Kulturalny bilans roku: Wajda, Teatr Telewizji i Wywiad(y)

Coraz częściej ktoś zadaje mi pytanie: A pomyślałabyś sobie rok temu, że…? Pomyśleć pewnie bym pomyślała, bo myślę i marzę ponadprzeciętnie dużo, ale mimo wszystko sytuacje, jakie spotkały mnie w 2016 roku, przerosły moje oczekiwania. Prawdę mówiąc, 2016 był tak dobrym rokiem, że rozmawiając czasem z przyjaciółmi, żartujemy między sobie: Ty już lepiej nie zaczynaj zdania od słów: „A za rok o tej porze to…”, bo wszystko się zadziwiająco szybko spełnia. Słowem – przez ostatnie 12 miesięcy nauczyłam się, że trzeba marzyć rozsądnie, bo przy odrobinie szczęścia połączonej z dużym entuzjazmem i zaangażowaniem, wszystkie marzenia zamieniają się w rzeczywistość. Tak jak stało się z Kulturą do góry nogami.

Graf. Doma Kanafa; marzec 2016
Graf. Doma Kanafa; marzec 2016

W styczniu 2016 wróciłam do Polski. Po kilku miesiącach spędzonych w Pradze, na wymianie studenckiej, moje myśli obracały się głównie wokół teatru. Pamiętam, że dotarłam do swojego łódzkiego mieszkania o 5 rano, czytałam potem przez kilka godzin książki, zaszyta – w końcu! – we własnym łóżku, a potem wstałam, ubrałam się i pojechałam na premierę do Warszawy. Tak jakby spektakl był najistotniejszą rzeczą, jaką należy zrobić po powrocie. Nie oszukujmy się – dzisiaj zrobiłabym to samo. Mój styczeń opisać można byłoby dwoma słowami: teatr i pociąg. W ciągu kilkunastu dni obejrzałam 12 spektakli, lepszych i gorszych. Wędrowałam pomiędzy Łodzią a Warszawą, pisząc recenzje na kolanie. Chyba właśnie wtedy, w którymś z nocnych pociągów, pomyślałam sobie, że cudownie byłoby stworzyć miejsce, w którym zarówno ja, jak i moim równie zakręceni na punkcie kultury przyjaciele, mogliby pisać o tym, co dla nich ważne i interesujące, mając świadomość całkowitej wolności. Już w lutym przedstawiłam znajomym swój plan. Zakładam stronę, chcecie ją ze mną współtworzyć?  Z perspektywy czasu mogę wyznać, że zupełnie nie spodziewałam się tego, co spowodowała ta jedna, niewinna decyzja.

W lutym zaczęłam praktyki w Teatrze Wielkim w Łodzi. Myślę z sentymentem zarówno o tym teatrze (to tam zaczęło się moje zauroczenie Krystyną Jandą!), jak i o czasie praktyk. Lubiłam błądzić korytarzami wielkiego (nazwa zobowiązuje) gmachu, zaszywać się w bufecie z kawą albo na widowni podczas prób do wieczornych przedstawień. Często zostawałam dużo dłużej niż musiałam, tylko po to, żeby chłonąć atmosferę teatru. A pomysł o stworzeniu Kultury do góry nogami (wtedy był to jeszcze pomysł bez nazwy projektu, długo zajęło nam wymyślenie nazwy strony) powoli nabierał kształtów. W marcu moim drugim domem stała się Warszawa. Marzec był nie tylko początkiem wiosny. Był – jakkolwiek egzaltowanie to zabrzmi – zupełnie nowym początkiem mojego życia.

Właściwie wszystkie kulturalne wydarzenia, jakie miały miejsce w 2016 roku w moim życiu, od marca zaczęły kręcić się wokół tego portalu. Poznałam nowych ludzi, którzy szybko stali się dla mnie ważni; przeprowadziłam kilkanaście wywiadów, napisałam kilkadziesiąt tekstów, wymieniłam kilkaset telefonów i e-maili… Jestem przekonana, że gdyby istniała możliwość dowiedzenia się, jakie słowo wypowiadało się najczęściej w minionym roku, w moim przypadku byłoby to słowo kultura.

W czerwcu miałam obronę. Pisałam licencjat na temat miejsca kultury wysokiej w telewizji (na przykładzie Teatru Telewizji i TVP Kultury). Nawet podsumowując swoje studia dziennikarskie, nie byłam w stanie uciec od teatru. Po obronie zaszyłam się na prawie trzy tygodnie w Grecji, próbując sobie odpowiedzieć na pytanie: Co dalej? Mogłam stereotypowo pójść na magisterkę albo mniej stereotypowo – zrobić sobie rok przerwy od studiów. Wybrałam drugą opcję, musiałam wysłuchać kilku(nastu) uwag, że potem na pewno już nie będzie mi się chciało wrócić na studia, że powinnam zrobić jak wszyscy (to jest argument, który tylko utwierdził mnie w podjętej decyzji), że… I teraz – w grudniu – z ręką na sercu mogę przyznać, że ostatnie kilka miesięcy było najlepszymi miesiącami w moim życiu. Pełnymi teatru, kina, książek, muzyki i – co najważniejsze – inspirujących ludzi, którzy utwierdzili mnie w przekonaniu, że mając pasję, ma się w życiu bardzo wiele i że robiąc to, co się kocha, jest się (nad)zwyczajnie szczęśliwym.

Emocjonującym wydarzeniem był dla mnie odbywający się we wrześniu Festiwal Filmowy w Gdyni. Już po raz drugi brałam w nim udział jako wolontariusz, tym razem opiekując się ekipami filmowymi (rok wcześniej zajmowałam się współredagowaniem gazety festiwalowej). To właśnie w Gdyni po raz pierwszy spotkałam Andrzeja Wajdę – uścisnęłam mu dłoń, powiedziałam, jak bardzo podziwiam go za wszystkie filmy, poprosiłam o kolejne, zrobiłam zdjęcie, zdobyłam autograf (generalnie nie przywiązuję wagi do autografów, zdecydowanie bardziej od materialnych zdobyczy, wolę spędzoną z kimś chociażby krótką chwilę, jednak w przypadku Wajdy, mojej miłości do niego i jego miłości do pisania listów – ten podpis znaczy dla mnie bardzo wiele), a nawet – przypadkowo – wypiłam kieliszek jego wina. Tym bardziej wiadomość o jego śmierci, która przyszła dwa tygodnie później, bardzo mną wstrząsnęła. Nie dość, że odszedł mój ukochany reżyser, odszedł dosłownie kilkanaście dni po naszym pierwszym spotkaniu…

23.09.2016
23.09.2016

Festiwal Filmowy w Gdyni to dla mnie także seans naprawdę udanych polskich filmów. Ostatnia rodzina (na której byłam ostatnio po raz drugi w kinie i do której moja miłość jeszcze bardziej się pogłębiła), Jestem mordercą, Zaćma, Plac zabaw… Po obejrzeniu takich produkcji, trudno nie buntować się przeciwko stwierdzeniu, że kino polskie kuleje. Prawdą jest, że powrót do czasów świetności nie jest łatwy; prawdą jest też jednak fakt, że polscy twórcy filmowi coraz częściej potrafią pozytywnie zaskoczyć widzów nie tylko z Polski, ale z całego świata.

Wrzesień i październik to także próby do spektaklu Wywiad w reżyserii Waldemara Zawodzińskiego (któremu asystowałam). Spektakl wyprodukowany został przez Fundację Kamila Maćkowiaka w Łodzi. Te dwa miesiące uświadomiły mi, co tak naprawdę kocham w teatrze i jak wiele jestem w stanie dla niego poświęcić. Był to także bodziec do podejmowania kolejnych wyzwań. Skończyłam kurs na producenta teatralnego, otworzyłam się na zupełnie nowe instytucje, nabrałam pewności siebie. A po produkcji podjęłam kolejną ważną decyzję – tę o zmianie miejsca zamieszkania…

Plakat spektaklu "Wywiad"
Plakat spektaklu „Wywiad”

Ale tutaj zaczyna się już powoli opowieść o tym, czego oczekuję od 2017 roku. Bez żadnej kokieterii mogę przyznać – oczekuję, że będzie jeszcze lepszy, bogatszy w doświadczenia i ludzi niż 2016 rok. Choć ma z czym konkurować… Chciałabym móc za rok napisać to samo, co napiszę za chwilę. Że mam poczucie, że dobrze wykorzystałam każdą chwilę i okazję; że zwyczajnie jestem z siebie dumna. I wciąż istnieje wolność, tak ważna w sztuce.

 

Iga Herłazińska

Mogłaby zamieszkać w teatrze. Wszystko ją tam ciekawi i zachwyca. Lubi się włóczyć, podróżować. Banalnie - kocha żyć. Kocha też kawę z mlekiem, wiersze Osieckiej i stare filmy.

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany