Spotkajmy się w muzeum

Że lubię się włóczyć, wiedzą (prawie) wszyscy. Że lubię się włóczyć po teatrach, chyba też. Ale o tym, że jestem etatowym włóczykijem muzealnym, chyba jeszcze w swoich felietonach nie wspominałam. Pomyślałam, że warto byłoby o tym muzealnym włóczykijstwie napisać, spacerując kilka dni temu po Muzeum Narodowym w Warszawie i rysując w myślach muzealną mapę stolicy. Pomyślałam, że może to być ciekawy temat, chociażby z tego powodu, że moja miłość do muzeów zdecydowanie nie była miłością łatwą, od pierwszego wejrzenia.

Stańczyk, J. Matejko
Stańczyk, J. Matejko

Pamiętacie szkolne wycieczki do muezów? Monotonny głos przewodnika w połączeniu z niezrozumiałymi obrazami powieszonymi na białych ścianach nie zachęcał do czynnego uczestnictwa w lekcji muzealnej. Z jednej strony zwiedzanie galerii i wystaw oznaczało dzień wolny od szkoły. Z drugiej – było synonimem największej kary za wszystkie szkolne przewinienia. Takie mam właśnie wspomnienia z czasów podstawówki i gimnazjum. Muzeum to koszmar, nuda i częste zerkanie na zegarek.

Teraz jest zupełnie inaczej. Gdziekolwiek nie pojadę – w Polsce czy za granicą – mam potrzebę odwiedzenia mieszczących się tam muzeów. Potrzebę. Nie obowiązek, nie przymus, ale potrzebę. Gdy tylko wylądowałam w Rzymie, nie mogłam doczekać się zwiedzania Muzeów Watykańskich. W Londynie swoje kroki od razu skierowałam do British Museum. Paryż uwiódł mnie Luwrem, a Ateny – Muzeum Akropolu Ateńskiego. Jednak będąc całkiem szczera, najbardziej i najchętniej zwiedzam muzea w Polsce. Zaczynając od tych maleńkich, ukrytych gdzieś w miasteczkach, po te najbardziej znane, jak chociażby wspomniane już przeze mnie Muzeum Narodowe.

Babie lato, J. Chełmoński
Babie lato, J. Chełmoński

Nie ma już nudy, zniecierpliwienia i poczucia zmarnowego czasu. Jest ciekawość i podekscytowanie. Są skrzypiące podłogi i zapach drewna. Jest powiększająca się stopniowo kolekcja książek dotyczących sztuki. Każdy musi odnaleźć swój złoty środek. Mnie do muzeów i zgłębiania historii zachęcił teatr. Często wychodząc ze spektaklu, czuję potrzebę dowiedzenia się więcej na temat danej historii (oczywiście nie zawsze jest to możliwe; w przypadku historii, które nie bazują na rzeczywistych wydarzeniach pozostaje jedynie wyobraźnia). Lubię wtedy zawędrować do biblioteki i wyposażyć się w książki, albo obejrzeć film, tudzież właśnie wybrać się do muzeum. Nieustannie zachwyca mnie w sztuce wzajemne przenikanie się różnych jej dziedzin. Cenię sobie twórców, którzy potrafią inspirować się innymi artystami, bo dzięki temu otwierają swoim odbiorcom nowe, często nieznane, drzwi. Absolutnym mistrzem w tej dziedzinie był Andrzej Wajda, którego filmy sprowokowały mnie do przeczytania wielu książek historycznych, uwrażliwiły na twórczość Iwaszkiewicza, pokazały obrazy Hoppera czy – w związku z premierą Powidoków – Strzemińskiego.

Muzea zresztą często nie przypominają już tych miejsc, które pamiętam jeszcze ze wczesnego dzieciństwa. Eksponaty schowane za szybami zastąpione zostały multimedialnymi wystawami, ulotki z ubogą szatą graficzną – audioprzewodnikami. Nawet przewodnicy wykazują większy entuzjazm, prześciagając się w coraz bardziej kreatywnych metodach nauczania. Nie mogę zapomnieć mojej pierwszej wizyty w Muzeum Powstania Warszawskiego. To było w liceum, kiedy kiełkowało we mnie zainteresowanie historią, szczególnie właśnie okresem II wojny światowej. Nie spodziewałam się jednak, że wizyta w MPW będzie dla mnie tak wzruszająca i pouczająca jednocześnie. To była jedna z lepszych lekcji historii, po której wróciłam do domu ze świadomością, że wrócę tam jeszcze nie raz. Jak dotąd, wróciłam dwa razy. Podobnie było zresztą z Muzeum Stoczni Gdańskiej. Pałac na Wodzie i Stara Oranżeria, znajdujące się w Łazienkach Królewskich, rozkochały mnie natomiast w sobie do tego stopnia, że zapragnęłam tam pracować. Muzealne włóczykijstwo uzależnia.

 

Na zdjęciu wyróżniającym: Muzeum Narodowe; Bitwa pod Grunwaldem, J. Matejko.

Iga Herłazińska

Mogłaby zamieszkać w teatrze. Wszystko ją tam ciekawi i zachwyca. Lubi się włóczyć, podróżować. Banalnie - kocha żyć. Kocha też kawę z mlekiem, wiersze Osieckiej i stare filmy.

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany