazy pasują do siebie, będąc częścią całości. Nie jest to może najzgrabniejsza metafora, jednak chciałabym przez nią pokazać, że każdy znajdzie w Mr Robocie coś, co wciągnie go bez reszty. 

Źródło: Scmagazine.com
Źródło: Scmagazine.com
Justyna Barańska

Jest miłośniczką dobrej sztuki. W teatrze zawsze siada w drugim rzędzie.

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany