Seriale z dawnych lat: Rodzina zastępcza

Justyna P.: Choć motyw rodziny pojawia się właściwie w każdym polskim serialu, to właśnie Rodzina zastępcza, najwyraźniej akcentowała wszystkie wartości, którymi charakteryzuje się prawdziwa rodzina: zrozumienie, troskę, wzajemny szacunek, stawanie w swojej obronie i miłość oraz akceptację pomimo różnic. Ukazywał dokładnie to, o czym mówi piosenka z czołówki – że z jednej tkaniny wszyscy jesteśmy, co się wyciera, strzępi przez lata, lecz jeśli chcesz te wszystkie dziury, miłością da się załatać. Jednocześnie serial ten pokazywał coś, czego wówczas w polskich serialach jeszcze nie było – że rodzina to nie tylko więzy krwi, ale przede wszystkim relacje i uczucia, które można wypracować, których można się nauczyć. Wszystko dzięki wykreowaniu postaci rodziców, stanowiących przykład nie wyidealizowany, ale przez te swoje przywary, realniejszy i uwielbiany przez widzów.

Justyna A.: Zgadzam się z tym brakiem idealizacji rodziców – a co się z tym wiąże – idealizacji procesu wychowawczego. Myślę, że jest to przełamanie pewnego tabu kulturowego – adoptowane dzieci, w tym dzieci kolorowe, niezależna – aktywna zawodowo kobieta. Czy to moja wyobraźnia, czy Anka – żona Jacka i matka dla dzieciaków – malowała i pokazywała swoje prace na licznych wernisażach?

fot.: AKPA
Justyna K.: Justyna – dokładnie tak było! Często nawet mieliśmy szansę obserwować Ankę przy pracy. Uwielbiałam tę postać. Odważna, nowoczesna, jakby o krok przed całą rodziną, a mimo tego pamiętająca co jest najważniejsze: ciepła, kochana, a kiedy trzeba stanowcza i surowa.

Justyna P.: Nie ukrywam, że postać Anki była moją ulubioną, właśnie ze względu na to, o czym piszecie. Anka była niezwykłą kobietą-wulkanem energii, kochałam i podziwiałam jej temperament, humor, ale jednocześnie dużą wrażliwość. Choć była matką i przez pewien czas zajmowała się głównie domem, nigdy nie była stereotypową kurą domową, stłamszoną przez męża-głowę rodziny. Tu bez wątpienia Anka rządziła, sprawnie i z dużą klasą, stawiając na swoim.

Duży wkład w budowanie tej postaci miała niezwykła Gabriela Kownacka. Zresztą to dzięki Rodzinie zastępczej narodziła się moja miłość do trójki wspaniałych aktorów: Gabrieli Kownackiej, Piotra Fronczewskiego i Joanny Trzepiecińskiej, pojawiającej się w roli sąsiadki Alutki dopiero w późniejszych odcinkach. Jako nastolatka nie znałam zbyt wielu filmów z ich udziałem, tymczasem taki z pozoru zwykły serial, pozwolił mi zainteresować się ich dorobkiem artystycznym, dzięki czemu natrafiłam na wiele wybitnych kreacji aktorskich.

Justyna A.: Tak! To kolejny serial, w którym pojawia się jedna z moich ulubionych aktorek! Gabriela Kownacka świetnie sprawdziła się w roli mamy rodziny patchworkowej. Wniosła niezwykłe ciepło do serialu. Anka bardzo dobrze kontrastowała z postacią (na pozór) restrykcyjnego ojca – niezastąpionego Piotra Fronczewskiego, którego poznałam w Tata, a Marcin powiedział. Swoją drogą to ciekawe powtórzenie roli ojca.

Justyna K.: Ja również dzięki Rodzinie zastępczej odkryłam Joannę Trzepiecińską. Jako mała dziewczynka wyobrażałam sobie, że aktorka wcielająca się w rolę Alutki jest pewnie tak zwariowana również prywatnie. Powoli dorastałam do obejrzenia kolejnych kreacji aktorskich, a potem dzięki mojej przyjaciółce zobaczyłam Joannę w spektaklu Dowód w Teatrze Polonia i pokochałam ją na scenie. Miałam szansę poznać ją prywatnie i okazało się, że niepodrabialny urok Alutki to tak naprawdę niepodrabialny urok samej Joanny Trzepiecińskiej, która jest wspaniałą kobietą!

Justyna P.: Nie ukrywam, że oglądałam każdorazowo powtórki serialu, teraz natomiast – z poczucia braku emisji starych odcinków w telewizji – postanowiłam przypomnieć sobie co nieco za pośrednictwem Internetu. Dzięki temu, już z perspektywy dorosłego i bardziej świadomego widza, zwróciłam uwagę na jeszcze jedną ważną sprawę, wokół której już trochę krążyłyśmy, ale którą warto podkreślić: jak ten serial walczył ze stereotypami! Nienachalnie, z dużym humorem, dystansem, ciepłem. Pamiętam odcinek, jeden z pierwszych, w którym okazuje się, że Romek ma korzenie…cygańskie. Dziś mit Cygana wybrzmiewa w społeczeństwie może mniej intensywnie niż wówczas. Wtedy jednak nawet państwo Kwiatkowscy, usiłowali sprawdzić chłopca, czy aby na pewno nie potrafiłby nic ukraść, ostatecznie oskarżając go nawet o zabranie pieniędzy i bransoletki cioci Uli, co oczywiście szybko okazało się być nieprawdą. Przemycony w ten sposób, całkiem swobodny morał, że nie należy oceniać ludzi zbyt pochopnie, to jedno, ale nauka tego, że łatwo dać się usidlić przez stereotypowe myślenie o ludziach, to drugie. Dziś coraz trudniej znaleźć w polskich serialach takie ponadczasowe walory edukacyjne, zaprezentowane z wyczuciem, nie bezpośrednio.

fot.: AKPA

Justyna A.: Skoro mowa o wyczuciu to nie zapominajmy serialowym humorze! Twórcy Rodziny zastępczej z wielkim wyczuciem połączyli poważne, rodzinne problemy ze zdrową dawką humoru. Co więcej – żarty nie były żenujące! Uważam, że to wielki sukces. Być może dlatego, że sytuacje pokazane w serialu praktycznie odzwierciedlały to, co działo się w moim domu. Podobne problemy, rozterki, żarty no i dużo miłości oraz wzajemnego szacunku – nawet jeżeli do domu przychodziła ciocia Ula, która, jak wiadomo, nie darzyła sympatią Jacka. Zresztą z wzajemnością…

Justyna K.: Jak tak teraz o tym myślę to zobaczcie jaka paleta postaci, niezwykle barwnych.  Nie możemy zapomnieć o prześmiesznym, trochę głupkowatym posterunkowym, granym świetnie przez Jarosława Boberka. Dobór postaci na pewno był nieprzypadkowy. Dobrze widać, że każdemu z bohaterów poświęcono dużo czasu, aktorów dobranoc wspaniale. Lubię wracać do Rodziny zastępczej. Zwłaszcza do tych najstarszych odcinków, dorastałam z tym serialem oraz z jego najmłodszym bohaterami.

Justyna P.: Niestety na pewnym etapie rozwój wątków pobocznych poszedł w moim odczuciu zbyt daleko i twórcy serialu gdzieś po drodze pogubili magię tej opowieści, jej ciepło i niepowtarzalny klimat. Wprowadzenie postaci kolejnych dzieci w domu Kwiatkowskich – najpierw Dorotki i Wojtka, potem dwóch bliźniaków  Piotrka i Pawła, zasadniczo było naturalną koleją rzeczy, w rzeczywistości jednak zmieniło nieco moje spojrzenie na tę produkcję i ich bohaterów. Miałam wrażenie, że pewne zagadnienia zostały już na tyle mocno wyeksploatowane, że właściwie nic nowego, równie ciekawego nie może się już wydarzyć. Lubiłam klimat domu Kwiatkowskich – ciągle otwartego (dosłownie i w przenośni) na odwiedzających – i gdy akcja serialu zaczęła przenosić się do innych lokalizacji – początkowo tylko do domu sąsiadów Kossoniów, później również do mieszkania Majki oraz kafejki internetowej, którą prowadziła – miałam wrażenie, że losy trzonu tego serialu, zostają niejako zepchnięte na boczny plan, co jest niestety typowe dla większości współczesnych seriali. Niewiele pamiętam z tych późniejszych epizodów, gdybym miała powiedzieć jak zakończyła się cała historia – nie miałabym pojęcia, natomiast do początków Rodziny zastępczej po dziś dzień wracam z ogromną radością i sentymentem.

Justyna Potasiak

Nieustannie zatopiona w planach kulturalno-wyjazdowych. Kulturę najchętniej pochłania w bezpośrednim kontakcie z twórcami, bo kontakt z żywym człowiekiem, z emocjami „tu i teraz” uważa za najwyższą wartość.

2 komentarze
  1. Uwielbiam ten serial i oglądam go od lat. Jest cudownie zabawny, bardzo pouczający, a zarazem lekki. Niestety ostatnio nadawany jest na nickelodeon i codziennie dają te same odcinki! Cóż to, zabrakło wam reszty czy macie w nosie telewidzów? To zaczyna być nudne. Chcecie, aby przestano go w ogóle oglądać? Wiem, że w internecie są wszystkie odcinki, ale jestem starszą osobą i wygodniej mi oglądać w telewizji. Proszę, nie zabierajcie tego serialu.

  2. Anna: „Ale przecież mamy mądre i odpowiedzialne dzieci…”
    Jacek: „Tak. I Filipa”
    🙂
    Cycaty urocze można mnożyć. dziękuję Paniom Justynom za przypomnienie, dlaczego serial darzę takim sentymentem…;)

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany