Czy myje pani te dredy?

Będąc ostatnio w radio, chwilę przed wejściem na antenę, przypomniało mi się, że zostawiłam coś w newsroomie. Wyszłam więc ze studia, żeby pokonać tych kilka metrów korytarza i znaleźć w plecaku zgubę, kiedy usłyszałam za sobą głos:

Ależ ma pani piękne dredy! Aż szkoda, że jesteśmy w radio a nie w telewizji…

Na twarz zdążył wskoczyć mi lekki rumieniec i odwróciłam się, żeby podziękować za komplement. Za sobą ujrzałam starszego, siwiutkiego pana; na oko był grubo po siedemdziesiątce. W związku z tym zrobiło mi się podwójnie miło – przyznam szczerze, że choć komplementy dotyczące mojej fryzury ze strony starszych osób słyszę dosyć często, moje nastawienie do ich podejścia jest – niestety –stereotypowe. Częściej spodziewam się krytyki niż miłych słów.

Kilka godzin później drogę powrotną do akademika pokonywałam wciąż z uśmiechem na twarzy. Zawsze tak reaguję na niespodziewane komplementy; szczególnie te dotyczące moich włosów. Bynajmniej nie dlatego, że nie jestem z nich zadowolona. Ba! Jestem z nich niesamowicie dumna! Przywykłam jednak, że częściej słyszę różnej maści pytania dotyczące dredów. Od kiedy je zrobiłam – a było to niemal 3,5 roku temu! – przynajmniej raz w tygodniu ktoś pyta: Czy to się myje? (bo słyszeli, że nie można); Jak to się myje?; Czy często się je myje?; Czy są specjalne szampony? (bo słyszeli, że są, a do tego kosztują krocie); Czy to prawda, że dredy robi się na żelu/miodzie/wodzie z cukrem? (?!); Jeśli nie na miodzie, to jak się te dredy w końcu robi?; Co się robi z włosami, które odrastają?; Jak się poprawia dredy?… Aż w końcu moi faworyci: A co, jak już nie będę chciała mieć dredów i do kiedy planuję mieć dredy?

p1040843

Proszę się nie bać – nie planuję odpowiadać publicznie na te pytania. Rozumiem ludzką ciekawość i kiedy ktoś zadaje mi takie pytania, cierpliwie i grzecznie staram się odpowiadać. Muszę jednak przyznać, że z czasem zaczynają mnie one nieco męczyć. Szczególnie mam na myśli te o myciu. Mam dystans do siebie, więc nie biorę ich zwykle zbyt poważnie (czasami tylko, gdy stopień irytacji sięgnie zenitu, zbywam rozmówcę słowami, że tego się nie myje, tylko płucze Domestosem raz w tygodniu). Ale z drugiej strony, czy pytanie o to, czy myjesz swoje włosy, zadane osobie, która ma zupełnie zwykłą fryzurę, nie zostałoby odebrane jako prostackie i niekulturalne?

Na szczęście życie z dredami ma też mnóstwo dobrych stron. Może nawet więcej niż tych złych (którymi bywa niewątpliwie problem z ubraniem czapki w zimie) – gdyby było inaczej, pewnie nie wytrzymałabym z nimi tak długo. Dredy niewątpliwie wzbudzają ciekawość, a co za tym idzie, sprzyjają nowym znajomościom. Szczególnie na przystankach autobusowych lub w sklepach spożywczych; zwykle właśnie ze strony starszych osób. Pamiętam śmiertelnie poważne zaskoczenie dwóch starszych pań, gdy zaspokoiłam ich ciekawość zdradzając, że dredy można zrobić szydełkiem. Wsiadły do autobusu z takim błyskiem w oku, że byłam niemal przekonana, iż po powrocie do domu postanowią poćwiczyć sztukę robienia dredów na włóczce. Z kolei kiedyś przy pieczywie w Lewiatanie zaczepił mnie staruszek i z wyraźnym zakłopotaniem na twarzy wydukał słowa: Ma pani piękne włosy, ale… Czy one nie gniotą pani w plecy podczas snu? Zdarzały się też pytania pokroju: A co to jest, co pani ma na głowie, a jak to się nazywa?

p1050081

Jednak moją ulubioną jak do tej pory sytuacją pozostaje spotkanie z pewnym panem – mówiąc prosto, typowym miłośnikiem tanich trunków, zasiadającym na co dzień w loży lokalnych szyderców vel na ławce pod sklepem. Spotkałam go, wychodząc z tegoż właśnie sklepu. Spojrzał na mnie, wskazał palcem i wywiązał się taki dialog:

Dzień dobry! To się nazywa DREADFUL STORY! Inaczej mówiąc dredy! Wie pani jak to było? Murzynki sobie kiedyś takie kręciły, bo chciały być białe. A wie pani, takiego jednego warkoczyka, dreda takiego, to się robi TYDZIEŃ!

Ależ jaki tydzień, głupoty pan gada.

Nie tydzień?

No jasne, że nie.

Nie może być! Która to taka zdolna, że kręci szybciej niż ja myślę?

img_1519

 

Wszystkie zdjęcia pochodzą z galerii prywatnej autorki i przedstawiają równie prywatne dredy.

Magda Futyma

Trochę przeraża ją bezczynność. Autostopowiczka, fanka gór i długich poranków.

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany