Of(f) Kraków: Kiedy tekst żre z muzą, czyli rozmowa z Palfy Gróf

Zespół Palfy Gróf* tworzą Dominik Piejko, Tomasz Boruch, Marcin Chryczyk i Kuba Herzig – ludzie z energią, której opanować nie sposób. Zresztą opanowywać jej nie ma sensu – z tego nieokiełznania i niezgody na miałkość muzyki współczesnej rodzą się fantastyczne adaptacje tekstów Witkacego. Po raz pierwszy spotkałam się z chłopakami przy okazji rozmowy o Lodowych Wojownikach, hymnu Polskiego Himalaizmu, nagranego w 2015 roku. Kilka dni temu miałam okazję porozmawiać z nimi o języku i tekstach Witkacego, które aranżują muzycznie. Dzisiejsze Of(f) Kraków powinno nosić dopisek: Wydanie specjalne, bo Palfy Gróf to zakopiański zespół. Zapraszam Was do przyjrzenia się naszej rozmowie.

fot. Amadeusz Ferduła
fot. Amadeusz Ferduła

Justyna Arabska: Co to znaczy, że tekst piosenki jest dobry?

Kuba: Że żre z muzą.
Tomek: Czyli jest rytmiczny. To jest, moim zdaniem, pierwsza cecha dobrego tekstu. Druga to rymy, które nie mogą być tandetne.
Kuba: Nie bukowiańskie.

JA: Jakie?

Marcin: Krywaniu, Krywaniu, ty wysoki scycie, po tobie chodzili zbójnicy z Orawy. Także bukowiańskich rymów unikamy.

JA: W piosence muszą pojawić się rymy?

Dominik: Niekoniecznie, bo piosenka może być pewną opowieścią. Nawet tandetne rymy dobrze ubrane muzycznie nabiorą wartości. Jak się je poda odpowiednio, to ludzie to kupią. Ale my nie chcemy takich tekstów.
Marcin: Zgadzam się z Dominikiem – tekst powinien być opowieścią. Oczywiście, nie uważam, że tekst, który nic nie znaczy, musi być zły. Język, którym się posługujemy, może stworzyć pewien rodzaj sztuki, tekst abstrakcyjny, który będzie ciekawy.
Tomek: Dobrym przykładem jest spektakl Ccy-Witkac-Y Menażeria [z Teatru Witkacego].
Dominik: To kompilacja tekstów, które Witkacy napisał w wieku ośmiu czy sześciu lat. Bardziej rozumieją to dzieci niż ludzie dorośli, bo one są otwarte na inność: nie dziwią się, nie szukają logiki.
Tomek: Nie próbują odnaleźć się w swoich schematach. Dorosły człowiek jest nauczony retoryki, do której chce dopasować cały świat.
Marcin: Teksty powinny być znaczące i dobrze napisane – z sensem, bez lania wody, przemyślane. Piosenki Beatlesów są bardzo proste; w większości to piosenki o miłości, a kapela jest legendarna. Więc jeżeli ktoś stworzy tekst i on w swojej prostocie pasuje do melodii, to też jest super. Gorzej, jeżeli ktoś pisze: Ja kocham ciebie, ty kochasz mnie, bądź ze mną, nie bądźmy na dnie. Polski tekściarz, który potrafi z prostej piosenki zrobić coś dobrego, to Kazik Staszewski, który pisze mocne teksty, ale śpiewa też Lewe lewe loff – prosty tekst o miłości.
Kuba: Kazik jest najlepszym tekściarzem w polskiej muzyce rozrywkowej. Myślę, że gdyby tworzył po angielsku, nie miałoby to takiego znaczenia, bo nikomu nie chciałoby się tego tłumaczyć. Uwielbiam Acid Drinkers – zespół metalowy – ale nie wgłębiam się w ich teksty, bo nie są genialne. Jednak oni bronią się czym innym: Tytus świetnie śpiewa po angielsku – to jest rytmiczne, melodyjne – rasowy band. Kiedy zaczynali grać, wszyscy myśleli, że to brytyjski new wave, metal. Trzeba wiedzieć, co się chce uzyskać.
Marcin: Dla nas ważne jest to, żeby nie iść na łatwiznę. Przyjęło się, że poezja śpiewana to gitarka, rzewne, smutne skrzypeczki, trochę melorecytacji. Uwielbiam taką muzykę Grechuty i Turnaua, ale rzadko kto bierze teksty Witkacego na warsztat ciężkiej i agresywnej muzyki rockowej. I z drugiej strony: często jest tak, że ciężka muzyka opiera się na słabych tekstach – dlaczego? Weźmy dobrą muzykę i połączmy ją z dobrym tekstem. Żaden z nas nie jest dobrym tekściarzem, dlatego sięgamy po Witkacego. Pierwszym moim doświadczeniem muzycznego sprostania dobremu tekstowi poetyckiemu był tekst Edwarda Stachury Zobaczysz. Pierwszy raz słyszałem to w wykonaniu SDM, pomyślałem: ładna piosenka. A później spotkałem się z aranżacją zespołu HEY, który zrobił ciężką rockową wersję, którą wszyscy śpiewają na Woodstocku. Rewelacja.

JA: Śpiewanie po polsku jest łatwiejsze od śpiewania po angielsku?

Dominik: Trudniejsze.

JA: Dlaczego?

Dominik: Język angielski jest prostszy niż polski – odmienianie końcówek jest mniej skomplikowane. Jest uboższy i bardziej melodyjny.
Marcin: Myślę, że osoba, która sprawnie posługuje się językiem angielskim, potwierdzi, że stworzenie piosenki, która ma sens w tym języku jest dużo prostsze. A dobranie polskich słów tak, żeby nie brzmiały głupio i tandetnie, jest trudne, bo łatwo stworzyć grafomanię. Ciekawe jest, że kiedy tłumaczymy angielskie teksty na polski, to czasami nas śmieszą, ale w oryginale się bronią.

JA: Jeżeli piszecie teksty po polsku, to znaczy, że wybieracie swojego odbiorcę i jednocześnie zamykacie się na zagraniczne rynki?

Dominik: Słuchamy np. Buenos Vista Social Club. Czy rozumiesz, co śpiewają?
Tomek: Albo Bregovića.
Dominik: Jak komuś się spodoba muzyka, to język nie będzie problemem.
Tomek: Uważam, że w Polsce nie docenia się języka. Często na ulicy słyszę zawiedzione głosy: a, śpiewali po polsku. Przez lata ciężkiego socjalizmu w Polsce panowało przekonanie, że wszystko, co jest polskie, co wiąże się z naszą historią, jest generalnie nie-fajne. To było nieatrakcyjne, tępione. To jest taki kompleks Zachodu. Walczę z tym całym sobą. Trzeba promować język i nie bać się tego. W moim rodzinnym mieście ustawiono choinkę z kartonów – taki ekologiczny projekt, popularny na świecie. Wszyscy zaczęli narzekać i mówić o zacofanym Tarnowie. Amerykanie zrobiliby zupełnie na odwrót, powiedzieliby: zobaczcie, to jest nasze! Bałkany, Brazylia, Irlandia – ludzie stamtąd potrafili uczynić ze swojej muzyki ludowej atrakcyjny produkt. Idziesz dzisiaj na zabawę w sylwestra i słuchasz muzyki brazylijskiej. Starajmy się dążyć do tego, żeby język polski stał się trendy. Żeby dzieciaki w Stanach chodziły z koszulką I love Bukowina i tak jak ja śpiewałem fonetycznie piosenki Metallicy, żeby oni śpiewali nasze.
Kuba: Nie myślimy o rynku, tylko robimy swoje. Śpiewamy po polsku, bo Witkacy pisał po polsku. Wydaje mi się, że jest taka tendencja, kiedy artysta chce wejść na światowy rynek muzyczny, to śpiewa na siłę po angielsku. Uwielbiam Brodkę, zwłaszcza poprzednią płytę Granda, ale uważam, że straciła coś śpiewając po angielsku.
Marcin: Dawid Podsiadło nagrał płytę – Comfort And Happiness – świetna płyta płyta, ma trochę polskich, a trochę angielskich numerów. Ale nie wiadomo, w którą stronę.
Kuba: Rozkroczył się. Chce być trochę tu, a trochę połechtać zagraniczny rynek – tego się nie da zrobić.
Marcin: I po co? Słuchasz tego i nie możesz znaleźć pełni.

JA: Czy Witkacy się nie zużył?

Marcin: Nie.
Dominik: Nigdy w życiu!
Kuba: Wręcz przeciwnie: nikt go tak naprawdę jeszcze nie dotknął. Nie zużył się, bo jest bardzo aktualny. Jeżeli dalej będziemy mieli takie przywary, jakie mamy jako społeczeństwo – to Witkacy nigdy się nie przeżre. Pisał ponadczasowo. Każdy tekst jest też bardziej lub mniej związany z jego dramatami. Nie wiadomo, czy rewolucja, o której pisze, to jedna, druga, trzecia, czy może taka, która nastąpi niebawem. Myślę, że nawet nie jest nadgryziony, nie mówiąc o strawieniu.
Marcin: Niech za przykład służy nasza nazwa. Kiedy ją wybieraliśmy okazało się, że nikt jeszcze nie pomyślał: co to jest to Palfy Gróf? W momencie, w którym powstaliśmy, stwierdziliśmy, że to nic nie znaczy. Tyle lat po śmierci Witkacego znalazł się witkacolog Marek Średniawa, który powiedział: coś tu jest nie tak, to niemożliwe, żeby to nic nie znaczyło. I stąd już wiadomo.

JA: Dlaczego to ciężkie brzmienia określają Witkacego? Współgrają z nim.

Kuba: Bo to jest buntownik zadziorny.
Marcin: Zaczęło się od przypadku. Kiedy wszyscy się spotkaliśmy okazało się, że lubimy cięższą muzykę i taką tworzymy. Dominik został naszym wokalistą i stwierdziliśmy, że potrzebny jest nam tekst. A że jesteśmy związani blisko z teatrem Witkacego, to sięgnęliśmy po jego teksty na próbę. I kiedy zderzyliśmy tekst, który przecież bywa agresywny, który ma w sobie pewną dziwność, tajemniczość – czyli to, co my też lubimy osiągać w muzyce – kiedy skonfrontowaliśmy wszystko ze sobą okazało się, że to do siebie pasuje. Bawimy się muzyką, tak jak Witkacy bawił się słowem.
Dominik: Później poszliśmy za ciosem. W przyszłości może sięgniemy po jego opowiadania, może po listy?

JA: Jak sprawić, żeby zespół alternatywny działał?

Marcin: Myślę, że jest to kwestia pasji i koleżeństwa. My się po prostu bardzo lubimy.
Dominik: I uporu. Cały czas przychodzą chwile zwątpienia, ale koncert daje coś takiego, że chce się to robić dalej.
Marcin: Wyzwaniem jest to, żeby znaleźć w sobie wystarczająco samozaparcia i nie poddawać się. Już dawno moglibyśmy zrezygnować, ale coś nas trzyma. Lubimy się w tym czasem pokłócić. Utwór, który niedługo ujrzy światło dzienne, to moim zdaniem najlepsze, co do tej pory tworzyliśmy, a powstał po ciężkiej kłótni.
Kuba: Niedawno wyszliśmy ze studia. Tekst, który jest praktycznie nie do zaśpiewania, wyznaczył nam kurs robienia piosenki.
Marcin: Staramy się robić pewne rzeczy po swojemu i uciekać od schematów: zwrotka-refren-zwrotka-refren.

JA: Jesteście alternatywni?

Marcin: Myślę, że tak.
Dominik: Tak, i nie zależy to od ilości ludzi, którzy nas znają. Dajemy alternatywę i możliwość docenienia ludzi, których się nie docenia. Wyciągamy twórców z brzydkich ram: Witkacego z ram alkoholika i narkomana, które mu ludzie przypisują. Robimy to dla niego.
Kuba: Co do narkotyków, to broni się sam Witkacy w piosence Lekarze. On wszystko tłumaczy, wystarczy posłuchać. Jeden krótki wiersz, który może zmienić spojrzenie na życie Witkacego. Jedna piosenka.

*Palfy Gróf okazał się być węgierskim hrabią rodu Palfy (Gróf oznacza hrabiego), z którym Witkacy miał tzw. kosę, czyt. nienawidzili się.

Autorka wywiadu wraz z 3/4 Palfy Gróf. Od lewej: Marcin Chryczyk, Justyna Arabska, Kuba Herzig i Tomasz Boruch. Dominik Piejko był z nami skype'owo :)
Autorka wywiadu wraz z 3/4 Palfy Gróf. Od lewej: Marcin Chryczyk, Justyna Arabska, Kuba Herzig i Tomasz Boruch. Dominik Piejko był z nami skype’owo.
Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany