Reżyseria: Federico Fellini

Nie jestem Włoszką, a po włosku znam tyle słów, ile mam palców w obu rękach. Nie byłam nawet w Rzymie i nie wrzuciłam monety do fontanny di Trevi. Lubię co prawda pasty i mocną czarną kawę, ale to nie one zbliżyły mnie do Italii. Zrobił to Fellini, dzięki któremu lepiej poznałam świat, Włochów i kino.

Poznałam go dosyć późno, w czasie przygotowań do egzaminów do szkoły filmowej. Z większą przyjemnością aniżeli z obowiązku czytałam opasłą Historię kina Jerzego Płażewskiego, nocami oglądając kultowe filmy. Obejrzałam Słodkie życie i zamarłam.

źródło: Pinterest
źródło: Pinterest

Przymknę oko na chronologiczną opowieść o biografii wielkiego reżysera. Warto wiedzieć jednak, że w młodości uciekał z domu włócząc się za cyrkową trupą, a w szkole namiętnie szkicował karykatury i zasłuchiwał się w radiowych skeczach. To wszystko znalazło odbicie w jego późniejszych filmach. Wspomniane już Słodkie życie jest wielkim, epickim filmem o człowieku i świecie. Fellini sportretował w nim ludzi i otoczenie sobie współczesne. Jest między nami a nimi ponad 50 lat różnicy. Czy coś się zmieniło? Nie powiem, że niewiele, zaryzykuję odpowiedzią – nic.

Bohaterem blisko trzy godzinnego Słodkiego życia jest dziennikarz Marcello. Kobieciarz i lekkoduch – postać, jakie kino kocha najbardziej. W tej roli Marcello Mastroianni, ulubiony aktor Felliniego. Film wprowadza w powszechny obieg pojęcie papparazi, jako że w zakresie dziennikarskich obowiązków Marcello mieszczą się gwiazdy i tanie sensacje, wspiera go w pracy fotograf imieniem Papparazo. Z uwagi na zawód bohater wiele bywa i poznaje nowych ludzi. Czas akcji to siedem dni z życia Marcello. Odwiedza swoją kochankę, nawiązuje relację z aktorką, szwedzką pięknością (Anita Ekberg), spotyka się z ojcem i odwiedza rodzinę przyjaciela pisarza. Brzmi jak najnudniejszy możliwy scenariusz, prawda? Nic bardziej mylnego. W moim odczuciu, kino nie stworzyło dotychczas opowieści, która niesie za sobą tyle autentyczności, która odkrywa ludzie wady, słabości, zakłamanie i koniec końców zagubienie. Absurdalna dewocja, brak poszanowania dla prywatności, dekadencja i degradacja popkultury to tematy wciąż aktualne i niewiarygodne, że Słodkie życie jak dobre wino, z czasem staje się jeszcze bardziej aktualne.

Giulietta Masina, La strada, źródło: Filmweb
Giulietta Masina, La strada, źródło: Filmweb

Kultowa scena kończąca Słodkie życie pozostawiła mnie roztrzęsioną i spragnioną kolejnych filmów reżysera. Kino Felliniego jest specyficzne. To kino marzyciela, który z wprawą cyrkowego magika łączy świat iluzji z rzeczywistością. Jego filmom daleko od kina minimalistycznego. Wychowany na cyrkowej arenie Fellini, zaskakująco zachowując przy tym umiar, przebiera w środkach, czyniąc swoje filmy przesyconymi, barokowymi, ekspresjonistycznymi dziełami. Cofnęłam się o kilka lat w filmografii reżysera trafiając na La stradę film z 1954 roku, który sprawił, że Fellini znalazł się na językach filmowego świata. Z ekranu spojrzały na mnie duże ciemne oczy kobiety, przypominającej karczocha, jak pada zresztą w filmie. Tak poznałam Giuliettę Masinę, małą kobietę o maślanych oczach z wielkim talentem, dla mnie wciąż bezkonkurencyjną aktorkę.

W czasie tegorocznego przeglądu Kino na Granicy widziałam monodram Nie lubię pana, panie Fellini Małgorzaty Bogdańskiej. W ocenie aktorki Giulietta obok Felliniego straciła najlepsze lata swojego życia i nigdy nie była w stanie wyjść z cienia męża. Nie mogę się  z tym zgodzić. To właśnie Fellini odkrył Giuliettę i dzięki takim rolom jak Gelsomina w La stradzie, Cabiria w Nocach Cabirii, czy Amelia w Ginger i Fred dał jej możliwość wyniesienia na wyżyny sztuki aktorskiej. Fakt faktem, że pisał swojej muzie, a bardzo szybko i żonie, same smutne role. Zarówno w La stradzie jak i w Nocach Cabirii Masina wciela się w role kobiet pozbawionych miłości, które tej miłości, wymagających od nich poświęceń, za wszelką cenę szukają. W obu przypadkach kończy się to dla nich tragicznie. Być może to smutek w oczach Giulietty nie pozwalał Felliniemu dokonać innego wyboru…

Marcello Mastroianni, 8 i pół, źródło: Pinterest
Marcello Mastroianni, 8 i pół, źródło: Pinterest

Odkrycie Felliniego było dla mnie jak rozbicie banku. Za jednym zamachem zyskałam ulubionego reżysera, aktora i aktorkę. Czas podjął próbę weryfikacji moich wyborów, a Fellini, Masina, Mastroianni pozostali dla mnie rodzajem punktu odniesienia. Uczucie, że urodziłam się trochę za późno potrafi o sobie przypominać. Najczęściej robi to w momencie, gdy wiem, że nie mogę czekać na kolejny film mojego Felliniego, że pozostaje cieszyć oko po raz kolejny Słodkim życiem, Osiem i pół, Nocami Cabirii… włączyć Nino Rotę i zajadać się tiramisu. Jest bowiem jeszcze jedna rzecz, za którą kocham Felliniego, włoska, nieskrępowana miłość do jedzenia. Jak powiedział mistrz – life is just a combination of magic and pasta.

Kasia Siewko

Zakochana w Katowicach i brzydkiej architekturze. Zapytana o ulubioną poetkę od wielu lat odpowiada- Poświatowska.

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany