Meryl Streep – więcej niż aktorka

Dwa dni temu koleżanka umieściła na Facebooku post, w którym wylała swoje żale dotyczące kolejnej nominacji do Oskarów dla Meryl Streep.

„Czy doczekam się kiedyś roku, w którym Meryl Streep nie dostanie nominacji do Oscara? Boska Florence to dno aktorskiej żenady z jej strony, miażdżąco zły występ, który nie zasługuje na miano roli. Nagradzanie jej za fatalne role tylko utwierdza ją w przekonaniu, że drogi, które obiera, są dobre. Gorzej, że co roku dostajemy koszmarki od wielkiej damy ekranu i zaraz będzie więcej jej porażek niż sukcesów. I nikt nie powie STOP…”

Stop powiedziałam ja i wdałam się w niepotrzebną dyskusję w komentarzach pod postem. Sprawa na tyle mnie zbulwersowała, że postanowiłam podzielić się z Wami moimi przemyśleniami na ten temat. Nie będę rozwodzić się nad aktorskim kunsztem Streep, bo nie jestem tutaj obiektywna – dla mnie każda jej rola jest precyzyjnie przestudiowana i doskonale przygotowana. Problem najwyraźniej leży gdzie indziej – moja znajoma nie zauważyła jednej szalenie ważnej rzeczy: dla kobiet po 60 roku życia powstaje tak niewiele ról, że ciężko znaleźć te dobrze napisane. I w tym tkwi największy problem. Trudno skonstruować przekonujący portret dojrzałej, ekscentrycznej i chorej kobiety (jak to było w przypadku filmu Florence Foster Jenkins), kiedy reżyserem, autorem scenariusza, producentem i montażystą są… mężczyźni. Dla kobiet miejsca brakło.

Tysiące dziewcząt i chłopców idą rocznie na studia reżyserskie w USA. Dziewczyny często zdobywają w szkole więcej nagród. Więc jednak istnieją. A potem, po dyplomie, nikt ich nie zatrudnia! Dlaczego? – pytała Streep na festiwalu w Telluride.

Meryl wzięła sprawy w swoje ręce i ufundowała laboratorium scenariuszowe dla scenarzystek po czterdziestce. Musi jednak minąć trochę czasu, zanim zmiany zapoczątkowane przez kobiety u władzy zaczną być zauważalne.

Być może moja znajoma ma rację – ostatnia rola Streep nie jest tą oscarową. W dorobku artystki na pewno trafimy na ważniejsze kreacje. Mimo ambiwalentnego stosunku do tej szeroko dyskutowanej roli, bardzo ucieszyłam się na wiadomość o nominacji aktorki. Dlaczego? Bo jest duża szansa, że znowu cały świat będzie słuchał tego, co jedna z najbardziej wpływowych kobiet XXI wieku ma do powiedzenia. Po raz kolejny kamery zarejestrują ważne słowa skierowane do kobiet, uchodźców, tych innych. Jeżeli ktoś mnie pyta, co myślę o tegorocznej nominacji najważniejszej dla mnie aktorki, mówię, że jest dla mnie silnie polityczna. I bardzo się z tego cieszę.

Na koniec przypominam Wam ostatnie rozdanie Złotych Globów i przemówienie Meryl Streep:

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany