Co działo się w kulturze w latach 50.?

Lata 50. to trudny do jednoznacznego zdefiniowania czas. Socrealizm krzyżował się z fantastyką, w wielu sercach zagrał rock’n’roll. Jednocześnie nie zabrakło miejsca w sztuce na powojenną zadumę.

 

LITERATURA

Lata 50. jest to czas, gdy największy popularyzator literatury fantasy – John Ronald Reuel Tolkien – wydał kontynuację Hobbita, czyli Władcę Pierścieni, którego powstanie spowalniała tocząca się wojna oraz problemy, które dotknęły w tym czasie twórców oraz wydawców. W zamyśle jedna z najsłynniejszych trylogii, miała być dziełem jednotomowym. Natomiast ze względu na drożejący z okresie powojennym papier, zdecydowano się wydać trzy części, by mogły one posiadać cenę przystępną dla kupującego. Z tego okresu pochodzi również jedyna wydana powieść J. Sallingera – Buszujący w zbożu. Co ciekawe, jedna z najpopularniejszych i najbardziej lubianych lektur młodzieży, znajdująca się na liście stu najlepszych książek wydanych w latach 1923-2005 według tygodnia Time, w tamtym okresie budziła nie lada kontrowersje. Ze względu na rzekomo nasączony wulgaryzmami język oraz częste nawiązania do seksu i używek, 10 lat po wydaniu znalazł się nawet na liście… książek zakazanych w szkołach i amerykańskich bibliotekach!

Lata 50. to również lata tryumfu Ernesta Hemingwaya, który w ciągu dwóch lat zdobył dwie najbardziej prestiżowe nagrody – Nagrodę Pulitzera oraz Nagrodę Nobla w dziedzinie literatury. Obydwa wyróżnienia przyniosło pisarzowi oczywiście opowiadanie Stary człowiek i morze. Do znanych literatów-laureatów Nobla należeli wówczas również Winston Churcill i Albert Camus, którego Dżuma, wydana w roku 1947, stanowiła odpowiedź autora na wydarzenia II wojny światowej oraz rozwój idei nacjonalistycznych.

W tym czasie do Polski dociera, wprowadzony podczas zjazdu Związku Literatów Polskich w Szczecinie w 1949 roku, realizm socjalistyczny. Staje się on tym samym jedynym oficjalnie zalecanym przez państwo stylem, do którego winni odwoływać się twórcy okresu stalinizmu. Tym samym następuje podział literatury na tę tworzoną kraju oraz literaturę emigracyjną. Literaci tworzący na emigracji po roku 1950 dzielą się  na dwa środowiska: londyńskie, działające wokół tygodnia Wiadomości – o nastawieniu konserwatywno-patriotycznym oraz paryskie, nawołujące do walki z komunizmem i budowania nowej świadomości politycznej.

W okresie możemy mówić o pokoleniu pryszczatych (inaczej mówiąc – socrealistach), czyli grupie pisarzy urodzonych między 1925 a 1930 rokiem, popierających ideę realizmu socjalistycznego i tworzących według jego zasad, nawiązując do twórczości Tadeusza Borowskiego. W swoich dziełach głosili oni pochwałę socjalizmu oraz jawnie popierali przemiany społeczno-gospodarcze wczesnego PRLu, a ideałem była wówczas tematyka robotnicza. Niemałym zaskoczeniem może być fakt, że w tym właśnie pokoleniu debiutowali m.in. Tadeusz Konwicki, Andrzej Braun czy Wisława Szymborska. Na szczęście spora część z nich szybko zrozumiała agitacyjno-propagandowy charakter owego nurtu i zaczęła tworzyć dzieła całkowicie antysocjalistyczne.

Drugim równie istotnym ugrupowaniem jest tzw. pokolenie Współczesności, czyli osób, których debiut przypada w okolicy przełomu październikowego z roku 1956. Odwilż ‘56 przyniosła nam debiuty Mirona Białoszewskiego i Zbigniewa Herberta, którzy zmuszeni byli przeczekać czas socrealistycznych wymogów względem poetyki oraz przekłady zagranicznych tytułów. Ukazały się wówczas dzieła pisarzy emigracyjnych – takich jak Gombrowicz czy Wańkowicz – a niektórzy z nich zdecydowali się na powrót do kraju. Wydawało się, że to zdecydowanie dobry czas dla polskiej kultury. Nic jednak mylnego. Po styczniowych wyborach, wraz z Gomułką, wróciła do kraju cenzura, na nowo godząc w środowisko pisarzy i publicystów.

 

ARCHITEKTURA

Pod względem zabudowań, warto wspomnieć o latach 50. – chociażby dlatego, że to właśnie z tamtego okresu pochodzi zdaje się najpopularniejszy budynek w Polsce – warszawski Pałac Kultury i Nauki. Po dziś dzień jego obecność w centrum stolicy, budzi niemałe kontrowersje, wielokrotnie pojawiał się również pomysł zburzenia budynku. Przyczyną tego niekończącego konfliktu jest bowiem fakt, iż Pałac Kultury i Nauki powstał w odpowiedzi na ideę socjalistyczną, która nadeszła do nas ze Związku Radzieckiego i początkowo nosił on imię Józefa Stalina. Stanowił on bowiem – jak to zwykło się mówić w tamtym czasie – dar narodu radzieckiego dla narodu polskiego, dziś rozumiany jako symbol radzieckiej dominacji nad Polską. Budynek ten jednak na dobre wpisał się w krajobraz miasta i pełni na chwilę obecną wiele użytkowych funkcji, a zwłaszcza młodsza część Warszawiaków, nie wyobraża sobie spaceru po Śródmieściu, bez widoku PKiN.

Leonard Sempoliński, "Pałac Kultury i Nauki z ruinami", 1956; źródło: Culture.pl
Leonard Sempoliński, „Pałac Kultury i Nauki z ruinami”, 1956; źródło: Culture.pl

PKiN to oczywiście nie jedyna zabudowa socjalistyczna. To szereg blokowisk z jednakowym układem mieszkań, najczęściej dość niewielkich, co miało na celu wprowadzenie równości w standardzie warunków życia przedstawicieli różnych grup społecznych. To także pojedyncze budynki, których przykładów możemy doszukiwać się właściwie w każdym z większych miast. Sporą część z nich stanowią siedziby instytucji kulturalnych, mające dać wyraz opiekuńczej roli silnego państwa. W Łodzi przykładowo jest to budynek Teatru Wielkiego, a w Krakowie – m.in. budynki Kina Świt, Kina Światowid oraz Teatru Ludowego. Szybko jednak socjalistyczna monotonność i niezbyt wyszukana zabudowa, przegrały z oczekiwaniami obywateli, którzy w tamtym okresie nie potrzebowali ośrodków kultury ani ogromnych placów, które służyć miały wiecom i manifestacjom, na które nikt w zasadzie nie miał czasu. Dużo ważniejsze dla środowisk robotniczych tamtego okresu, były miejsca użyteczne – jak chociażby przedszkola czy sklepy.

 

FILM

W naszych dotychczasowych cyklach naukowych, mówiąc o filmie, można było zauważyć przewagę kina światowego, nad polskim. Zdarzały się perełki, jednak w dalszym ciągu filmów powstawało niewiele, a do wybuchu wojny produkcja filmu powstawała w systemie rynkowym. Na ironię losu, to właśnie w czasach skrępowanej wolności – komunizmu i państwowej kinematografii, powstały główne dzieła polskiego filmu., inspirujące po dziś dzień nowe pokolenia filmowców. Głównym ośrodkiem, wokół którego kręciło się całe życie filmowe została Łódź, a w zasadzie Państwowa Wyższa Szkoła Filmowa. W latach 50. szkoła wypuściła w świat swoich pierwszych absolwentów, a byli to między innymi: Andrzej Wajda, Janusz Morgenstern, Andrzej Munk i Roman Polański (w tamtym czasie występujący głównie po drugiej stronie kamery, jako aktor. Na swój debiut pełnometrażowy będzie musiał poczekać do 1962 roku). Wśród absolwentów szkoły filmowej najbardziej wyróżniał się Andrzej Wajda, który dał się poznać nie tylko profesorom szkoły, ale także polskiej i zagranicznej widowni jako reżyser śmiało portretujący doświadczone wojną pokolenie. Trzy pierwsze filmy fabularne reżysera: Pokolenie, Kanał i Popiół i Diament rozliczają się z konsekwencjami wojny. Ten ostatni wspomniany film, przyniósł kinematografii jeszcze jedno odkrycie, Zbyszka Cybulskiego. Nonszalancki, nieco zblazowany, skrywający oczy za ciemnymi okularami stał się postacią kultową. W czasie, krótkiego, bo 40-letniego życia, przyszło mu zagrać wiele pamiętnych ról, o których będzie mowa w kolejnych odsłonach naszego cyklu. Traktowany po macoszemu w stosunku do głośnego nazwiska swojego imiennika – Andrzej Munk, w latach 50-tych stworzył dwa genialne filmy: dramat psychologiczny Człowiek na torze i porównywalny często z Popiołem i diamentem film Eroica o upadku powstania warszawskiego. W przeciwieństwie do Wajdy, Munka cechuje obiektywizm i poddawanie wątpliwości powszechnych, romantycznych mitów narodowych. Oba filmy, zarówno Eroica jak i Popiół i diament są klasycznymi przykładami szkoły polskiej. Twórcy szkoły polskiej inspirowali się włoskim neorealizmem, a w swoich filmach przedstawiali rzeczywistość taką, jaką była – zszarganą przez wojnę.

 

Kadr z filmu "Popiół i diament"
Kadr z filmu „Popiół i diament”

Za oceanem sztuka filmowa kwitła. Hollywood produkowało filmów na pęczki, a wojenne tematy, schodziły na dalszy plan. Wśród całej masy filmów rozrywkowych, które miały cieszyć oko widza (w latach 50-tych popularność zyskał Technicolor, system barwny, który dziś, razi sztucznymi, przesyconymi barwami) znalazły się te, dogłębnie analizujące amerykańskie społeczeństwo. Takim filmem jest Bulwar zachodzącego słońca Billy’ego Wildera, prywatnie, jeden z moich ulubionych filmów. Buntownik bez powodu to jeden z pierwszych filmów o dojrzewaniu i młodzieńczym buncie. Dodatkowo wykreował na gwiazdę Jamesa Deana – nastolatka w jeansach i białym T-shircie, który dla młodych Amerykanów stał się ikoną. Dziś, za spra tragicznej śmierci, uznwany za ikonę popkultury. Wśród aktorek, triumfy świeciły: Marylin Monroe, Audrey Hepburne i francuzka, Brigitte Bardot. Za pośrednictwem znanych twarzy, które w szybkim czasie urosły do rangi kultowych, film stał się narzędziem kształtującym społeczeństwo. Młodzież ubierała się jak Dean, kobiety upinały wysokie koki i malowały kreski na powiekach na wzór Bardot, tleniły włosy na Marylin i wzbogacały swoją garderobę o eleganckie trencze i cygaretki, wyjęte żywcem z filmowych kostiumów Hepburne…

 

MALARSTWO

Choć surrealizm powstał już w roku 1924, lata 50. to ciekawy okres w życiu Salvadora Dalí – jednego z najbardziej rozpoznawalnych artystów XX wieku. Urodzony w Katalonii malarz – po latach spędzonych w Ameryce, gdzie stał się ulubieńcem wyższych sfer – postanowił wówczas wrócić do rodzinnego kraju. Odtąd wraz z żoną spędzał większość czasu w rezydencjach w Hiszpanii i Francji. Gala, którą poznał w 1929 roku, miała ogromny wpływ na jego twórczość – była jego towarzyszką, muzą, miłością, modelką, opiekowała się także jego finansami.

Głównym założeniem surrealizmu było wykreowanie świata burzącego logiczny porządek rzeczywistości. Stąd nagromadzenie w sztuce z tego okresu wizji groteskowych, z pogranicza jawy, snu, halucynacji i fantazji. I choć Dalí w książce Moje sekretne życie napisał: Jedyne, co odróżnia mnie od wariata to fakt, że nim nie jestem, Zygmunt Freud po spotkaniu z artystą powiedział, że wciąż jest skłonny za takowych uważać wszystkich przedstawicieli tego kierunku.

Dalí postrzegany był jako skrajny ekscentryk. Niewystarczająco satysfakcjonujące było dla niego, że pojawiając się w miejscach publicznych, zwracał uwagę swoją osobą. Za każdym razem starał się ten fakt podsycić i wywołać jeszcze większe poruszenie, na przykład spacerując po ulicach Paryża z mrówkojadem. Nie sposób nie wspomnieć także o wąsach artysty, które są prawdopodobnie najbardziej rozpoznawalnym zarostem popkultury.

Obraz Trwałość pamięci czy Płonące żyrafy stał się znakiem firmowym malarza. Dalí stworzył wiele sztandarowych dzieł, które są dzisiaj symbolem surrealizmu. Wypowiedział także wiele istotnych komentarzy na temat sztuki. Nigdy nie grzeszył skromnością – mawiał, że nie jest ona jego specjalnością; znał swoją wartość. Twierdził, że jeden jego obraz jest więcej wart niż wszystkie dzieła Picassa.

Salvador Dali - Trwałość pamięci
Salvador Dalí – Trwałość pamięci

W maju 1983 roku Salvador Dalí namalował swoje ostatnie dzieło – Jaskółczy ogon. Odszedł do swojego wymarzonego, surrealistycznego świata 23 stycznia 1989 roku. Pozostawił po sobie około 1500 obrazów, które miały ogromny wpływ na sztukę współczesną i już za jego życia stały się znakiem handlowym i wielką ikoną mediów.

 

MUZYKA

Kwintesencją lat 50. ubiegłego wieku był do dzisiaj uwielbiany Rock n’ Roll. Muzyka buntu powstała jako odpowiedź na chęć młodego pokolenia połączenia wartościowych brzmień z możliwością tańczenia do nich. Twórczość Franka Sinatry, Patti Page czy Nata King Cole, mimo że niezwykła – nie odpowiadała już nastolatkom. Nadszedł czas na rewolucję.

Wiele osób uważa Elvisa Presleya za założyciela Rock n’ Rolla. John Lennon powiedział przecież – przed Elvisem nie było niczego. Prawdą jest,że nic nie pojawia się nagle a jest głównie efektem długotrwałego procesu.

Gatunek ten przyjmował wiele nazw:  bluegrass, czarny blues, rythm & blues oraz race music ( muzyka jednej rasy). Ta ostatnia była śmiałym określeniem kompozycji czarnoskórych, którzy w owym czasie dominowali w eksperymentalnych formach muzycznych. Finalny termin Rock n’ Roll nadał disc jockey z Cleveland – Alan Freed. Dziś znamy takich wykonawców z tamtych jak m.in – Bill Halley,  Fats Domino, Pat Bonne, Jerry Lee Lewis czy właśnie Elvis.

W Polsce muzyka rozrywkowa tym czasie została całkowicie zakazana przez władze. Oczywistością jest, że grano ówcześnie w radiach piosenki zagrzewające robotników do efektywnej pracy na rzecz PRL – były zarówno chwytliwe, jak i bardzo melodyjne.  Po śmierci Stalina w roku 1953 nastąpiła odwilż w przemyśle muzycznym. Twórcy powoli ( i bojaźliwie) wprowadzali aideologiczne brzmienia, które były chętnie słuchane przez nietylko polską młodzież, ale również starsze pokolenie. Należy wspomnieć o takich nazwiskach jak: Natasza Zylska, Sława Przybylska, Irena Santor, czy Mieczysław Fogg, którzy na zawsze zapisali się na kartach historii. Pod koniec lat 50. nastąpiło Mocne Uderzenie – poznaliśmy amerykańską wersję Rock n’ Rolla, czego potwierdzeniem był warszawski koncert zespołu zza oceanu – Rhytm and Blues

 

MODA

Rysunek: Basia Rochowczyk
Rysunek: Basia Rochowczyk

 

Kulturadogorynogami

Po prostu: redakcja do góry nogami!

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany