Na mojej półce z książkami: „Dziewczyna z pociągu”, „Pokój”, „Od Kutza do Czekaja”

Na Facebooku od kilku lat na początku stycznia pojawia się wydarzenie, będące czytelniczym wyzwaniem. Przeczytam 52 książki w 2017 roku. Nigdy nie robię takich postanowień. Nie uważam, że czytanie powinno być wyścigiem. Bywają książki – tak jak i spektakle, filmy, piosenki – po których nie mogę dojść do siebie przez dłuższy czas. Nie wyobrażam sobie, żebym była w stanie sięgnąć wtedy – jak gdyby nigdy nic – po kolejny tytuł, tylko dlatego, że nie zdążę wypełnić mojego noworocznego założenia. Trudno mi przewidzieć, ile książek przeczytam w 2017 roku. Nie wiem też, ile przeczytałam ich w 2016. Na mojej półce bezapelacyjnie królują biografie i wywiady-rzeki. Tuż po nich reportaże, książki podróżnicze. Coraz rzadziej sięgam po powieści obyczajowe czy kryminały. Czytam dużo o tym, wokół czego toczy się moje życie – o teatrze, filmie, podróżach, ludziach. Poniższa lista nie odzwierciedla do końca moich czytelniczych upodobań, ale umowa była taka, żeby pisać o tym, co właśnie czytamy (czytaliśmy i przeczytamy). Spójrzcie więc na moją (aktualną) półkę z książkami.

 

Czytałam: Dziewczyna z pociągu, Paula Hawkins

dzp

Mogę się założyć, że nigdy nie sięgnęłabym po tę książkę, gdyby nie przypadek. Z założenia nie czytam bestsellerów; zdecydowanie bardziej wolę odnalezione w antykwariacie zapomniane tytuły. I może to założenie głupie i naiwne, ale nie potrafię tego w sobie zmienić. Żeby namówić mnie do sięgnięcia po książkowy hit, ktoś musi użyć naprawdę przekonujących argumentów. Któregoś dnia dodałam na Instagrama zdjęcie z podpisem, że jednym z moich ulubionych zajęć jest zaglądanie ludziom w okna. Ktoś z moich znajomych skomentował fotografię słowami: Czytałaś Dziewczynę z pociągu? Ona też to robiła. Ten jeden argument wystarczył. Szybko przypomniałam sobie, że widziałam tę książkę na półce mojej chrzestnej; zrobiło mi się smutno, gdy okazało się, że już jej tam nie ma. Ta sytuacja miała miejsce w październiku, w grudniu zdążyłam już zapomnieć – i o książce i o całej historii, aż do czasu rozpakowywania prezentów pod choinką, bo właśnie wtedy zostałam szczęśliwą posiadaczką książki Pauli Hawkins. Szczęśliwą, bo książka naprawdę mi się spodobała.

Przypuszczam, że znaczna część z Was sięgnęła po ten tytuł dużo wcześniej niż ja. Tym, którzy jednak jeszcze tego nie zrobili, chciałabym napisać: zróbcie sobie tę przyjemność. Hawkins pisze lekko, ale nie infantylnie. Kryminalna zagadka, która stopniowo rozwiązuje się w czasie trwania akcji nie jest może wybitnie zawikłana, co nie zmienia faktu, że sam pomysł zbudowania całej historii zasługuje na duże uznanie. Być może – biorąc pod uwagę moją miłość do podróżowania pociągami – nie jestem obiektywna, ale wydaje mi się, że Dziewczyna z pociągu powinna być na obowiązkowej liście każdego mola książkowego.

 

Czytam: Pokój, Emma Donoghue

pokoj

Chociaż w kontekście filmów nie kieruję się zasadą taką samą, jak przy książkach, nie widziałam filmu Lenny’ego Abrahamsona. Oglądam mało filmów zagranicznych, szczególnie najnowszych, głównie nadrabiam zaległości z lat 70. i 80., a moja przygoda z kinematografią zaczęła się stosunkowo niedawno – tyle mogę powiedzieć na swoje usprawiedliwienie. O Pokoju słyszałam i czytałam jednak wiele. Dlatego gdy scenariusz Donoghue znalazł się na mojej półce, wiedziałam, że musi pojawić się na – istniejącej w mojej głowie – liście: Przeczytać jak najszybciej. A więc czytam, choć muszę przyznać, że na razie nie zostałam wciągnięta w historię w takim stopniu, w jakim bym to sobie wyobrażała.

97 strona. Jak dotąd – dużo opisów pokoju. Każdego szczegółu, tak przecież istotnego w momencie, gdy jeden pokój jest całym twoim światem. Tak istotnego, gdy patrzy się na niego oczami pięcioletniego dziecka. To historia wzruszająca, uświadamiająca czytelnikowi, że nigdy nie można być pewnym tego, czy za ścianą nie rozgrywa się jakiś dramat. Jestem ciekawa w jakim momencie urwie się opowieść małego Jacka.

 

Przeczytam: Od Kutza do Czekaja, Barbara Hollender

od-kutza-do-czekaja-front

Także znaleziona pod choinką. Prezent w stu procentach trafiony, bo jestem już po lekturze pierwszej części Od Wajdy do Komasy i z chęcią zmierzę się z kolejnymi nazwiskami ze świata filmu. Tym bardziej, że Hollender tworzy portrety intrygujące, nieoczywiste, przybliżając czytelnikom zawodową drogę najbardziej znanych polskich reżyserów.

W drugiej części pojawiają się takie nazwiska jak: Antczak, Dębska, Gliński, Has, Lankosz, Wrona. Niewątpliwą zaletą książki jest fakt, że autorka pisze nie tylko o wszystkim dobrze znanych reżyserach, królujących od lat w polskiej kinematografii, ale także o tych, którzy dopiero zaczęli swoją przygodę z filmem.

Iga Herłazińska

Mogłaby zamieszkać w teatrze. Wszystko ją tam ciekawi i zachwyca. Lubi się włóczyć, podróżować. Banalnie - kocha żyć. Kocha też kawę z mlekiem, wiersze Osieckiej i stare filmy.

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany