Karp lowelas, czyli co powie ryba?

Jest wiele rzeczy, które nieodzownie kojarzą mi się ze świątecznym czasem. Idąc od tych najbanalniejszych – grudzień. W tym miesiącu dosłownie nie da się nie czuć wszechobecnej przedświątecznej atmosfery. Zaglądające z każdej wystawy sklepowej świąteczne ozdoby, pachnące jarmarki z pysznym, grzanym winem w roli głównej… Każdy wie, o czym mowa.

Druga rzecz to sałatka jarzynowa. Choć teraz bardzo ją lubię, będąc dzieckiem nie żywiłam do niej szczególnej  sympatii. Za to uwielbiałam proces przygotowywania. Siadałyśmy z mamą i siostrą w kuchni przy dużym stole, wcześniej przykrytym ceratą. Stawiałyśmy na nim wielki garnek warzyw i zaczynała się zabawa. Obieranie, krojenie w paski, a potem w drobną kosteczkę. Zawsze podziwiałam mamę, której nóż dosłownie palił się w dłoniach. My dwie wolałyśmy robić konkursy, której uda się uzyskać dłuższą skórkę z ziemniaków, toteż robienie sałatki często trwało długie godziny. W międzyczasie zawsze coś śpiewałyśmy – w tym okresie często były to kolędy. W pewnym momencie do kuchni zawsze wkraczał tata – był odpowiedzialny za przygotowanie sosu. Dzień krojenia sałatki zdecydowanie przypominał swego rodzaju kuchenne rewolucje.

Trzecia i przez długi czas tajemnicza dla mnie rzecz to Karp. Nie mam bynajmniej na myśli wigilijnego dania – tego nigdy się u mnie nie jadło, bo nikt za nim nie przepadał. Za to tego, o którym mówię, uwielbiali już wszyscy. Chociaż przez pierwsze dwa czy trzy lata jego istnienia nie do końca wiedziałam o co chodzi, w późniejszych latach z niecierpliwością czekałam na pierwszą emisję, która zwykle przypadała na koniec listopada. Co roku te same, proste słowa:

Krok po kroku, krok po kroczku,
Najpiękniejsze w całym roczku,
Idą święta, idą święta

Za każdym razem sprawiały mi jednak  tyle samo radości.

karp2
źródło: www.polskieradio.pl

Mowa oczywiście o Świątecznym Karpiu Trójkowym, który przez lata stał się prawdopodobnie najbardziej popularną rybą w Polsce (a przynajmniej wśród Trójkofanów). Jego początki sięgają aż 2000 roku – od tego czasu co roku ukazywał się nowy utwór nawiązujący do świąt. Prosta kalkulacja pozwala stwierdzić, że tegoroczny Karp jest już numerem siedemnaście! Od kiedy zrozumiałam tę ideę, stałam się karpiofanką numer jeden. Wraz z premierą utworu przychodzi bowiem wiele okołoświątecznych radiowych niespodzianek – w tym akcja charytatywna, podczas której licytować można moc ciekawych prezentów, a cały dochód przeznaczony jest na różnego rodzaju fundacje i stowarzyszenia – każdego roku inne.

Przez wszystkie lata swojego istnienia Karp przeżył wiele przygód. Niejednokrotnie usiłował umknąć spod noża, czasami to on stawał się bohaterem, który wraz ze swoją karpiową rodziną spędzał święta przy choince. W 2013 roku zdarzyły mu się nawet podboje miłosne!

Najpiękniejsze w Karpiu jest to, że co roku tworzony jest z miłością. Choć mogłoby się wydawać, że motyw przewodni, napisany przed siedemnastoma laty przez redaktora Kubę Strzyczkowskiego, powinien już dawno wszystkim się znudzić, każdego roku nabiera on nowej siły. Przy nagrywaniu utworu bierze udział wielu redaktorów i pracowników Trójki – mimo że wcale nie jest powiedziane, że każdy z nich jest utalentowany wokalnie! Jedni melorecytują, inni bardzo starają się, by zaśpiewać czysto. Dzięki tej różnorodności każdy z Karpi jest wyjątkowy i jedyny w swoim rodzaju.

karp3
źródło: www.polskieradio.pl

Tegoroczny Karp ma już tydzień i z każdym dniem rośnie w siłę; dokładnie tak samo, jak panująca wokół świąteczna atmosfera, która co dzień zagęszcza się coraz bardziej. Przy szale bożonarodzeniowych przygotowań i szalonego pędu w poszukiwaniu prezentów dla najbliższych warto jednak pamiętać, by czasami zwolnić. Choćby po to, by posłuchać co ma do powiedzenia pewna radiowa ryba.

Magda Futyma

Trochę przeraża ją bezczynność. Autostopowiczka, fanka gór i długich poranków.

4 komentarze
  1. Błagam, tylko nie „Pani”…
    Oj, tak! „Bukartykowe” Karpie najlepsze. Zupełnie inny charakter…
    Liczę na wielki powrót w przyszłym roku. Taki z przytupem! 🙂

  2. Również od lat jestem wielką karpiofanką (i Trójkofanką największą na świecie). Karp i licytacje dawały radosny znak, że coraz „bliżej święta”, budowały przyjemną atmosferę przygotowań. Z dozą inteligentnego humoru, czasem ironii, abstrakcyjną zabawą słowem. Z roku na rok redaktorzy rozwijali się wokalnie, co wyraźnie można dostrzec, słuchając się wszystkich „wydań” po kolei. Słychać było w ich głosach, że lubią to, co robią i przynosi im to wielką frajdę. Piszę w czasie, bo tym roku czuję niedosyt i smutek… Tegoroczny Karp jest przygnębiony, nijaki, sztywny. Nie cieszy tak, jak powinien. Nawet główny motyw, który mimo zmian aranżacji zawsze pozostawał niezmienny, w tym roku jest inny. A końcówka? Brzmi trochę jak pożegnanie. Tak, jakby miał być to ostatni Karp.
    Miałam nadzieję, że to się nie stanie, ale sytuacja w Polskim Radiu przeniknęła nawet do Karpia…
    Oby w przyszłym roku wszystko wróciło do normy!

    1. Ze smutkiem muszę przyznać, że też jestem nieco rozczarowana tegorocznym Karpiem, szczególnie – tak jak Pani wspomniała – głównym motywem, który choć zawsze taki sam, tym razem jest inny. Nie wpada w ucho tak mocno jak zwykle… Póki co moim ulubionym Karpiem jest ten z 2013 roku – choć 2014 i 2015 również miło się słucha, w moim odczuciu żadna z nich nie pobiła Karp Story 🙂 (ale może to też poniekąd kwestia tego, że jestem absolutną fanką twórczości Piotra Bukartyka – zarówno tej pisanej, jak i kompozytorskiej)
      Miejmy więc nadzieję, że w tym roku nastąpił tylko lekki (i jednorazowy!) „spadek formy” 😉

      1. Błagam, tylko nie „Pani”…
        Oj, tak! „Bukartykowe” Karpie najlepsze. Zupełnie inny charakter…
        Liczę na wielki powrót w przyszłym roku. Taki z przytupem! ?

        (chyba mnie przerosła technologia)

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany