Zagrajmy z orkiestrą, tak jak ona dla nas gra

Magda: Kiedy byłam dzieckiem, zawsze lubiłam okres poświąteczny. Były to czasy, kiedy śnieżna, mroźna zima odwiedzała Polskę bez wyjątku każdego roku. Styczeń kojarzył mi się zawsze z feriami i długimi spacerami z rodzicami. Szczególnie lubiłam jeden wyjątkowy dzień, którego ideę nie do końca wtedy rozumiałam. Wiedziałam tylko, że po moim mieście chodzi wtedy dużo uśmiechniętych od ucha do ucha osób i że gdy wrzucę im do puszki pieniążek, dostanę naklejkę – piękne, czerwone serce. Nigdy nie mogło skończyć się na wrzuceniu monety do tylko jednej puszki! Podczas spaceru ściskałam dumnie w garści drobniaki i chciałam dzielić się nimi z każdą z tych uśmiechniętych osób.

Justyna: W mojej niewielkiej miejscowości co roku organizowany był finał, któremu towarzyszyły występy dzieci ze szkoły podstawowej. Wiesz, że przez to mnie słowa piosenki Jest taki dzień Czerwonych Gitar kojarzyły się znacznie bardziej z Wielką Orkiestrą Świątecznej Pomocy niż ze świętami? Wyśpiewywane przez dzieci (w tym raz – jeśli dobrze pamiętam – przeze mnie), miały naprawdę dużą moc i utwierdzały mnie w przekonaniu, że jest to właśnie taki zwykły dzień, w którym gasną wszelkie spory. I faktycznie wzajemne ciepło odczuwa się wtedy znacznie intensywniej, dobro zaczyna tego dnia nabierać realnych kształtów, przestaje być tylko słowem – staje się gestem, czynem. Znacznie łatwiej jest mi tego dnia uwierzyć w moc, jaką mają w sobie dobrzy, pomocni, pozytywni ludzie, bo mijam ich na ulicy z większą częstotliwością, bo łatwiej jest mi ich rozpoznać. Niebywałe, że wymyślił to człowiek, co?

Magda: Mnie do dzisiaj nie mieści się w głowie, że inicjatywa wymyślona przez jednego człowieka ponad dwadzieścia lat temu, osiągnęła takie rozmiary! Niesamowite jest to, że WOŚP co roku przyciąga tak wielu wolontariuszy – a trzeba podkreślić, że najczęściej są to ludzie młodzi, uczniowie gimnazjów czy liceów, którzy zupełnie bezinteresownie podejmują się czuwania nad puszkami i słania uśmiechów. Sama, będąc jeszcze w szkole, kilka lat z rzędu miałam przyjemność być taką wolontariuszką i muszę przyznać, że jest to wcale niełatwa praca. Niekiedy wiązało się to z kilkugodzinną wycieczką po mieście, w śniegu i mrozie. Pod koniec dnia miałam zwykle odmrożone stopy i dłonie, jednak nie umiem nawet znaleźć słów, które opisałyby satysfakcję, jaka przychodzi do człowieka, gdy po oddaniu puszki do sztabu słyszy się zdanie: Gratulacje! Dziękujemy za pomoc! W takich chwilach myślałam sobie: czym jest moich kilka godzin marznięcia w stosunku do faktu, że dołożyłam właśnie swoją cegiełkę do czegoś pięknego; czegoś, co prawdopodobnie umożliwi komuś lepsze życie?

wosp2
Źródło: Tvn24.pl

Justyna: Ja jako wolontariuszka w wieku szkolnym, najbardziej cieszyłam się możliwością spędzenia czasu w tej atmosferze ogólnej radości, serdeczności. Dopiero jako dorosły człowiek zaczęłam głębiej analizować właściwy cel akcji, co roku poznając osobiste historie osób, którym WOŚP pomógł. Zaczęłam dostrzegać w szpitalach orkiestrowy sprzęt i z prawdziwym wzruszeniem czytałam historie moich znajomych, których bliscy z tych sprzętów skorzystali. Nierzadko były to sytuacje ratujące życie – dosłownie. Nie mogę pojąć, że kogoś to nie rusza, kiedy mowa jest nie o statystykach (choć i te robią wrażenie), ale właśnie o tych pojedynczych historiach zupełnie nieanonimowych ludzi. Dlatego każdorazowo czuję się w obowiązku stanąć w obronie nie tylko Owsiaka, ale również tysięcy ludzi, mając świadomość, że dla części z nich jest to ciężka, całoroczna praca. A zarzuty? Oskarżenia? Nie chciałabym poświęcać im zbyt wiele uwagi, obawiam się bowiem, że pochodzą z małej wiary w drugiego człowieka, w to że faktycznie można zorganizować siebie i ludzi, by czynić dobro, by komuś pomagać na dużą skalę. Ja tę wiarę posiadam i nie chciałabym się z niej tłumaczyć.

Magda: Również nie mam ochoty komentować fali nienawiści, spadającej co jakiś czas na Owsiaka. W moich oczach to człowiek o ogromnym, otwartym sercu, którego pozazdrościć mogłoby mu wielu. Co roku podczas zakończenia Przystanku Woodstock podkreśla, że sukces WOŚP to nie jego zasługa, a ludzi – wolontariuszy, artystów oddających na aukcję swoje (niekiedy prywatne i sentymentalne) rzeczy oraz nas – osób, które wrzucą do puszki symboliczne dwa złote. Za każdym razem niesamowicie mnie to wzrusza. Być może nie wszyscy wiedzą, ale pierwotnie Przystanek Woodstock miał być właśnie formą podziękowania dla wolontariuszy biorących udział w WOŚP. Lata mijają, a jedna rzecz zarówno na festiwalu, jak i podczas finału orkiestry jest absolutnie niezmienna – poczucie jedności i ogrom serdeczności dla drugiego człowieka.

Justyna: Zarówno WOŚP, jak i Woodstock od lat działają ponad podziałami wiekowymi, niekiedy światopoglądowymi. Trzymają swój poziom i dla wielu ludzi stanowią coś niezmiennego, nietykalnego. Wielu jest krytykantów, ale jeszcze więcej zwolenników, deklarujących swoje wsparcie, chęć pomocy. To wspaniałe, że Owsiak tak bardzo przyzwyczaił nas do pomagania, chociaż ten jeden raz w roku na tak masową skalę. Jednocześnie rozpropagował przekonanie, że liczy się każda, nawet symboliczna złotówka, bo kiedy się to zsumuje – wychodzi naprawdę ogromna kwota, dająca duże możliwości. Dzięki temu Orkiestra to zabawa w pomaganie, nie tylko dla dorosłych, ale także dla dzieci, które wciąż – tak jak my kiedyś – od małego chłoną tę pozytywną energię.

Wrócę jeszcze do tematu przedmiotów na aukcjach, o których wspomniałaś wcześniej. Zawsze z dużym zainteresowaniem śledzę, co w tym roku przekażą ludzie kultury, zwykle są to bowiem bardzo sentymentalne i ciekawe rzeczy, których pozbywają się na zawsze, ale jednocześnie z pewnością, że trafią w dobre ręce, należące do dobrego człowieka. Osobiście szczególnie upodobałam sobie wyprzedawanie strojów czy innych atrybutów postaci filmowych. W tym roku rzuciła mi się w oczy przepiękna sukienka, w której Magdalena Boczarska zagrała w filmie Sztuka kochania.

wosp1
Źródło: Fanpage domowych melodii na Facebooku

Magda: Ja co prawda wiedzą filmową pochwalić się nie mogę, za to co roku staram się śledzić, co oddają na aukcję ludzie związani ze światem muzyki.W tym roku moje serce zostało oficjalnie roztopione przez Domowe Melodie, które podarowały dla WOŚPu swoją Złotą Płytę. Przy wrzuconym na niebieski portal społecznościowy zdjęciu, Justyna napisała: Co tu dużo gadać. Dzielić trzeba się tym, co najcenniejsze mamy. Wtedy warto. W tym roku będą mogli Państwo zlicytować w ramach WOŚP-u naszą Złotą Płytę. Aukcja już niebawem. Pięknie się na nią patrzyło. Jest Wasza.

Nawiązałaś wcześniej do Finału, któremu towarzyszyły występy uczniów. Warto bowiem wspomnieć, że WOŚP to nie tylko to, co kojarzymy najbardziej – czyli wolontariusze chodzący po ulicach miast. Co cały szereg wydarzeń kulturalnych – przede wszystkim koncertów, jednak ich wybór jest tak ogromny, że na pewno każdy znajdzie coś dla siebie.

Justyna: Kilka dni temu przeczytałam na Facebooku hasło nawrzucajmy Owsiakowi – przekuwające pejoratywność czasownika nawrzucać, w pozytywnie kojarzony zwrot. Tak więc z myślą o wszystkich potrzebujących, nawrzucajmy do puszek tyle, na ile możemy sobie pozwolić i zadbajmy o to, by tak było już zawsze – by Orkiestra grała i pomagała do końca świata i o jeden dzień dłużej.

 

Rysunek wyróżniający wykonała Basia Rochowczyk.

Justyna Potasiak

Nieustannie zatopiona w planach kulturalno-wyjazdowych. Kulturę najchętniej pochłania w bezpośrednim kontakcie z twórcami, bo kontakt z żywym człowiekiem, z emocjami „tu i teraz” uważa za najwyższą wartość.

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany