Whose Line Is It Anyway, czyli zachwycający teatr improwizacji

Kiedyś chciałam zostać aktorką. Naprawdę. Kreowanie od podstaw swej postaci, nadanie jej charakteru adekwatnego do sytuacji w sztuce były, i wciąż są, dla mnie niezwykłą zagadką. Nauka scenariusza to nie jest całkowity wysiłek, jaki artysta musi włożyć w swoją pracę – potrzebna jest tu pasja. Ponadto, w tymże czasie pojawiło się zainteresowanie zarówno polską, jak i zagraniczną sceną kabaretową, co jeszcze bardziej spotęgowało to moje małe marzenie. Po paru miesiącach entuzjazm osłabł, natomiast jedna rzecz pozostała niezmienna – moja miłość do amerykańskiego programu telewizyjnego pod nazwą – Whose Line Is It Anyway? Brzmi to bardzo współcześnie – zakochać się w telewizyjnym show zza oceanu. Warto zaznaczyć, że moje uczucie jest mimo wszystko całkowicie uzasadnione. Dlaczego?

whose-line-is-it-anyway
od lewej: Ryan Stiles, Wayne Brady, Drew Carey, Colin Mochrie; źródło: craveonline.com

Czwórka komików wciela się w najróżniejsze postacie. Dzięki swojej charyzmie oraz nieprzeciętnemu talentowi, momentalnie stają się kultowymi osobami ze świata polityki lub też z życia codziennego każdego człowieka. Publiczność ma wpływ na losy poszczególnych bohaterów, wybiera scenki do odegrania lub jest pomysłodawcą kolejnych skeczy. Kontakt między widownią a artystami nigdy tam nie słabnie, co stało się niejako wizytówką show. Dzięki Drew Carey program był nadawany w USA przez osiem lat (220 odcinków). Stałymi punktami odcinków były gry jak m.in Hoedowns (Ryan Stiles ich szczerze nienawidził), Tylko Pytania (aktorzy mogli w konwersacji odpowiadać wyłącznie pytaniem na pytanie, co wiązało się z niekontrolowanymi wybuchami śmiechu u samych komików), Dziwni Prezenterzy oraz Duety Wokalne. Osobiście często wracam do tego z Robinem Williamsem i Wayne’m Brady’m ze względu na ich geniusz i zdolność do spontaniczności. Niełatwo jest przecież skomponować melodię o jednym z zawodów widzów (szczególnie, jeśli widz pełni rolę kontrolera ruchu lotniczego).

Whose Line? od początku swej działalności (UK – 1988, USA – 1998) nigdy nie było nadawane na żywo ze względu na kontrowersyjne wypowiedzi i dwuznaczne gesty samych satyryków. W rzeczywistości nie wiemy, co faktycznie działo się na planie, kiedy kamera została wyłączona. Ta ciekawostka jest kolejnym powodem, dla którego tak cenię ten program – za prostolinijność i subiektywną opinię. Zawsze wyczekuję występu Colina. Jego uroczy wygląd oraz mowa ciała bawią mnie za każdym razem od trzech lat. Poprawia mi on humor, kiedy tylko pojawi się na scenie i powie (lub pokaże) coś zabawnego. W pamięci zapadł mi jeden skecz, podczas którego komik, zamiast stworzyć rym do piosenki, zastąpił go twórczym eufemizmem – miauuu. Znajdująca się tam widownia płakała ze śmiechu, a ja zareagowałam podobnie – przed ekranem komputera. Dziś wszystkie odcinki udostępnione są na stronie whoseline.pl, gdzie można dać zaczarować się amerykańskiemu poczuciu humoru. Raz zobaczony skecz, przenosi w świat kolejnych…

Małgorzata Światlak

Zafascynowany muzyką diabeł, który lubi dobrą kawę i wciągającą książkę o psychologii. Aspirująca poliglotka. Freak.

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany