Człowiek, którego podziwiam: Piotr Fronczewski

Piotr Fronczewski jest pierwszym mężczyzną w naszym zestawieniu. Czyli będzie to piękny debiut! Chociaż w moim tekście nie będzie zbyt wielu zachwytów ani historii o pełnych wzruszeń spotkaniach. Będzie tu głównie szacunek i podziw do ciężkiej pracy, talentu i osobowości.  Bo gdyby ktoś mnie zapytał, za co podziwiam Piotra Fronczewskiego, odpowiedziałabym, że za wszystko. Oczywiście wiem, że ta odpowiedź jest banalna, jednak przy tym jest najprawdziwsza. Bo nie ma takiej formy twórczej, w którą aktor byłby zaangażowany, a która nie skradłaby mojego serca całkowicie. Owo wszystko przyszło do mnie z czasem.

Najpierw było dzieciństwo i przygoda z Akademią Pana Kleksa, Podróżami Pana Kleksa, Panem Kleksem w kosmosie, Triumfem Pana Kleksa. Seria o przygodach ekscentrycznego nauczyciela i jego podopiecznych była jedną z moich ulubionych w dzieciństwie. Kleks jako postać mnie fascynował, toteż film szybko podbił moje serce. Może dlatego, że był… dziwny? Psychodeliczny, kolorowy i świetnie zrealizowany jak na tamte czasy. Ale dziś nie o tym. Właśnie Fronczewski był takim Kleksem, jakiego sobie wyobrażałam czytając książkę. Idealnie oddawała całe wariactwo tej postaci.  Marzyłam o tym, żeby chodzić do szkoły, gdzie uczyłby taki nauczyciel, naprawdę! Jest coś w tej kreacji, co sprawia, że ufamy jej i chcemy chłonąć wszystko, co powie. Wszystko! Był w tym jakaś magiczna szczerość i zwykła, ludzka sympatia, która działała w obie strony.

 

Potem, nadal będąc młodą osobą,  oglądałam z nim wiele familijnych produkcji z udziałem aktora, zaczynając od Rodziny zastępczej przez Szaleństwa panny Ewy, a kończąc na Awanturze o Basię w wersji filmowej i serialowej. Wydaje mi się, że kiedy byłam młodsza, Fronczewski pojawiał się wszędzie, chociażby w epizodycznych rolach. Oczywiście teraz nie zmieniło się to zbytnio. W mojej podświadomości, od najmłodszych lat, figurował on jako gwarancja pewnego rodzaj standardu,  wzbudzał zaufanie. Myślę, że postać Jacka – przykładnego ojca z Rodziny zastępczej miało na to znaczący wpływ.

Źródło: Światseriali.interia.pl
Źródło: Światseriali.interia.pl

I kiedy już zaczęłam się interesować kinematografią i teatrem, oglądałam jego poważne, artystyczne wcielenia. Najpierw w Halo Szpicbródka, czyli ostatni występ króla kasiarzy – bardzo dowcipnym musicalu kryminalnym, Potem wszystko potoczyło się samo: Bilans kwartalny, Baryton, Miłość ci wszystko wybaczy, Zamknąć za sobą drzwi, Ocalenie, Sam na sam.  A także te bardziej współczesne produkcje, w których się pojawia: Sęp, Czarny Czwartek. Janek Wiśniewski padł, Ostatnia akcja, Niezawodny system, czy serial Pakt.

Źródło: Kulturadobra.pl
Halo Szpicbródka, źródło: Kulturadobra.pl

Poza karierą filmową była jeszcze ta najważniejsza – teatralna. Fronczewski  studia na PWST w Warszawie kończył z Andrzejem Sewerynem i Wojciechem Pszoniakiem. Trójka (moim zdaniem) najwybitniejszych aktorów współczesnych razem, w jednym roczniku… Coś niesamowitego. Jego kariera sceniczna rozwijała się dobrze, od początkowo mniejszych ról, aż do tych największych, powstałych we współpracy z największymi nazwiskami polskiej reżyserii. Między innymi główne role w Hamlecie i Król Edypie Gustawa Holoubka. Lub we wszystkich trzech dramatach Witolda Gombrowicza wystawianych w tamtych latach w Teatrze Dramatycznym w Warszawie – Ślubie, Iwonie księżniczce Burgunda, Operetce. Czasami dopada mnie ogromny żal, że nie urodziłam się wcześniej i nie mogłam podziwiać go na scenie.

Hamlet, źródło: E-teatr.pl
Hamlet, źródło: E-teatr.pl

Nie można też nie wspomnieć o TYM głosie. Prawdopodobnie najbardziej rozpoznawalny przez Polaków, zaraz obok Krystyny Czubówny. Znają go wszyscy, całe pokolenia. Dubbingował w takich bajkach jak: Dzielny szeryf Lucky Luke, Alicję w Krainie Czarów, Epokę lodowcową, Piotrusia Pana, czy Królewnę Śnieżkę i siedmiu krasnoludków.

Co jest głównym powodem mojego szacunku do Piotra Fronczewskiego? Dystans do siebie, do świata i do swojej twórczości. Bo uwielbiam te wszystkie filmowe i teatralne role, oraz to, że moim ulubieni bohaterowie z dzieciństwa przemawiają jego głosem, ale gdybym miała zdecydować się tylko na jedno wcielenie, to wybrałabym Franka Kimono. Projekt, który kpił z subkultury disco, tak popularnej w tamtych czasach, a przy którym wszyscy bawili się więcej niż dobrze. Ba, ja oddałabym wszystko za to, żeby bawić się gdzieś przy głosie Piotra Fronczewskiego, melorecytującego:

Więc gaz do dechy i wypuszczam czad z aparatury co ma tysiąc wat

nie mówiąc już nawet o kultowym:

Wyciągam damy spod opieki mamy i małolaty spod opieki taty

 

Największym dla mnie zaskoczeniem był moment, kiedy Franek Kimono  wystąpił w teledysku do piosenki Sokoła i Pono – W aucie. Ta piosenka, kiedy wychodziła w 2008 roku zrobiła dużo zamieszania. Zwłaszcza, że w teledysku zagrał Fronczewski raz inny aktor – Stefan Friedmann. Warto dodać, że dostał on Fryderyka w 2009 roku.

Reasumując, dla mnie Fronczewski jest wielkim i najbardziej różnorodnym twórczo aktorem. Człowiekiem, z którego warto brać przykład, bo w jego przypadku widać, że sukces i szacunek przychodzą z ciężką pracą. Tysiące widzów ufa mu jako aktorowi i twórcy, przez co wybudował sobie najtrwalszy z możliwych pomników.

 

 

Justyna Barańska

Jest miłośniczką dobrej sztuki. W teatrze zawsze siada w drugim rzędzie.

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany