Kulturalny bilans roku: Do góry nogami, Agnieszka Osiecka i dwie premiery teatralne

Cała nadzieja w kulturze.
Kiedy myślę o kończącym się roku, ze smutkiem przypominam sobie ile w nim niewykorzystanych okazji, rozczarowań, ilu ludzi, którzy okazali się inni niż myślałam.  Być może to dlatego, że jestem coraz starsza, a może dlatego, że coraz więcej widzę i rozumiem. Ten trop zweryfikują kolejne lata, lepiej więc skupić na tym, co nie przyniosło rozczarowania, a co więcej sprawiło wiele radości, czyli na kulturze. Najlepsze co zdarzyło mi się kulturalnie (i nie tylko) w 2016 roku to… Kultura do góry nogami! Niewątpliwie powstanie portalu, możliwość pisania dla niego przyniosła nie tylko wspaniałych ludzi, ale i możliwość uczestniczenia we wspaniałych wydarzeniach. Cieszę się, że jest Kultura do góry nogami i że ja mam możliwość być jej częścią.

Rok 2016 zaczęłam od prób do spektaklu Matki i synowie w Teatrze Polonia. Możliwość współpracy przy spektaklu reżyserowanym przez Krystynę Jandę (aktorka wciela się również w główną rolę), był kwintesencją spełnianego od 3 lat marzenia, by znaleźć się i pracować w Teatrze Polonia. Trze trzy miesiące okazały się być wspaniałą lekcją życia. Możliwość obserwacji Krystyny Jandy przy pracy to naprawdę wyjątkowa przyjemność. W spektaklu zagrali również Paweł Ciołkosz, Antoni Pawlicki oraz dwaj przezdolni młodzi mężczyźni Adam Tomaszewski i Antoni Zakowicz.
12803305_1314359085256520_21495457061939422_n

Sama sztuka porusza temat bardzo trudny i nadal wzbudzający wiele kontrowersji. Krystyna Janda wciela się w rolę matki, która 20 lat temu straciła swojego jedynego syna, Andre. Poznajemy ją w momencie, w którym odwiedza Mike’a, byłego partnera jej syna, do którego (jej zdaniem) Andre uciekł i przez którego stał się gejem. Catherine nadal nie może pogodzić się ze stratą, na domiar złego zastaje Mike’a w zupełnie nieakceptowalnej dla niej sytuacji – jako męża i ojca. Kobieta nie jest w stanie zrozumieć jak dwóch mężczyzn może tworzyć rodzinę, poza tym uważa, że jedynym winowajcą śmierci Andre jest właśnie jego były partner.

Podczas prób niejednokrotnie zastanawialiśmy się, czy polska publiczność jest gotowa na taką sztukę. Terrence McNally (autor granej w Och-Teatrze Marii Callas. Master Class.), mam wrażenie pierwszy raz we współczesnym dramacie, opowiadając o homoseksualizmie, umieszcza na scenie dziecko i pozwala by ta historia pisana była jego oczami. Publiczność Teatru Polonia nie zawiodła i choć zdarzają się negatywne komentarze, sztuka spotkała się z pozytywnym odbiorem, a w teatralnym foyer po spektaklu słychać zawsze niekończące się dyskusje na jej temat.

Agnieszka Osiecka mocno znaczy swoją obecność w moim życiu każdego roku. Czasem odkrycie jakiegoś, nieznanego dotąd tekstu, wystarczy by miesiąc stał się lepszym. W tym roku jednak Osiecka wbiła się we mnie pazurami i nie dała o sobie zapomnieć ani na chwilę. Wszystko zaczęło się od premiery powieści Neponset. Zajęta setką innych rzeczy, o premierze dowiedziałam się z plakatu, kiedy książka była już w sprzedaży. Zabrałam ją w wakacyjną podróż i odkryłam Osiecką na nowo. catsChoć nigdy nie pokocham Marty z Neponsetu tak jak Elżbiety z Białej Bluzki, to powieść ta (jak to zwykle z Osiecką bywa) namieszała mi porządnie w sercu. A jeśli już o Białej Bluzce mowa. Kiedy rok temu w listopadzie Krystyna Janda podjęła decyzję o zdjęciu z repertuaru Och-Teatru Białej Bluzki, serce rozpadło mi się na drobne kawałki. Pamiętam ten ostatni spektakl, to pożegnanie i uczucie, że jedyne co mi pozostaje to Biała Bluzka na papierze. Informacja o tym, że z okazji urodzin Osieckiej, Janda zagra dwa spektakle zaskoczyła nas wszystkich. Czekałam na tę Białą Bluzkę jak nigdy, i nigdy też ta zagrana po roku, wytęskniona, nie zrobiła na mnie takiego wrażenia. Długo po niej nie mogłam się pozbierać. Te trzy Panie (nie może zapomnieć o Magdzie Umer,  która wyreżyserowała spektakl) to jednak trio idealne. Nie wiem czy to fakt, że już zdążyłam się z Białą Bluzką pożegnać, czy może Krystyna Janda zagrała jak nigdy wcześniej, ale ten wieczór został mi w głowie na długo i niewątpliwie był jednym z najmocniejszych przeżyć, nie tylko kulturalnych w tym roku.

Na koniec wydarzenie najświeższe, ale i dla mnie najważniejsze. Premiera Słonecznej linii w Teatrze Polonia i moja współpraca z Iwanem Wyrypajewem. Więcej o niej pisała w tekście z cyklu: Reżyseria.
Możliwość tej pracy okazała się szalenie wartościowa, nie tylko zawodowo, ale i życiowo, a przy okazji powstał spektakl, który jeszcze podczas prób stał się jednym z najważniejszych w moim życiu. Spektakl, którego nadal nie mam dość, który oglądać mogę w kółko, który nadal mnie śmieszy do łez i wzrusza. Dzięki Słonecznej Linii odkryłam też aktorstwo Karoliny Gruszki, której wrażliwość i ekspresja całkowicie mnie ujęły. Pamiętam ją sprzed lat z Trzech sióstr w Teatrze Polonia, żałuję, że potem długo nie przyglądałam się jej karierze.

Rok 2016 kulturalnie absolutnie mnie nie rozczarował. Czy mam marzenia związane z rokiem 2017?
Żadnych konkretnych – chciałabym wzruszeń, śmiechu, gęsiej skórki, chciałabym też jak najmniej takich historii jak ta związana z Teatrem Studio czy Teatrem Polskim we Wrocławiu. Co przyniesie przyszły rok – zobaczymy. Na koniec fragment sztuki  Maria Callas. Master Class: Ja wiem, że świat się nie zawali, jeśli od jutra nie będzie przedstawień Traviaty. Ja to wiem. Ale wierzę, że wybierając sztukę, przyczyniamy się do tego, żeby ten świat stawał się piękniejszy i lepszy. Że zostawiamy go mądrzejszym i bogatszym, dzięki sztuce. Im jestem starsza tym mniej wiem. Ale wierzę, że to co robimy ma sens.

Zdjęcie wyróżniające pochodzi ze sztuki Słoneczna linia, autorem jest Kasia Chmura – Cegiełkowska.

Justyna Kowalska

Miała być aktorką, ale okazało się, że zdecydowanie woli stać za sceną niż na niej. Marzycielka. Włóczykij.

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany