Coś, co kocham – polskie filmy dokumentalne

Może wydawać się to zabawne, ale wydaje mi się, że miłość do kina niefabularnego zrodziła się we mnie podczas oglądania programów przyrodniczych, które przedpołudniem emitowała Telewizja Polska. Tych z narracją Krystyny Czubówny i tych, których raczej nikt nie ogląda, poza maluchami, siedzącymi na dywanie przed pójściem do przedszkola. Wraz z upływem lat produkcje te zamieniłam na filmy dokumentalne raczej niezwiązane z dziką przyrodą Ameryki Południowej. Jednak zaszczepiony wcześniej zachwyt nad obserwacją świata, pozostał i sprowokował mnie do poszukiwań…

Czarna seria dokumentu w filmie polskim to coś, co odnalazłam dzięki moim studiom. Krótkie, bo około dziesięciominutowe produkcje, powstały w latach 1955-1957 i realizowane były w ramach kronik. Produkcje były częściowo inscenizowane, miały pełnić funkcję edukacyjną, ale dziś ponad propagandowy wydźwięk wybija się niesamowity klimat tamtych czasów. Czytane przez wszystkowiedzącego narratora – wybitnego Tadeusza Łomnickiego – filmy takie jak: Paragraf zero, Ludzie z pustego obszaru, czy Gdzie diabeł mówi dobranoc, prezentują skandaliczną warszawską rzeczywistość: wybryki młodzieży (spożywanie alkoholu i prywatki), chuligaństwo, prostytucję oraz zagubienie i blazę współczesnych wykolejonych, młodych ludzi. Czarna seria obnażała klęskę modelu wychowawczego tamtego okresu i była próbą poszukiwania wiarygodności w filmie. Dziś jest słodko-gorzką pocztówką z czasów, które już dawno minęły.

Źródło: nina.gov.pl
Źródło: nina.gov.pl

Czym byłoby polskie kino, gdyby nie obecność Krzysztofa Kieślowskiego? Jeżeli jeszcze nie widzieliście Pierwszej miłości lub Siedmiu kobiet w różnym wieku, nadróbcie to jak najszybciej! Twórca, którego długie metraże wyrastają z kina dokumentalnego, realizował się również w krótkich formach, tworząc uniwersalne portrety ludzi – pełnych marzeń, nadziei, ale też lęków i niepewności – tak jak np. w Gadających głowach. Czterdzieści osób, od wieku przedszkolnego po późną starość, odpowiada na pytanie o swoje największe marzenie. Ta zwykła-niezwykła sonda na temat pragnień współczesnych Polaków, mimo iż brzmi trochę idealistycznie, wciąż jest zaskakująco aktualna, choć niedługo minie czterdzieści lat od jej realizacji.

"Gadające głowy", źródło: filmweb.pl
„Gadające głowy”, źródło: filmweb.pl

Ogromną wrażliwością prawdziwego dokumentalisty mogą pochwalić się polskie reżyserki, których twórczość namiętnie śledzę. Pierwszą z nich jest Karolina Bielawska i jej Mów mi Marianna – fabularyzowany portret narodzin kobiety. Tytułowa bohaterka to osoba transseksualna, która mierzy się z brakiem wsparcia, odrzuceniem, a później również z chorobą. Film – ze względu na swoją tematykę – na polskich ekranach jest czymś nowatorskim, a siłą produkcji jest niezwykle charyzmatyczna Marianna, której historia poszukiwania własnej tożsamości złamie najtwardsze serce.

"Mów mi Marianna", źródło: www.filmweb.pl
„Mów mi Marianna”, źródło: www.filmweb.pl

Odważny temat podjęła również Hanna Polak w 2014 roku realizując w Rosji film Nadejdą lepsze czasy. Kamera towarzyszyła głównej bohaterce – jedenastoletniej Julii – w jej podróży przez dorastanie na moskiewskim wysypisku śmieci. Bród, mróz, brak dostępu do bieżącej wody i alkoholizm – to była codzienność, nie tylko bohaterów filmu, ale też dla realizatorów projektu. Wyzwanie, jakie podjęła reżyserka opłaciło się, bowiem projekt został nie tylko nagrodzony na festiwalach, ale co najważniejsze – głównej bohaterce udało się uciec z świata, z którego – jak dotąd myślała – nie ma ucieczki.

"Nadejdą lepsze czasy", źródło: gloskultury.pl
„Nadejdą lepsze czasy”, źródło: gloskultury.pl

Z kolei najnowszy polski film dokumentalny, który zrobił na mnie wrażenie to debiut Anny Zameckiej Komunia. Czujne oko kamery podąża za czternastoletnią Olą, która opiekuje się swoim ojcem i autystycznym bratem Nikodemem, a jej misją jest, by chłopiec został w końcu przyjęty do sakramentu komunii. Szara rzeczywistość prowincjonalnej Polski, odwaga dziewczynki i kamera, która nie komentuje wydarzeń, a pozostawia niedopowiedzenia, zdając się na osobiste wnioski widza.

"Komunia", źródło: media2.pl
„Komunia”, źródło: media2.pl

To, czego nauczyło mnie oglądanie dokumentów to fakt, że wbrew powszechnej opinii nie ukazują one wcale obiektywnej, jedynej, słusznej prawdy. Są jedynie zapisem punktu widzenia autora, zmodyfikowanym przez montaż; próbą znalezienia odpowiedzi lub rejestracją zjawisk. Polskie kino dokumentalne kocham więc za możliwość utożsamienia się z bohaterem i wszystko jedno czy jest to jednostka żyjąca na skraju ubóstwa, gdzieś w Rosji, czy bohater zbiorowy – jak u Kieślowskiego – zwykły Polak z wielkimi marzeniami.

Zosia Wierzcholska

Kino ją wzrusza, a pisanie o nim – porządkuje emocje. Myśli, że znajomość całej listy dialogowej z Titanica czyni ją prawdziwym filmoznawcą. W życiu, jak i w filmie, szuka prawdy, dlatego tak bardzo fascynuje ją kino dokumentalne. Kiedy nie nuci piosenek z musicali, marzy o życiu w zatłoczonym Tokio.

1 Komentarz

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany