Młodzi-zdolni na rynku muzycznym

W tych niełatwych do zrozumienia czasach świat potrzebuje równowagi na każdej płaszczyźnie, również w kulturze i muzyce. Niewątpliwie miniony rok nie należy do najszczęśliwszych dla jej fanów. Pożegnaliśmy takie ikony jak David Bowie, Leonard Cohen, George Michael i niestety to nie koniec tej stale wydłużającej się listy… Ale wszystko można, a może nawet trzeba próbować w jakiś sposób wytłumaczyć i szukać czegoś, co choć w nieznacznej mierze wypełni pustkę po wielkich nazwiskach. Wymienieni artyści zostawili ogromny dorobek, który będzie trwały na zawsze, ale przecież ONI też nie od zawsze byli WIELCY. Też kiedyś debiutowali i też kiedyś byli młodzi. Być może właśnie nadszedł czas, by trochę odświeżyć światową scenę muzyczną i może ci WIELCY odeszli, by zrobić miejsce swoim zdolnym następcom…?

Rozwój technologiczny nieco ułatwia przedstawienie swojej twórczości szerszej publiczności. To już raczej żadna nowość, że każdy może podzielić się nią w Internecie. Jednak w natłoku tego, co możemy tam znaleźć, łatwo przeoczyć nawet naprawdę fascynujące talenty. Aczkolwiek wychodzę z założenia, że oryginalność i kreatywność zawsze się obroni. Z całą przyjemnością przedstawiam trzy, według mnie, świetnie zapowiadające się muzyczne osobowości… z Polski.

Po pierwsze: atem, czyli toruński oddech. Trio w składzie Justyna Chachuła, Krystian Czerniewski i Huberdt Müller gra od 2012 roku. Dwa lata temu dołączyli do nich perkusista Mateusz Senderowski oraz basista Łukasz Ilnicki i właściwie dopiero wtedy nazwali siebie zespołem. Pierwszy koncert zagrali w kwietniu ubiegłego roku w toruńskim klubie Od Nowa, gdyż to właśnie wokół Torunia obecnie koncentruje się ich działalność. Tam tworzą i spotykają się na próbach. Pomimo uprzedzeń do konkursów, wzięli udział w szczecińskim Festiwalu Młodych Talentów, w którym udało im się trafić do 10 zespołów wybranych przez jury z 500!

Muzyka atem zachwyca skromnością i spokojem. Nazwa, jaką wybrali, doskonale odzwierciedla ich charakter. Otóż atem po niemiecku oznacza oddech. Łagodne gitarowe riffy i mglisty wokal…  wręcz nie wypada słuchać ich inaczej niż z zamkniętymi oczami, oddychając powoli i pozwalając sobie na odpoczynek od codziennego pędu. Chociaż nie. Nie zamykajcie oczu od razu! Ich piosenkom towarzyszą intrygujące animacje autorstwa Darii Murawskiej. Warto zwrócić na nie uwagę.

 

Po drugie: elektroniczna ryba głębinowa SALK. Jeżeli ilość polubień na Facebooku jest jakkolwiek miarodajna, mogę pokusić się o stwierdzenie, że jest to najbardziej rozpoznawalny zespół w tym gronie. Być może również za sprawą udziału w konkursie ŠKODA Auto Muzyka. Jednak moim zdaniem wciąż niewystarczająco głośno się o nim mówi.

SALK, czyli Selkie and The Lighthouse Keepers wyłania się z fascynacji światem wodnym i mitologią. Selkie jest postacią z mitologii celtyckiej, która przybiera postać ludzką, ale z czasem tęsknota za morzem staje się tak duża, że z powrotem zamienia się w fokę. Chyba tak właśnie jest z nami i muzyką/pisaniem, stąd ci latarnicy, którzy przypominają nam o powrocie i wskazują drogę – tłumaczą zapytani o genezę nazwy.

Czysty, dziewczęcy wokal należy do Marceli Rybskiej, produkcją i grą na basie zajmuje się Michał „Mamut” Sarapata, za perkusję i elektronikę odpowiedzialny jest Mateusz „Majster” Sarapata, natomiast teksty pisze Kamil Kwidzyński. Wierzą, że polska piosenka to wciąż dobra piosenka, a słowo jest równie ważne jak muzyka. Poza tekstami w języku polskim, wyróżnia ich także sposób komunikacji z odbiorcami oraz unikalne wizualizacje Doroty Tylki, które można podziwiać podczas koncertów. Ich brzmienie przenosi nas do innego, trochę lepszego świata. Świata, w którym jest magicznie, tajemniczo, ale przede wszystkim bardzo barwnie i pięknie. Oszałamiają basem, czarują głosem Marceli.

Na kwiecień SALK zapowiadają swoją debiutancką płytę, która ukaże się nakładem wytwórni NEXTPOP. Planują też wiele koncertów m. in. w Warszawie. Ja z pewnością pojawię na jednym z nich.

 

Po trzecie: unosząca się nad ziemią Vola Default. Pod pseudonimem Vola Default kryje się nie tylko raperka czy nadużywająca autotune wokalistka z  ładną buzią… Vola Default to przede wszystkim dziewczyna pochodząca z podlaskiej rodziny robotniczej, która zaczynała od nagrywania piosenek na kasety w wieku 4 lat i tańczenia do zapętlonego Black or White Michaela Jacksona. Dziś samodzielnie produkuje bity, komponuje muzykę, pisze teksty, świadomie tworzy swoją identyfikację wizualną, a także reżyseruje teledyski od szczegółowego storyboardu po ich montaż i samodzielną postprodukcję. Ukończyła Sztukę Mediów na warszawskiej ASP, co dało jej dużą świadomość estetyczną i odwagę wyrażania emocji. Jednak techniki uczy się z tutoriali. Nie boi się poznawania nowych ludzi. Do swoich projektów zaprasza często nieznajomych, do których po prostu dzwoni, a potem stają się przyjaciółmi. Tak było z Michałem Koszkiem – wyjątkowym stylistą (Glamour, Van Dorsen Artists), twórcą magazynu Sezon.

Vola Default to połączenie muzyki, emocji, mody i sztuki konceptualnej podane w najwyższej jakości. Jej utwory miksuje i masteruje Audiogames.pl (Mikołaj Bugajak)– niewątpliwie jeden z najlepszych w  tej dziedzinie Polaków, których można policzyć na palcach jednej ręki… Zdjęcia do utworu Resolution wykonał Mikołaj Syguda – profesjonalny, ale wrażliwy operator, laureat m.in. nagrody dla najlepszego operatora Papaya Yung Directors 2016, natomiast twórcą 3D w teledysku jest aktualnie pracujący z ekipą byłych twórców wiedźmina nad grą Ruiner, Karol Wieczorkiewicz.

„#hq #3d, #4d, #4k, #8K #art #fashion #polishgirl” – tak taguje swoje zdjęcia na insta. Przestrzeń tagów traktuje jako miejsce na wiersz, statement. Jest perfekcjonistką i wizjonerką. Marzy o tym, aby w przyszłości móc utrzymać się ze swojej artystycznej aktywności.

Na pytanie o inspiracje odpowiada: Śmierć której było za dużo w moim życiu… gniew, niemoc, Iphone 7, Google, YouTube.com, Instagram.com, Reddit.com i Travis Scott.

Aktualnie pracuje nad kolejnymi utworami i teledyskiem do piosenki I know. Jestem zahipnotyzowana soczystym brzmieniem pochodzącym od tej filigranowej artystki i zapętlając Resolution, wprost nie mogę doczekać się nowości.

Tak bardzo różni, ale każdy warty obserwowania. Trzymam kciuki, aby w 2017 roku ich kariery rozkwitły niczym krokusy na wiosnę.

Michalina Bieńko

Na co dzień nałogowo słucha radiowej Trójki. Nie wyobraża sobie życia bez muzyki.

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany