Na mojej półce z książkami: „Beksińscy. Portret podwójny”, „Szum”, „I odpuść nam nasze…”

Czytanie większej liczby książek to moje nieoficjalne postanowienie noworoczne. Każdorazowo w trakcie sesji egzaminacyjnej na studiach, odkładałam czytanie normalnych książek na bok, tłumacząc się tym, że przecież muszę się skupić na nauce i nie powinnam czytać niczego, co nie jest notatkami z zajęć lub literaturą naukową. Tym razem przechodzę przez to już piąty raz i przestałam się oszukiwać, że czytanie innej książki zaburzy myślenie o egzaminach bardziej, niż oglądany wieczorem film lub serial. Od stycznia tego roku postanawiam także każdy dzień kończyć chociażby kilkoma stronami książki, a nie jak to bywało dotychczas – scrollowaniem ekranu telefonu. Z tym wciąż mam jednak duży problem, ale ufam, że kiedyś w końcu osiągnę ten oczekiwany stopień samodyscypliny.

Czytałam: Beksińscy. Portret podwójny Magdaleny Grzebałkowskiej

Beksinscy_okladka
Źródło: Znak.com.pl

 

O książce Grzebałkowskiej dowiedziałam się dość późno, bo dopiero podczas konferencji prasowej Ostatniej rodziny na Festiwalu Filmowym w Gdyni. Już na krótko po seansie niesamowitego dzieła Jana P. Matuszyńskiego, wiedziałam że sięgnięcie po tę lekturę jest tylko kwestią czasu. Beksińscy od września nie chcieli wyjść z mojej głowy, a pragnienie zgłębienia historii tej niezwykłej rodziny – dotychczas gdzieś tylko ogólnikami istniejącej w mojej świadomości – towarzyszyło mi każdego dnia.

Portret podwójny zachwycił mnie jednak nie tylko dlatego, że biografie to gatunek literacki, który mogę pochłaniać w niezliczonych ilościach i najprościej przychodzi mi skupienie się właśnie na opisie czyjegoś życiorysu. Grzebałkowska w swojej twórczości poszła o krok dalej, tworząc biografię o znamionach reportażu, niezwykle fascynującego, pełnego wypowiedzi nie tylko samych Beksińskich, ale również ludzi bliżej lub dalej z nimi związanych. Autorka zebrała imponujący wręcz materiał, składający się na historię nie kilku, kilkunastu, lecz kilkudziesięciu lat; historię rodzinną, miłosną, artystyczną, mającą odniesienie nie tylko do samych Beksińskich, ale także do ogółu społeczeństwa, do czasów, w których przyszło im żyć i tworzyć. Wykorzystała tu wspomnienia, listy, nagrania, dotarła do wielu osób, których losy na jakimś etapie splotły się z losami Zdzisława, Tomasza lub Zofii. Stworzyła przy tym opowieść bardzo obiektywną, prawdziwą, ujmującą.

I kiedy myślałam, że wzruszenie towarzyszące mi po wyjściu z kina po seansie Ostatniej rodziny jest niepowtarzalne, lektura książki Grzebałkowskiej pozwoliła na nowo ożyć wszystkim obrazom i emocjom. Doświadczenie niezwykle poruszające, które z ręką na sercu polecam każdemu.

szum
Źródło: Znak.com.pl

Czytam: Szum Magdaleny Tulli

O książce, którą czytam napisać mi najtrudniej, bo w gruncie rzeczy trudno tu jeszcze mówić o czytaniu, gdy historię Beksińskich skończyłam zaledwie wczoraj. Jednak z powodu czekających mnie w ciągu najbliższych trzech dni łącznie ok. 8 godzin w pociągu, postanowiłam sięgnąć po książkę Magdaleny Tulli. Stanowi ona wynik jednej z moich ulubionych czynności, związanych z połączeniem literatury i Internetu, czyli przeglądaniem portalu Lubimyczytac.pl. Choć sama bardzo dawno zaniechałam prowadzenia własnego konta, z przyjemnością przeszukuję stronę w poszukiwaniu czegoś interesującego.

Tak było i tym razem. Zachęcona opisem książki i naprawdę dobrymi recenzjami, zdecydowałam się na zakup. Magdalena Tulli to autorka wielokrotnie nagradzanych książek, a Szum nazywany jest najodważniejszą i najbardziej osobistą z nich. Opowiada o wyobcowaniu, trudnych rodzinnych relacjach. Od pierwszych kilkunastu stron i znajdujących się na nich wyznaniu bohaterki (autorki?): Ze wspólnego dziedzictwa jemu dostały się umocnione linie okopów, a mnie nieosłonięta przestrzeń, poczułam że to lektura dla mnie – dla osoby łaknącej w kulturze drobnych wzruszeń.

Przeczytam: I odpuść nam nasze... Janusza Leona Wiśniewskiego

i-odpusc-nam-nasze-b-iext40631616
Źródło: Znak.com.pl

Janusz Leon Wiśniewski jest człowiekiem, w którym zakochałam się ładnych kilka lat temu i nie będzie to żadnym zaskoczeniem, gdy napiszę, że spowodowane było to lekturą S@motności w sieci. Jeszcze jako nastolatka bardzo upodobałam sobie jego niezwykłą, jak na mężczyznę, wrażliwość, tak pięknie współgrającą z kobiecymi uczuciami. Tym razem nie będzie jednak o bliskości, intymności, zbliżeniach. Będzie natomiast dużo o miłości, rozpaczy i zazdrości, a inspiracją do napisania tej książki była historia zabójstwa Andrzeja Zauchy oraz jego kochanki Zuzanny Leśniak pod krakowskim Teatrem STU w październiku 1991 roku. Musicie przyznać, że brzmi zachęcająco.

Justyna Potasiak

Nieustannie zatopiona w planach kulturalno-wyjazdowych. Kulturę najchętniej pochłania w bezpośrednim kontakcie z twórcami, bo kontakt z żywym człowiekiem, z emocjami „tu i teraz” uważa za najwyższą wartość.

1 Komentarz
  1. Dziękuję za zaproszenie na fantastyczną ucztę literacką. Zapewne nie pominę ani przystawki, ani dania głównego, o deserze nie wspominając… 🙂

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany