Człowiek, którego podziwiam: Katarzyna Gniewkowska

Choć lista osób, które podziwiam i darzę niezwykłym uczuciem jest dość długa, są na niej osoby szczególniejsze od tych i tak już szczególnych. Nie zdarza mi się jednak mówić o nich zbyt często, a o uczuciach, jakimi ich darzę prawie w ogóle. Mocno zakorzeniony jest we mnie bowiem lęk przez pustotą słów, wyznań. Boję się naddawania ludziom miłych wyznań, w obawie przed tym, że otrę się o banał.  Zdaję sobie jednak sprawę, że to dość irracjonalna obawa, która doprowadza do tego, że mój zachwyt wyrażam zbyt rzadko. Dlatego nastał czas, by poza obecnością, sercem pełnym miłości i szczerym uśmiechem na twarzy i w duszy, podarować garstkę ciepłych słów, na temat debiutującej na łamach portalu niezwykłej aktorki, Katarzyny Gniewkowskiej.

fot. Iza Grzybowska
fot. Iza Grzybowska

Czasem kiedy wspominam okoliczności, w jakich narodziła się moja sympatia – ogarnia mnie śmiech i zdumienie. A potem nadchodzi myśl: No tak, nie powinnam się dziwić, przecież to takie typowe dla mnie. Rzadko bowiem mój pierwszy zachwyt pojawia się po obejrzeniu jakiejś niezwykłej kreacji aktorskiej, wspaniałej produkcji, roli życia. Nic z tych rzeczy. Tak samo było i tym razem. Wcale nie pokochałam bowiem doktor Marii z Czasu honoru, nie miałam także okazji obserwować w tamtym okresie teatralnych poczynań aktorki – to wszystko przyszło znacznie później. Pierwszą rolę, którą zapamiętałam to ta w innym serialu – Szpilki na Giewoncie. Pomyślicie pewnie – no tak, super postać, piękne krajobrazy, góralski klimat, ciekawa fabuła. Nic z tych rzeczy! Moją uwagę przykuł wówczas przede wszystkim…głos! Tak, ten głos. Bardzo charakterystyczny, z lekką chrypką, trochę zadziorny, ale przy tym bardzo ciepły i serdeczny. Usłyszany raz przypadkiem, przyciągnął mnie przed ekran telewizora, a w połączeniu z roztrzepaną Baśką, której szaleństwa i temperamentu nie sposób było nie pokochać, dało mi obraz aktorki, której dorobkiem warto się zainteresować.

Kadr z filmu "Nienasycenie", źródło: filmpolski.pl
Kadr z filmu „Nienasycenie”, źródło: filmpolski.pl

Później była młodziutka Jadwiga z Między ustami a brzegiem pucharu, generałowa Jastrzębska z Pomiędzy wilki, żona „Generała” w Nieruchomym poruszycielu, wspomniana już wcześniej, absolutnie ukochana doktor Maria z Czasu honoru, Julia Rychter z serialu Ekipa i w końcu – Irina Wsiewołodowna Ticonderoga z Nienasycenia, filmu na podstawie powieści Witkacego. Do tej ostatniej roli mam szczególny sentyment, choć film sam w sobie zebrał wiele bardzo skrajnych opinii i nie odniósł oczekiwanego sukcesu, choć mam wątpliwości czy Witkacy i sukces komercyjny, to w ogóle jakkolwiek prawdopodobny scenariusz. Dla mnie jednak, przekrój zaprezentowanych w nim umiejętności aktorskich jest niebywały jak na realia filmowe, a postać księżnej idealnie wpisuje się w ciężki klimat twórczości Witkacego, a także – choć to zapewne wyłącznie moja nadinterpretacja – w to, że dla Witkacego szokowanie odbiorcy było sposobem wyróżnienia siebie jako artysty. W ten sposób dla mnie bohaterka ta, szokując widza, wyróżnia aktorkę jako niezwykłej klasy artystkę, doskonale rozumiejącą i interpretującą Witkacego, co ze względu na szczególną specyfikę jego dzieł, jest naprawdę wielką sztuką.

Wiele w moim życiu i uczuciach do aktorki zmieniło się parę lat później, gdy miałam okazję zobaczyć Gniewkowską  pierwszy raz na scenie teatralnej – w sztuce Weekend z R. warszawskiego Och-Teatru. To niezwykłe przeżycie, bo chociaż wiedziałam już wówczas, jak niezwykle jest uzdolniona, znałam wiele jej ról telewizyjnych i filmowych, to co innego móc obserwować jak na bieżąco buduje postać, która bawi, wzrusza, zachwyca.

Katarzyna Gniewkowska i Krystyna Janda, spektakl "Weekend z R..", fot. Karolina Wolf
Spektakl „Weekend z R.”, fot. Karolina Wolf

Każdy kolejny spektakl, który widziałam to żywy dowód na to, jak duża jest Jej świadomość aktorska, jak sprawnie steruje emocjami widzów, jak cudownie teatralnie intensywna i wyrazista jest, jak przyciąga uwagę bez względu na to, jak znaczącą rolę odgrywa Jej postać w danej sztuce. Odczucie to nie jest zresztą tak do końca subiektywne i można to zaobserwować chociażby w bieżącym repertuarze warszawskiego Teatru Narodowego w sztuce Fredraszki.  Choć cały spektakl jest niezwykle ciekawy i fantastycznie zagrany, to właśnie w momentach, gdy Ona wchodzi na scenę, czuć w powietrzu jakiś szczególny rodzaj skupienia. Gdy postać przechadza się po scenie – jest w tym coś magnetycznego, lub gdy wykonuje solową partię na skrzypcach, zachwyt publiczności nierzadko wyrażają głośne owacje lub po prostu cichy, wyczuwalny jednak w tworzącej się wówczas aurze, zachwyt. Przy okazji ujawnia się tu duża doza profesjonalizmu w podejściu do każdego, nawet najmniejszego wyzwania zawodowego. Każda, nawet epizodyczna rola wydaje się być wzorcowa, żadnego pofolgowania, żadnego grania na 50 procent. Pozostaje jedynie żal, związany z ulotnością teatru, w związku z którą tyle ważnych i pięknych ról  umknęło mi nieodwracalnie, pozostawiając uczucie głębokiego niedosytu.

Serial "Czas honoru", fot. Monika Zielska
Serial „Czas honoru”, fot. Monika Zielska

I choć tak wiele osiągnęła w życiu zawodowym, trudno nazwać ją gwiazdą. Jej zdjęcia nie wypełniają pierwszych stron gazet, nie zasiada na kanapach programów śniadaniowych, nie tańczy z gwiazdami ani na lodzie, nie bywa tam, gdzie się bywa dla samego bywania. A jednak od lat niezmiennie funkcjonuje w pamięci widzów, wciąż zyskując nowych zwolenników, doceniających każdą, nawet epizodyczną rolę i z ufnością wypatrujących nowych produkcje z udziałem aktorki.

W każdej kobiecie, którą podziwiam, staram się jednak odnaleźć dodatkowo coś dla siebie, coś co mnie zainspiruje, wzbogaci. W tym przypadku jest to z pewnością entuzjazm, niezwykła sceniczna i życiowa energia oraz wewnętrzne ciepło, którym pani Kasia obdarza ludzi w swoim otoczeniu. Bardzo chciałabym być takim człowiekiem, który chwilą rozmowy, potrafi przekazać drugiemu człowiekowi tyle dobra i niewymuszonej serdeczności. Jako posiadaczka zmiennych temperamentów mieć w sobie mądrość i wrażliwość, spokój i szaleństwo. Dodatkowo fascynuje mnie to, jak zawodowo mądre decyzje podejmuje i jaką świadomość sztuki, którą chce i lubi tworzyć, przez lata sobie wypracowała.  Nad odejściem po 26 latach z krakowskiego Teatru Starego nie zamierzam się zbyt dużo rozwodzić, bo mam wrażenie, że wszystko w tym temacie zostało już powiedziane, jednak takie podejście aktora, który z czułością traktuje miejsce swojej twórczej pracy, dla mnie jest wyrazem ogromnego szacunku do sztuki, która w całym procesie tworzenia jest czymś absolutnie nadrzędnym. Po prostu.

Dla mnie teatr nie może integrować się z ulicą, bo przestaje być teatrem. Brakuje w nim transcendencji. Co daje teatr polityczny, podważający autorytety i niszczący wartości? Odcięcie od korzeni? To na czym budować własną tożsamość? – Katarzyna Gniewkowska

kgpop
Grafikę wykonała Klaudia Dopierała.

To wszystko sprowadza się do tego, że choć wyrosłam już dawno z posiadania idoli, a mówienie o autorytetach zawsze bardzo mnie krępuje, właśnie ta Niezwykła Kobieta zajmuje pierwsze miejsce na liście osób, które zawsze będę wspierać – obecnością, uwagą, serdeczną myślą i słowem, z wielką ufnością wypatrując kolejnych wyzwań aktorskich, które pojawią się na Jej zawodowej drodze.

Justyna Potasiak

Nieustannie zatopiona w planach kulturalno-wyjazdowych. Kulturę najchętniej pochłania w bezpośrednim kontakcie z twórcami, bo kontakt z żywym człowiekiem, z emocjami „tu i teraz” uważa za najwyższą wartość.

1 Komentarz
  1. Piękny tekst o aktorce – o kobiecie, napisany ‚kobieco”, bo między wierszami (a i nawet w samych wierszach) aż kipi od emocji. Przyjemna lektura. Aż zapragnęłam pójść do teatru…i nawet zrobiłam rezerwację na jedną z grudniowych niedzieli. Na deskach nie zobaczę niestety Gniewkowskiej, choć Jej postać, mam wrażenie, będzie mi towarzyszyć cały czas…
    Postać zacna. Nie dziwi podziw.. 🙂

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany