Co nam dały filmy Wajdy?

Wajdy nie mierzy się ilością wyprodukowanych filmów, ważna jest przede wszystkim jego siła oddziaływania na środowisko – to tylko jedno ze zdań, pojawiających się wśród setek wspomnień o zmarłym reżyserze. Dużo mówi się teraz o tym, ile straciła polska kultura, gdy odszedł od nas człowiek, który swoimi filmami przez lata uczył patrzenia na otaczającą nas rzeczywistość. Na szczęście w tej niecichnącej wciąż jeszcze debacie, nie zapominamy o tym, ile dzięki niemu zyskaliśmy, o całym dorobku jego życia w postaci prawdziwych dzieł polskiego kina.

 

Doma:

Mam świadomość, jak patetycznie to zabrzmi, jednak muszę przyznać, że gdyby nie Andrzej Wajda do dzisiaj nie wiedziałabym, kim jestem i skąd pochodzę. Karolina Korwin-Piotrowska w swoim ostatnim felietonie napisała zdanie, pod którym mogłabym podpisać się obiema rękami: Kiedy myślę „Polska” to myślę konkretnymi kadrami z Pana filmów, cytatami i twarzami Pana aktorów. Krystyna Janda przyznała, że to właśnie Wajda ukształtował ją jako kobietę i Polkę – w końcu to w dużej mierze dzięki niemu aktorka szła korytarzem Telewizji Polskiej, a doszła do dwóch teatrów.

327
źródło: krystynajanda.pl

Jest wiele filmów, za które chciałabym podziękować Mistrzowi. Szczególnym obrazem jest dla mnie jednak Człowiek z marmuru. Odkąd pamiętam, imponowała mi postać walczącej o swój film studentki reżyserii. Bezczelna, wyzwolona, ekspresyjna, niezależna. Drzwi do magazynu socrealistycznych rzeźb otwiera spinką do włosów, wypala papierosa za papierosem. Ubrana w dzwony z wysokim stanem i nonszalancką koszulę, dźwiga ze sobą ogromny plecak, w którym mieści się cały jej dobytek. Nie ma nic do stracenia, oprócz honoru. Agnieszka, wykreowana przez dwudziestopięcioletnią wówczas Jandę, stała się symbolem polskiego feminizmu i walki z systemem oraz przedstawicielką nowego, nadchodzącego pokolenia, ludzi radykalnych i bezkompromisowych.

Młoda reżyserka, która ma wiele cech samego Wajdy, w swoim dążeniu do prawdy jest konsekwentna, bezkompromisowa i pełna pasji. Słynny gest Kozakiewicza z początku filmu, skierowany w stronę instytucji, jaką była telewizja, momentalnie definiuje postawę Agnieszki i ustawia całą perspektywę. Człowiek z marmuru to obraz, który zmienia sposób patrzenia na rzeczywistość i daje odwagę, by tak, jak niepokorna studentka potrafić się zbuntować i dążyć do wyznaczonych przez siebie celów.

 

Kasia:

Zachowam dystans w nazywaniu Wajdy mistrzem. Z całym szacunkiem i podziwem dla życia, dla twórczości… w moim prywatnym rankingu ponad Wajdę stawiałam zawsze  Polańskiego i Kieślowskiego. Nie zawsze potrafiłam docenić rysy historyczne obecne w filmografii reżysera, odstręczała mnie wieczna martyrologia. W czasie tegorocznego Festiwalu Filmowego w Gdyni miałam okazję wziąć udział w zamkniętych warsztatach reżysera ze studentami szkół filmowych. Poznałam tam innego Wajdę. Człowieka, którego ciało ogranicza, ale umysł pchnie do działania.

14724238_10202188998123643_246864032_o
Spotkanie z Andrzejem Wajdą, fot. Mateusz Ochocki

Wszedł wolnym krokiem, wspierając się balkonikiem. Nie słyszał zbyt dobrze, pytania należało wielokrotnie powtarzać. Jednak, gdy przyszło do odpowiedzi, nikt nie pomyślałby, że rozmowa toczy się z 90-latkiem. Widać było, że Wajda czerpał radość z tego spotkania, z kolejnych pytań młodych reżyserów, możliwości wsparcia i udzielenia rady. Nie zabrakło anegdot i złotych myśli, które każdy student zachowa w pamięci i w sercu na bardzo długo. Cieszę się, że mogłam uczestniczyć w tym spotkaniu pokoleń, że mogłam go oklaskiwać i widzieć w jego oczach wzruszenie. Racja, to przygnębiające, że po zaledwie trzech tygodniach odchodzi, jednak reżyser opuścił nas w momencie triumfu i przekonania o tym, jak bardzo jest ceniony i kochany. Przez kolegów po fachu, aktorów, miłośników kina i adeptów sztuki filmowej.

brvktkpturbxy8wyjlimjyxnzg5yjm3mjbmnzuxzty0m2q2ymywmjq0ms5qcgeslqmarm0d6m0cmpmfzqmgzqhc
fot. East News

Gdy przychodzi do wyboru tego najlepszego filmu, decyduję się na najlżejszy i najmniej typowy dla słynącego z patosu twórcy. Gdyby pokazać obcokrajowcy  znającego Wajdę z jego sztampowych dzieł, przypuszczam, że nie utożsamiłby z nim Niewinnych Czarodziejów, tak wyróżniających się w jego filmowym dorobku. W odniesieniu do Człowieka z żelaza, Kanału czy Popiołu i diamentu film wydaje się  wręcz farsą. Ot, nic nie znacząca historia młodych, atrakcyjnych ludzi w środku nocnego miasta. Banał.  A jednak, historia prowadzona jest z taką lekkością i humorem, że z łatwością chwyta za serce. Poza trafnymi dialogami i doskonałym aktorstwem pierwszego i drugiego planu (Kalina Jędrusik, Roman Polański) film jest także obrazem epoki – jak młodzież spędzała czas, jak się ubierała, jak mówiła, jakiej muzyki słuchała. Dzisiaj dziwi, że temat miłości wielki reżyser przedstawił bez  fajerwerków i epickich scen. W czasie realizacji filmu reżyser miał 34 lata, miał za sobą już takie filmu jak: Kanał, Pokolenie, Popiół i diament. W kontekście dotychczasowej filmografii, zainteresowanie zwyczajnością i tak pospolitym tematem jak  miłość, nie powinno więc nikogo zaskoczyć.

 

Justyna P:

Ja również miałam to szczęście, że spotkałam Andrzeja Wajdę na 41. Festiwalu Filmowym w Gdyni. „Spotkałam” to jednak zbyt wielkie słowo, raczej – widziałam go, obserwowałam, żyłam przez chwilę aurą, którą wytworzył. Nigdy nie zapomnę dwóch momentów podczas trwania festiwalu – po pierwsze, tego poruszenia, gdy pojawił się w Gdyńskim Centrum Filmowym, po drugie – tej magicznej atmosfery, która towarzyszyła pokazowi „Powidoków”. Nie zapomnę nigdy pojawienia się Andrzeja Wajdy i tych chwil, gdy był, gdy powolnym krokiem przemierzał odległość między salą kinową, a kawiarnią, gdy odpoczywał przy stoliku, cierpliwie pozując do zdjęć, wysłuchując każdego, kto ośmielił się zamienić z nim kilka zdań. To wszystko napawało nas wszystkich, nie ma co tego ubierać w wielkie słowa, zwykłą radością. Nie były to jednak puste emocje, podekscytowanie z obcowania z kimś znanym, dużo było w tym także wzruszeń i uśmiechów, wynikających z faktu, że oto odwiedził nas ktoś, kogo obecność – zarówno na festiwalu, ale przede wszystkim w świecie kina – jest niepodważalnie istotna.

Źródło: www.poland.us
źródło: www.poland.us

W moich uczuciach do filmów Wajdy najistotniejszym elementem jest zmieniające się z biegiem czasu, ale i z moim obecnym stanem ducha, postrzeganie konkretnych produkcji – nie tylko na płaszczyźnie rozumienia konkretnych wątków czy motywów, ale również na samym docenianiu poszczególnych elementów artystycznego wymiaru. Idealnym przykładem jest Pan Tadeusz – w czasach szkolnych ułatwiający mi lepsze zrozumienie tekstu lektury, w latach dorosłych, będący dla mnie przede wszystkim przykładem pięknego spotkania dwóch wybitnych polskich patriotów. Nikt lepiej od Wajdy nie mógł ubrać w obraz tych barwnych krajobrazów i atmosfery pełnej sielanki. Sam reżyser o tym filmie mówił tak: To przedsięwzięcie jest nieporównywalnie trudniejsze od wszystkiego, co dotychczas zrobiłem. Łatwiej jest przenieść na ekran realistyczną powieść, jak „Ziemia obiecana” na przykład. Żywiołem kina są bowiem wielkie miasta, wydarzenia, postaci, namiętności. Przyroda natomiast łatwo ukazuje na ekranie swoją stronę banalną. W rzeczywistości udało mi się od tego banału uchronić, tworząc obraz poetycki, ale jednocześnie bardzo wyrazisty i przejrzysty, mimo zachowania mickiewiczowskiego języka.

fot. Renata Pajchel, źródło: Fototeka FN
fot. Renata Pajchel, źródło: Fototeka FN

Wśród tych ulubionych chciałabym wyróżnić jednak film, wokół którego krążą moje najświeższe emocje, ponieważ sięgnęłam po niego po raz pierwszy zaledwie kilka miesięcy temu. Mowa o Pannach z Wilka z 1979 roku, stanowiący znów ekranizację, tym razem opowiadania Jarosława Iwaszkiewicza. Choć zasadniczo główna rola w filmie przypada Danielowi Olbrychskiemu, którego niespełna 40-letni bohater snuje przykre refleksje o przemijaniu i utraconych, zaprzepaszczonych, przegapionych – momentach, zdarzeniach, ale również uczuciach. O tych uczuciach przypominają mu siostry z dworku we Wilku, który odwiedza po 15 latach. To właśnie portrety tych kobiet, stworzonych przez wybitnej klasy aktorki – Maję Komorowską, Annę Seniuk, Stanisławę Celińską oraz Krystynę Zachwatowicz (obecnie Zachwatowicz-Wajdę) oraz młodziutką Christine Pascal – stały się dla mnie najważniejszym elementem tej historii. One – będące źródłem wspomnień zarówno dla głównego bohatera, jak i dla nieświadomego wydarzeń sprzed lat widza oraz ich emocje – tak intensywne, choć w dużej mierze maskowane przez upływ czasu.

 

Justyna K.:

0004bklb72pf1wgl-c459
Kadr z filmu „Tatarak”

Na pytanie o mój ulubiony film Wajdy zawsze bez wahania odpowiadam – Tatarak. Zebrało się na to wiele czynników, ale przede wszystkim moje emocje i wspomnienia związane z tym dziełem. Kiedy myślę o śmierci i stracie kogoś bardziej lub mniej mi bliskiego od razu w głowie pojawia się Tatarak, oczywiście nie bez powodu. Nie znam innego filmu, który tak pięknie i szczerze opowiadałby o miłości i śmierci. Przeniesienie na ekran opowiadania Iwaszkiewicza samo w sobie było pomysłem doskonałym. W wielu wywiadach czytałam, że pierwotnie scenariusz opierał się tylko na nim. Ostateczna wersja zawiera monolog Krystyny Jandy opowiadający o śmierci jej męża Edwarda Kłosińskiego. Monolog tak szczery i bolesny, że po dziś dzień, myśląc o Tataraku zdumiewa mnie ta odwaga i siła, jaką musiała mieć w sobie Janda by zdecydować się na coś takiego. Choć opowiadanie Iwaszkiewicza samo w sobie jest gorzkie i bolesne, dopiero połączenie go z wyznaniem aktorki nadaje temu dziełu charakter wręcz mistyczny. Ciężko mi dobierać słowa pisząc o Tataraku, bo jest to film, który się przede wszystkim przeżywa, opowiadanie o nim nie oddaje choćby procenta bagażu emocjonalnego, jaki za sobą niesie. Wyjątkowo jestem wdzięczna Mistrzowi Wajdzie właśnie za ten film i te hektolitry łez, które wylewam za każdym razem, gdy go oglądam. Te nieprzespane noce z Tatarakiem mają w sobie zawsze coś oczyszczającego.

 

Iga:

W Kropce nad i – programie Moniki Olejnik – w dzień po odejściu Wajdy gośćmi byli Krystyna Janda i Daniel Olbrychski. Na pytanie o ulubiony film Mistrza Olbrychski odpowiedział: To tak, jakbym miał wybierać, które z moich dzieci kocham najbardziej. Spośród dziesiątek genialnych filmów wybrać tylko jeden – to nie tylko trudne, ale też niewdzięczne zadanie. Pozostaje jedynie kierować się sercem.

Tak naprawdę Dyrygent nie jest moim ulubionym filmem Wajdy. Jest nim Tatarak, o dyrygent11którym w tym tekście pisze Justyna. Nie jestem nawet pewna, czy Dyrygent znalazłby się w czołówce moich wajdowskich faworytów. Jest jeszcze przecież Człowiek z marmuru, jest Ziemia obiecana, jest Panna Nikt, jest Katyń…  Znając jednak negatywne opinie wielu moich znajomych na temat Dyrygenta, czuję się w obowiązku napisać, że – według mnie – jest to naprawdę piękny obraz i prawdziwie prosta, wzruszająca historia. Film, który odkryłam stosunkowo późno, już po kilkuletniej fascynacji Wajdą, a do którego teraz często powracam. 

dyrygent5
Źródło: www.krystynajanda.pl/dorobek/dyrygent/

Być może nie potrafię patrzeć na Dyrygenta zupełnie obiektywnie. Na planie filmowym spotkały się trzy osoby, które są dla mnie autorytetami. Janda, Seweryn i właśnie Wajda. Z tego spotkania powstał film o pasji, samotności, zazdrości, a także fascynacji drugą osobą. Krystyna Janda wielokrotnie podkreślała jednak w wywiadach, że efekt końcowy jej pracy przy Dyrygencie nie jest dla niej satysfakcjonujący. Okres powstawania filmu zbiegł się z czasem rozpadu związku aktorki z Sewerynem. Według Jandy ich prawdziwe emocje przeniosły się także na ekran, zaburzając nieco czystość przekazu.

Dla mnie Dyrygent jest przede wszystkim piękną metaforą. Wajda nie byłby sobą, gdyby nie poruszył w swoim filmie tematyki historycznej. Orkiestra to alegoria społeczeństwa, panujące w niej relacje oddają społeczne relacje międzyludzkie, a dyrygent – jako osoba dowodząca – zawsze narażony jest na ryzyko nadużywania swojej władzy. Warto także dodać, że to właśnie ten film Ingmar Bergman umieścił na drugim miejscu na liście jedenastu filmów, które zrobiły na nim największe wrażenie. Interesujący jest także fakt, że to dzieło Wajdy zdobyło o wiele większe uznanie na arenie międzynarodowej niż w samej Polsce.


Dziękujemy, Mistrzu.

Kulturadogorynogami

Po prostu: redakcja do góry nogami!

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany