Dziennik (pod)różny: O klaunach, co gonią i straszą

Któregoś dnia przyszedł list ze szkoły. 14894656_1356011491077805_81592278_oJakiś czas później dostarczono następny, o podobnej treści. Obydwa były przestrogą przed grasującymi w okolicy klaunami. I choć w normalnych okolicznościach uznałabym to za słaby żart, faktem jest, że przebierańcy sterroryzowali nie tylko stan, w którym mieszkam, a całą Amerykę. W ciągu ostatnich miesięcy aż wrze od doniesień na ten temat; powiedziałabym nawet, że rewelacje te są równie szeroko komentowane jak zbliżające się wybory prezydenckie. Media informują o kolejnych incydentach, a serwisy informacyjne pokazują mapy zagrożeń.

Wszystko zaczęło się w sierpniu, w Karolinie Południowej. Policja zaczęła otrzymywać zgłoszenia o klaunach stojących przy poboczach dróg, próbujących zwabiać dzieci do lasów. Rodzice są przerażeni, bo bezustannie pojawiają się nowe doniesienia o atakujących przebierańcach. Żartownisiom jednak zwykle chodzi o postraszenie. Zaczajają się na przechodniów w ciemnych alejkach, parkach, pod wiaduktami i mostami, na parkingach. Dzierżą maczety, noże, kije bejsbolowe, pałki, atrapy broni. Zdarza się, że stoją nieruchomo, kiedy indziej udają, że ścigają ofiary. Nierzadko publikują nagrania ze swoimi wyczynami w Internecie. I chociaż niektóre zdarzenia rzeczywiście przybrały niebezpieczny obrót, mam wrażenie, że cała afera związana z tak zwanymi creepy clowns to samonakręcająca się machina. Z informacji udostępnionych przez policję wynika, że większość otrzymywanych zgłoszeń jest fałszywa i ma na celu wzbudzenie jeszcze większej paniki. Od kilku miesięcy bezustannie znajduję kolejne argumenty potwierdzające absurdalność tego kraju i tego rodzaju problemy ewidentnie do nich należą.

Jeśli już o przebierańcach mowa, z dzieciństwa dobrze pamiętam każdą, jak się potem okazywało dość nieudolną, próbę celebrowania Halloween. Wydrążone dynie, dziwaczne kostiumy, góry słodyczy – zawsze wydawało mi się to iście amerykańskie. Jednak coroczne starania przeniesienia tych zwyczajów na polski grunt kończyły się wielką żenadą. Albo ktoś nasłał na nas szaloną katechetkę, albo dany wieczór kończyliśmy z tubkami pasty do zębów, bo dentysta był jedyną osobą, która się nad nami zlitowała. Nigdy nie rozumiałam kontrowersji wokół tego święta. Wszakże jako dzieci – wbrew pozorom ochrzczone – nigdy nie wychwalaliśmy Szatana, nie wywoływaliśmy duchów, a jedyną rzeczą, która tego wieczoru w jakimś stopniu mogła ucierpieć, była dynia. Mimo to już widzę oczami wyobraźni, jak wczoraj matki próbowały 14954371_1357055297640091_1008471201_owyperswadować swoim rozczarowanym Dżesikom i Brajankom obchodzenie Halloween, bo to przecież nie jest polskie święto, a staruszki trzaskały drzwiami przed nosami małych diabłów, których rodzice wykazali się większą wyrozumiałością i pozwolili im pójść na łowy. Jeśli chodzi o same kostiumy, dominowały tutaj postaci ze Star Wars, Harry’ego Pottera oraz wszelkie możliwe księżniczki. Moją faworytką pozostaje jednak dziewczynka przebrana za jajko sadzone i mam wrażenie, że będzie zajmować pierwsze miejsce w moim osobistym rankingu przez długie lata.

Piszę ten felieton, opychając się zebranymi słodyczami i jednocześnie zastanawiając się, o co cały ten szum. I chociaż sercem jestem dzisiaj z rodziną, która 7 tysięcy kilometrów stąd zapala znicze na grobach naszych najbliższych, mam świadomość, że jedno nie wyklucza drugiego. Na szczęście najstraszniejszy dzień w roku już minął i głęboko wierzący mogą wyjść ze swoich domów, nie obawiając się spotkania twarzą twarz z diabłem, duchem czy inną bestią.

Dominika Kanafa

Jej znakiem rozpoznawczym jest szeroki uśmiech, którym obdarowuje otoczenie bez względu na porę dnia czy nocy. Ciągle w ruchu. Zatrzymuje się tylko po to, by czasami narysować coś na kolanie. Nie potrafi funkcjonować w ciszy. Miłośniczka historii sztuki i kotów. Uzależniona od teatru, muzyki, kina, jedzenia, szminek, miętowej herbaty, podróży i ludzi. Niepoprawna optymistka. Drażnią ją ludzie o ograniczonym światopoglądzie stąd-dotąd. Wierzy, że nie ma rzeczy niemożliwych i stara się wyciskać z życia, ile się da.

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany