Dziennik (pod)różny: Czy warto zostać Au Pair?

Nigdy nie śmiałabym negować stwierdzenia, że program Au Pair ma wiele zalet. Prawdopodobnie, gdybym nie wzięła w nim udziału, nigdy nie mogłabym pozwolić sobie na tak swobodne życie w Ameryce. Zamiast realizować plany i spełniać marzenia, wciąż jeździłabym palcem po mapie, rozważając, co by było, gdyby… W związku z tym, gdy ktoś pyta mnie, czy nie żałuję, że nie rozpoczęłam studiów równolegle ze swoimi rówieśnikami, bez wahania odpowiadam, że nie. Nikt nie odbierze mi tego, co zdążyłam zobaczyć przez te parę miesięcy; znajomości, które tutaj nawiązałam i – przede wszystkim – rzeczy, których dowiedziałam się przez ten czas o samej sobie.

Zdarza mi się słyszeć, że ktoś podziwia moją odwagę i to, jaka jestem samodzielna. Pokornie dziękuję, jednak przyjmuję te słowa z wielkim dystansem. Wbrew pozorom, wymiana ta niewiele wspólnego ma z prawdziwą dorosłością i niezależnym życiem. tumblr_lkjr5uvmfg1qe5ltwo1_500Owszem, podróżowanie w pojedynkę niewątpliwie kształci i zmusza do radzenia sobie w nietypowych sytuacjach, o czym zresztą wspominałam w Dzienniku (pod)różnym niejednokrotnie. Jednak – choć brzmi to absurdalnie – granica dorosłości zawsze kojarzyła mi się z momentem, w którym nikt nie będzie za Ciebie pamiętał o kupieniu płynu do mycia naczyń czy uzupełnieniu zapasu papieru toaletowego.

Będąc w Stanach, mieszkam u rodziny goszczącej. Jak łatwo się domyślić, wymaga to od Au Pair całkowitego przystosowania się do zasad przestrzeganych w danym domu. Słyszałam sporo opowieści o wyznaczonych godzinach korzystania z łazienki, zakazie wychodzenia w tygodniu czy długich listach rzeczy do zrobienia pod nieobecność rodziców. Czasami trudno oprzeć się wrażeniu, że mają oni uczestniczki wymiany za niewolnice z trzeciego świata – Europy, które powinny dziękować wspaniałym Amerykanom za możliwość pracy dla nich. Cały sukces programu tkwi w tym, na jaką rodzinę trafisz. Poznałam wiele historii i szczerze mogę przyznać, że ta wybrana nieodpowiednio pobyt za oceanem może zamienić w piekło.

Odpowiadam za bezpieczeństwo dwójki małych szkrabów. W poszczególne dni spędzamy razem nawet dziesięć godzin; gotuję dla nich, kilka razy dziennie jeżdżą ze mną samochodem. Nie ma chwili, w której mogłabym zapomnieć, jak wielka odpowiedzialność na mnie ciąży. 25-au-pairPoza tym, niemal pewnym jest, że mieszkając ze swoimi pracodawcami, z góry ustalony grafik to tylko złuda. Bo przecież kto z nas byłby w stanie odpowiedzieć dziecku, które prosi o chwilę zabawy, że na dzisiaj już skończył?

Parę dni temu długo dyskutowałam z zaprzyjaźnioną Afrykanką o powodach, dla których zdecydowałyśmy się na przeprowadzkę, pierwszych kryzysach i radzeniu sobie na obczyźnie. Wyjechałyśmy z zupełnie różnych przyczyn – ja chciałam sprawdzić samą siebie i poszukać dalszych celów; ona natomiast, ukończywszy studia, uciec od dorosłych obowiązków i przedłużyć sobie lata beztroski. Myśl o powrocie do własnego kraju przewija się w głowie każdej z nas średnio kilka razy na tydzień.

Ten tekst nie ma na celu zniechęcenia kogokolwiek do udziału w programie. Wręcz przeciwnie – każdego, kto się waha, będę szczerze zachęcać. Trzeba być świadomym, że jeśli Ameryka rymuje nam się z kadrami obejrzanych filmów, rozczarowanie jest nieuchronne. Rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej. Warto się jednak przekonać o tym samemu. Dlatego nieważne, czy zostaniesz tutaj rok, przedłużysz swój pobyt o sześć lub dziewięć miesięcy czy też zrezygnujesz już po paru tygodniach – nikt nie odbierze Ci doświadczenia, które nabierzesz przez ten czas. 

Dominika Kanafa

Jej znakiem rozpoznawczym jest szeroki uśmiech, którym obdarowuje otoczenie bez względu na porę dnia czy nocy. Ciągle w ruchu. Zatrzymuje się tylko po to, by czasami narysować coś na kolanie. Nie potrafi funkcjonować w ciszy. Miłośniczka historii sztuki i kotów. Uzależniona od teatru, muzyki, kina, jedzenia, szminek, miętowej herbaty, podróży i ludzi. Niepoprawna optymistka. Drażnią ją ludzie o ograniczonym światopoglądzie stąd-dotąd. Wierzy, że nie ma rzeczy niemożliwych i stara się wyciskać z życia, ile się da.

1 Komentarz
  1. A czy Ty zrezygnowałaś?
    Jestem ciekawa, ponieważ sama myślę o powrocie średnio milion razy na tydzień. Za mną 5 miesięcy…

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany