Co działo się w kulturze w latach 60.?

Nie bez przyczyny lata 60. okrzyknięte zostały szalonymi latami. To czas rozwoju kultury masowej, powstania subkultury dzieci-kwiatów i rozkwitu muzyki rockowej. Rewolucja obyczajowa i seksualna odcisnęła swoje piętno także na modzie – na ulicach zaczęły królować krótkie spódniczki, szerokie spodnie, frędzle i zwiewne sukienki. Pierwszy lot w kosmos rozbudził wyobraźnię ludzi, którzy po zapragnęli wprowadzić do swojego życia choć trochę koloru.

 

MUZYKA

źródło: Pinterest
źródło: Pinterest

Lata 60. to dekada młodych. Nastolatkowie wbrew konserwatywnym środowiskom rodziców, szkoły i władzy wychodzili na ulice i szukali zrozumienia w muzyce. Narodzili się hipisi – barwna subkultura kontestująca materializm, przemoc i establishment. Prawdopodobnie jeszcze nigdy muzyka nie była tak silnie spleciona z zachodzącymi zjawiskami społecznymi. Zanim amerykańska młodzież przybrała barwne koszule i wplotła we włosy kwiaty pojawili się The Beatels i The Rolling Stones. Brytyjskie zespoły, które zapoczątkowały nurt brytyjskiej inwazji (termin określający okres, w którym brytyjskie grupy podbijały szturmem rynek światowy). Oba zespoły zaczęły grać w podobnym czasie, Beatelsi w 1960, z kolei Stonesi w 1962. Nie sposób określić muzyki tych pierwszych jednym słowem. W trakcie dekady istnienia ich styl muzyczny i inspiracje ulegały zmianom. Od prostych, monotonnych utworów takich jak She loves you ewoluowali do pisania złożonych, epickich kompozycji pokroju Day in the life.

Obok chłopców w garniturach, którzy porzucili je z biegiem lat na rzecz długich włosów i indyjskich tunik, Stonesi jawili się jako niegrzeczni chłopcy hołdujący staremu dobremu rock’n’rollowi. Za oceanem niepodzielnie królował Bob Dylan autor protest songów, takich jak: Blowin’ in the wind, The Times They are a-Changin’,  które stawały się hymnami pokolenia. Obok młodego rocka folk był ważnym filarem muzyki lat 60-tych. Zarówno w Stanach jak i na wyspach. Gitara akustyczna stała się niezbędnym atrybutem każdego szanującego się muzyka. Neil Young, Joan Baez, Joni Mitchell, Simon and Garfunkel, Vashti Bunyan, Roy Harper, Donovan – to nieliczne nazwiska wpisujące się w szeroki nurt.

Joan Baez i Bob Dylan, źródło: Pinterest
Joan Baez i Bob Dylan, źródło: Pinterest

W raz z rozkwitem kultury dzieci kwiatów zmieniła się muzyka, która w 1967 roku nie przypominała już tej sprzed kilku lat. Używki, ściśle związane z ruchem młodych buntowników miały prowadzić do odkrywania siebie, świata i osiągania odmiennych stanów świadomości, pomagały w tym również dźwięki, które wówczas określano jako psychodeliczne. Muzyka cechowała się wpływami jazzu, muzyki eksperymentalnej i hinduskiej (ze szczególnym naciskiem na sitar). Teksty traktowały albo o bieżącej sytuacji i ciążyły w kierunku protest songów albo były całkowicie oderwane od rzeczywistości , surrealistyczne i metafizyczne. Wśród ukochanych artystów kolorowej młodzieży można wymienić: Jefferson Airplane, Janis Joplin, The Doors, Buffalo Springfield, Van Morrison i Jimi Hendrix. W 1969 roku odbył się najbardziej znany festiwal świata – Woodstock. Trzy dni pokoju i trzy dni muzyki, okazały się jednak zwiastunem nadchodzącego zmierzchu ery dzieci kwiatów, które ustąpią miejsca mocnemu, bezkompromisowemu rockowi.

źródło: Pinterest
źródło: Pinterest

 

FILM

Dawne, przestarzałe tendencje nie sprawdziły się także w filmie. Młodzi pragnęli tworzyć nowe kanony i trendy. Eksperymentowali z formą, nadawali treści wielowymiarowe znaczenia. Lata 60-te to czas nowych fal, które napierały na europejską kinematografię. Charakterystyczne zmiany, które odbiły się szerokim echem w filmowych dziełach późniejszych twórców, zaszły we Francji i w Czechosłowacji. Nowa fala w kinie francuskim jest ściśle związana z postmodernistycznymi tezami. Młodzi twórcy czuli, że w dotychczasowej kinematografii wszystko zostało już powiedziane i przyszedł czas na rewolucyjne zmiany. Flagowi reżyserzy nurtu: François Truffaut i Jean-Luc Godard kino znali z pozycji krytyka, nie skończyli żadnej szkoły filmowej. Znając błędy starszych kolegów postanowili w swoich filmach wprowadzić zmiany. Ich obrazy miały charakter paradokumentalny. Ekipa filmowa była niewielka, większość lokacji stanowiły plenery, zatrudniano naturszczyków, rezygnowano ze sztucznego oświetlenia, a nawet scenariusza (!). Godard przyznał, że większość scen ze sztandarowego dzieła francuskiej nowej fali – filmu Do utraty tchu (1960) była improwizowana.

Do utraty tchu, źródło: Pinterest
Do utraty tchu, źródło: Pinterest

Tematy filmów nie były oderwane od rzeczywistości, twórcy brali na warsztat sytuacje zastane w świecie sobie bliskim. Znacznie ciekawsze i bardziej abstrakcyjne zmiany zaszły w uśpionym dotąd kinie czechosłowackim. Praska szkoła filmowa FAMU zyskała już swoją renomę i wypuściła w świat pierwszych, wyrazistych w swoim stylu twórców. Chwilowa odwilż w socjalistycznym kraju pozwoliła im na poczucie powiewu wolności, która znalazła odbicie w ich filmach. W przeciwieństwie do francuskiej nowej fali, czechosłowackiej nie sposób jednoznacznie scharakteryzować.

Gdy przychodzi kot, Do utraty tchu, źródło: Pinterest
Gdy przychodzi kot, Do utraty tchu, źródło: Pinterest

Tworzono zarówno filmy osadzone głęboko społecznie – Pociągi pod specjalnym nadzorem (1966) Jirego Menzela, Miłość blondynki (1965) Milosa Formana, obrazy surrealistyczne – Gdy przychodzi kot (1963) Vojtecha Jasnego, Waleria i tydzień cudów (1970) Jaromila Jiresa oraz hybrydy gatunkowe, które po dzień dzisiejszy imponują nieskrępowaną formą. Takie filmy tworzyła Vera Chytilova, której Stokrotki (1966) stały się nie tylko przykładem czechosłowackiej nowej fali, ale i wolności w kinie w ogóle. Film urzeka kompozycją kadrów, z których każdy pojedynczy mógłby stać się podziwianym kolażem, lekkością prowadzenia postaci, dowcipem i trafnym ukazaniem kobiecej psychiki. Nade wszystko ukłony Chytilovej należą się za umiejętne operowanie swobodną formą. Eksperymenty z kolorem, montażem wówczas wychodziły różnie, w rezultacie filmy wyglądały jak plac ćwiczeń początkującego reżysera, młodej Chytilovej nie można nic zarzucić. Czechosłowacka nowa fala była przebłyskiem szansy na wypłynięcie niewielkiej, socjalistycznej kinematografii na szeroki ocean. Wygasła tak szybko, jak się zaczęła. Twórcy albo wyemigrowali albo zostali uciemiężeni przed napierającą władzę.

Stokrotki, źródło: Eclectic Magazine
Stokrotki, źródło: Eclectic Magazine

Na naszym podwórku, podręcznikowe dzieła polskiej szkoły filmowej ustąpiły miejsca rosnącemu w siłę i pomysły, Wojciechowi Hasowi. Choć na najbardziej abstrakcyjne realizacje (Senatorium pod klepsydrą) przyjdzie dopiero pora, już w latach 60-tych reżyser odznaczył się genialnym dramatem psychologicznym rozegranym między Barbarą Krafftówną i Zbigniewem Cybulskim w Jak być kochaną (1963) oraz epickim, imponującym rozmachem Rękopisem znalezionym w Saragossie (1965), jednym z ulubionych filmów Davida Lyncha, Larsa von Triera i Martina Scorsese, który poddał zresztą rekonstrukcji i zawarł w Arcydziełach polskiego kina.

Jak być kochaną, źródło: Akademia Polskiego Filmu
Jak być kochaną, źródło: Akademia Polskiego Filmu

 

MODA

Jeśli być kobietą, być kobietą, to tylko w latach 60. To czas, w którym długie spódnice widocznie skracano, a pojawienie się strojów typu unisex skutkowało wprowadzeniem na salony spodni – nie tylko dla panów. Kobiety porzuciły gustowne długie kreacje, na rzecz krótszych spódnic, szczególnie tych w kształcie litery A – rozkloszowanych z podkreśloną talią. Panie zaczęły odkrywać szczupłe nogi, zakrywając natomiast (eksponowany do tej pory) biust. W modzie lat 60. to nie obcasy były obuwiem najbardziej pożądanym, ale właśnie buty na płaskim obcasie. To był must have: oxfordki, pointed shoes (spiczasty przód), pantofle Mary Jane z charakterystycznym paskiem przytrzymującym stopę, mokasyny i sneakersy, czyli po prostu trampki. Dla kobiet, które nie chciały rezygnować z panujących trendów, ale chciały lekko wysmuklić nogi, idealnie nadawały się kitteen heels – buty z 3,5 centymetrowym obcasem w kształcie stożka. Najpopularniejsze kolory tego okresu to musztardowy, limonkowy, ciemny fiolet i błękit. Dodatkowo, coraz chętniej łączono biel i czerń, bez względu na wzór (paski i kratka jak najbardziej mogły wystąpić w jednym stroju).

Nieodłącznym elementem looku lat 60. były rewolucyjne fryzury. Blond loki à la Marylin Monroe, tak bardzo wielbione w latach 50. zostają zastąpione przez m.in. zdecydowane, krótkie cięcia à la Mary Quant czy Twiggy (chłopięce cięcie z grzywką na bok). Nie można zapominać, że to czas kobiecych koków, jakie można było podziwiać m.in. u Audrey Hepburn oraz natapirowanych włosów z opadającymi na ramiona końcami, charakterystycznymi dla Brigitte Bardot i Barbary Streisand. W cenie były wszelkie rodzaju dekoracje; od kolorowych wstążek, eleganckich opasek, spektakularnych kapeluszy i modnych toczków.

Jeśli chodzi o makijaż, to w centrum zainteresowania stało się piękno kobiecych oczu. Dokładano wszelkich starań, aby oko wyglądało na większe niż w rzeczywistości. W tym celu podkreślano je mascarą i czarną kredką. Panie w epoce Swinging London m.in. Twiggy, Verushka czy Jean Shrimpton, malowały grube kreski na powiekach, na powieki nakładały pastelowe cienie, a dopełnieniem idealnego make-up były sztuczne rzęsy, nadające spojrzeniu wdzięku. Usta malowano delikatnie, tak by nie odwracały uwagi od wyrazistych oczu.

Nie trzeba się mocno rozglądać, aby zobaczyć jak moda lat 60. wdziera się do obecnie panujących trendów w modzie. Projektanci (m.in. Moschino, Louis Vitton czy Gucci) nawiązują do tej epoki projektując nowe kolekcje, a my kobiety, choć kurczowo trzymamy się minimalizmu, chętnie dajemy się porwać modowym szaleństwom. Pasy poziome i pionowe (w jednym zestawie) mogą wyglądać stylowo i nie mają nic wspólnego z modową gafą – tej odwagi uczą szalone lata 60.!

img_4238aa

Kulturadogorynogami

Po prostu: redakcja do góry nogami!

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany